Reklama

Uratowany górnik chce do kopalni

Franklin Lobos, uratowany górnik z Chile opowiedział w wywiadzie dla TVN24 o katastrofie w kopalni i o 69 dniach pod ziemią. Choć do wypadku doszło w kopalni miedzi, a nie węgla, to jednak zdecydowałam się o tym napisać

Publikacja: 31.10.2010 20:45

Po obejrzeniu wywiadu z Franklinem Lobosem, jednym z 33 górników, którzy spędzili 69 dni pod ziemią w chilijskiej kopalni czekając na ocalenie, pomyślałam, że warto przypomnieć o górniczym BHP. Nawet jeśli wypadek w Chile miał miejsce w kopalni miedzi, a nie węgla.

Lobos mówił o wypadku tak, że jego słowa można odnieść także do spraw węglowych. Pytany, czy wróci do kopalni, jeśli taka propozycja pracy się pojawi, wypowiedział bardzo ważne słowa. „To nie kopalnia chciała nas zabić”. To pokazuje, jak górnik, nawet po tak gigantycznej katastrofie, podchodzi do swojej pracy. „Górnicy są twardzi” – mówił Lobos o tym, jak radzili sobie 69 dni pod ziemią, gdzie dzień i noc stają się praktycznie jednością. Powiedział także, że uratowani górnicy nie uważają się za bohaterów. Bo według niego bohaterem jest ratownik, który zdecydował się wsiąść w kapsułę ratunkową, by dotrzeć do poszkodowanych. A przecież kapsuła mogła się zaklinować, albo zjechać na dół i już nie wrócić, „a wtedy z 33 poszkodowanych zrobiłoby się 34” – mówił Lobos.

Ten były chilijski piłkarz zwrócił uwagę na bardzo ważny problem. „Jesteśmy ofiarami postępowania przedsiębiorców. Właściciele kopalni nas obarczają odpowiedzialnością za wypadek, bo zjechaliśmy na dół, ale gdybyśmy nie zjechali, stracilibyśmy pracę” – mówił Lobos.

W tym momencie przypomniały mi się nasze katastrofy węglowe. Halemba 2006 r., Wujek Śląsk 2009 r. Tam zginęło kilkudziesięciu górników. Po wypadkach ci, którzy przeżyli albo pracowali w danej kopalni mówili o zagrożeniach. Czy mówili przed katastrofami? Tak, ale wtedy odzew był mniejszy. Albo żaden.

Za miesiąc górnicze święto, Barbórka. Wtedy znów cała Polska będzie patrzeć na Śląsk, nasze główne zagłębie węglowe. I pewnie na lubelską Bogdankę, którą chce przejąć kontrolowany przez czeskiego miliardera Zdenka Bakalę NWR. Może nawet premier pojawi się w którejś z kopalń przypominając o ciężkiej pracy górników. Tylko czy musimy mieć takiego swojego Lobosa, który cudem uratowany wyjdzie na powierzchnię i powie: „kopałem piłkę, żeby rodzina nie płakała, ale w rzeczywistości czułem się bardzo źle”?

Reklama
Reklama

W Polsce głównym właścicielem kopalń węgla (ale i miedzi) jest państwo. Dobrze więc, by ono prewencyjnie zwróciło uwagę na górnicze BHP. Bo od tego zależy życie tysięcy ludzi (samo tylko górnictwo węgla kamiennego w Polsce zatrudnia ok. 114 ty. ludzi, z których ok. 80 proc. pracuje pod ziemią).

Premier Donald Tusk miał okazję być pod ziemią, więc – co sam podkreślał – doskonale wie, na czym polega praca na dole. Górnicy, jak sami mówią, nie są bohaterami. Wydobywają tylko paliwo, z którego wytwarza się 90 proc. polskiej energii elektrycznej. I dlatego warto o tym pamiętać. Nie tylko przy okazji katastrofy w Chile, i nie tylko przy okazji zbliżającej się Barbórki, ale tak po prostu. Ja byłam na dole zbyt mało razy, by zrozumieć to, co przeżyli chilijscy górnicy (choć po wizycie w kopalni miedzi KGHM Polkowice Sieroszowice na głębokości 1000 m mogę sobie zdawać sobie z tego sprawę). Ale z drugiej strony byłam na dole tyle razy, żeby mieć jakąkolwiek świadomość, co mogą przeżywać ci, którzy czekają na to, że w kopalniach będzie lepiej.

Biznes
Firmy wracają do rekrutacji, rozmowy w Genewie, niemiecka gospodarka bez paliwa
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Biznes
Rząd rusza z promocją zbrojeniówki, szczyt AI, Ford chce współpracy z Chinami
Biznes
"Tego przemysłu będzie w Europie coraz mniej". Ważnej branży grozi zapaść
Biznes
Europa stawia na niezależność, Polacy znikają z sieci, podatki dochodowe w UE
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama