AObecne zadłużenie samorządowego przewoźnika jest rekordowo wysokie. W maju tego roku, kiedy władze PKP Polskich Linii Kolejowych, spółki odpowiedzialnej za zarządzanie torami, zatrzymały na stacjach w całej Polsce ok. 200 pociągów Przewozów Regionalnych, zadłużenie spółki za korzystanie z torów przekraczało 240 mln zł. Ugoda do tej pory nie została jednak podpisana. – Rozmowy w sprawie spłaty zadłużenia cały czas trwają. Liczymy, że przewoźnik znajdzie rozwiązanie, które doprowadzi do uregulowania zaległości – mówi Krzysztof Łańcucki, rzecznik PKP Polskich Linii Kolejowych. – Tym bardziej że udało nam się wypracować ugodę z PKP InterCity – dodaje Łańcucki.
Przewozy Regionalne twierdzą, że mają sposób na spłatę długów. Jednak pozyskanie pieniędzy zajmie im trochę czasu. Jednym ze sposobów na pozyskanie ok. 300 – 400 mln zł gotówki jest leasing zwrotny taboru używanego obecnie przez przewoźnika. Drugim – odzyskanie od Skarbu Państwa należnych dopłat za uruchomienie pociągów międzywojewódzkich na zlecenie państwa w latach 2004 – 2008. Pozwy na łączną kwotę 678 mln zł zostały już skierowane do sądu. Jednak odzyskanie tych pieniędzy, o ile nastąpi – może zająć nawet do trzech lat. – Przypływ gotówki w wyniku leasingu taboru może nastąpić w marcu przyszłego roku – mówi Małgorzata Kuczewska-Łaska, prezes Przewozów Regionalnych. – Jesteśmy w trakcie przygotowywania procedury i rozmów z instytucjami, które są zainteresowane współpracą z nami – dodaje prezes samorządowego przewoźnika.
[srodtytul]Znikające pociągi[/srodtytul]
Mimo że obie strony dążą do porozumienia, władze PKP PLK przygotowały się na ewentualność wypowiedzenia umowy. Ponieważ w wyniku takiego kroku spółka utraci potencjalne przychody w wysokości ponad 20 mln zł, władze PKP PLK zwróciły się do rady nadzorczej o zgodę na taką decyzję. Ta dała ją pod koniec października, ponieważ długi regionalnej kolei przekraczają już 317 mln zł.
– To nie jest straszak. Sytuacja jest poważna. Nie zagraża co prawda płynności finansowej spółki, ale brak wpłat od przewoźników może sprawić, że nie będziemy mieć pieniędzy na pensje czy na remonty – mówi Krzysztof Łańcucki.