Po trzech latach budowy, która pochłonęła już 400 mln zł, w Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni zwodowano korwetę Gawron. Po wyposażeniu w niezbędne instalacje i systemy walki warte kolejne miliony złotych okręt, budowany na niemieckiej licencji, będzie najnowocześniejszą jednostką w marynarce. To zresztą pierwszy okręt wojenny zamówiony przez armię od 15 lat.
Jego elektroniczne systemy mają śledzić zagrożenia w promieniu 200 km, a najnowocześniejszy oręż będzie w stanie zniszczyć wroga na i pod wodą, a także w powietrzu. W środę w Stoczni Marynarki Wojennej w czasie technicznego wodowania imponującego, prawie 100-metrowego kadłuba nie było jednak odświętnego nastroju. Mimo zaproszeń nie pojawili się ani minister obrony narodowej, ani dowódca Marynarki Wojennej. Co ważniejsze MON wstrzymał już w tym roku finansowanie kolejnych etapów budowy (według wyliczeń resortu obrony ma kosztować 3 mld zł do 2012 r. ).
To cios dla stoczni, która z trudem utrzymuje się na powierzchni, mimo że jej przychody sięgną w tym roku 200 mln zł. W najbliższych tygodniach sąd zdecyduje, czy firma, która ma wielomilionowe długi i regularne kłopoty z płynnością, skorzysta z możliwości postępowania układowego. Jeszcze w tym roku ma być zakończona jej restrukturyzacja. Ze stoczni zatrudniającej dziś ponad 1200 osób odejdzie około 300, przede wszystkim z administracji – mówi prezes stoczni Roman Kraiński. Środki na zaspokojenie wierzycieli mają pochodzić m.in. ze sprzedaży części majątku. Spółka ma też zamiar skorzystać z rządowej pomocy kredytowej.
Niezależnie od procesów restrukturyzacji, który trwa w spółce kolejny miesiąc, przygotowujemy proces prywatyzacji stoczni. Trwa wycena jej majątku – mówi Roma Sarzyńska z Agencji Rozwoju Przemysłu, która jest właścicielem 98 proc. udziałów w gdyńskiej firmie.