- W raporcie powstałym po spotkaniach współorganizowanych przez grupę Canpack są postulaty, którymi próbujemy pokazać jak można zmienić system gospodarowania odpadami opakowaniowymi w Polsce. Tak, żeby ten system był efektywny i spełniał wymogi unijne - mówiła Sapota.
- Trzeba wykorzystać czas, który mamy i krok po kroku wprowadzać kolejne zmiany, obserwować jak reaguje na to rynek i zbierać dane – dodała.
Gość przyznała, że te zmiany już są i dla biznesu nie ma odwrotu. Dodała, że jest wiele przyrzeczeń publicznych i obietnic składanych przez firmy, które mają tego świadomość.
- Są też mali recyklerzy plastiku, których skala działalności to kilkadziesiąt ton rocznie. Dla nich zrezygnowanie z części zysków, albo zmiana modelu biznesowego to ogromne wyzwanie. Potrzebna będzie pomoc ze strony legislatora. Ciężko zakładać, że wszyscy będą w stanie podjąć takie zobowiązania – oceniła gość.
Tłumaczyła, że rozszerzona odpowiedzialność producenta, to odpowiedzialność każdego, kto wprowadza produkt na rynek, za opakowanie.
- Rozmawiając o opakowaniach, to kwestia butelki, puszki, pudełka na krem czy słoika. Ten kto wyprodukował finalny produkt powinien za nie odpowiadać. Powinien zadbać o cały cykl życia produktu, nie tylko postawienie na półce w sklepie – mówiła Sapota.
Przypomniała, że dyrektywy odpadowe, które przyjęto w zeszłym roku wprowadziły zmiany do schematu rozszerzonej odpowiedzialności producenta. - Dokręciły śrubę, bo podniosły poziomy wymaganego recyklingu i doprecyzowały jak wprowadzający powinni odpowiadać – mówiła.
Sapota zaznaczyła, że puszka aluminiowa w polskich warunkach to trochę historia sukcesu.
- Zbieramy ją w ponad 80 proc. w systemie komercyjnym, czyli prywatnym, bez regulacji ze strony legislatora. To jest bardzo dobry wynik, bo średnia europejska to 72 proc. - podała.
Aluminium jest sporo warte jako surowiec. - Motywacja ekonomiczna istnieje. Z drugiej strony zostały stworzone warunki. Sieć prywatnych punktów skupu w Polsce jest bardzo rozbudowana – tłumaczyła.
Podkreśliła, że t dwie rzeczy są potrzebne, żeby w ogóle zbieranie selektywne surowców się udawało. - Konsument musi mieć wiedzę (wie, że może zebrać, oddać i dostać pieniądze) oraz musi mieć gdzie to oddać. Wtedy system ma sens – oceniła.
Sapota przyznała, że największy problem mamy z tworzywami sztucznymi. - Najgorzej jest z foliami, bo trudno je wysegregować. Multum rodzajów plastików powoduje, że dla nas wydaje się wszystko jedną folią, a każda jest trochę inna – tłumaczyła.
Gość zauważyła, że w Polsce dużo więcej śmieci produkuje się latem niż zimą.
- To budzi wątpliwość. Jeżeli przeciętny konsument produkuje 40 proc. mniej śmieci zimą, to co się z nimi dzieje? Wydaje mi się, że trafiają w komin. To jest ogromne wyzwanie – stwierdziła Sapota.