– Maksymalna cena, 48 zł za akcję była wprawdzie oczekiwana, ale to na pewno sukces spółki, skarbu państwa i oferującego – uważa Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI. – Na debiucie oczekujemy wzrostu cen akcji Bogdanki, choć może nie aż tak dużego jak w przypadku, gdyby cena wyniosła 42 zł. (dolna granica widełek – red.). Jednak to jeszcze trzy tygodnie, sytuacja na rynkach może się zmienić. Dopiero po 25 czerwca można będzie mówić o pełnym sukcesie. Jeśli do niego dojdzie, przyspieszą w ogóle procesy prywatyzacji w Polsce, bo to sygnał, że inwestorzy chcą kupować.
– Jesteśmy bardzo zadowoleni. To dowodzi, że spółki z dobrymi fundamentami i klarownymi perspektywami rozwoju znajdą nabywców nawet w trudniejszych czasach – powiedział Mirosław Taras, prezes Bogdanki.
W piątek zakończyły się zapisy na akcje inwestorów indywidualnych. Trafi do nich 1,67 mln akcji C nowej emisji. Transza inwestorów instytucjonalnych wyniesie 9 mln akcji, pracownicy zaś obejmą 330 tys. akcji. W sumie po emisji kapitał spółki będzie się dzielił na 34 mln akcji (obecnie 23 mln).
W domach maklerskich usłyszeliśmy, że chętni na akcje Bogdanki są, ale nikt nie chciał zdradzać szczegółów. – Redukcja zapisów może być nawet 5 – 10-krotna, czyli jeśli ktoś zapisał się na 100 akcji otrzyma 10 – 20 – tłumaczy Buczek. Podkreśla, że ważne, kto obejmie 9 mln akcji. – Myślę, że będą to fundusze emerytalne i inwestycyjne. Inwestorzy branżowi powinni wchodzić przy kolejnej emisji bądź gdy będą mieć możliwość objęcia pakietu kontrolnego – mówi Buczek.
Potwierdziły się czwartkowe informacje „Rz”. – Z uwagi na wątpliwości o charakterze biznesowym spółka nie zdecydowała się uczestniczyć w budowaniu księgi popytu – przyznał Paweł Oboda, rzecznik Enei (wcześniej spółka zrezygnowała z kupna kopalni Silesia). Dodał, że nie oznacza to ostatecznego wycofania się z kupna lubelskiej kopalni – zgodnie z prospektem emisyjnym Bogdanki koncern może złożyć zapis także później, ale o jego uwzględnieniu decydować będzie emitent.