W grę wchodziłoby zakup nawet 2 tysięcy pojazdów, które mają potem latami służyć jako podstawowy transport armii. Operacja będzie miała sens , gdy uda się wymienić całą generację sprzętu na nowocześniejszy i niezawodny: z oszczędniejszymi silnikami, wydajniejszym napędem, zautomatyzowaną obsługą, podnosząca komfort pracy kierowców.

- Ponieważ szukamy prawdziwych koni roboczych dla wojska,  racjonalne wydaje się zamówienie pojazdów u jednego producenta. Wielkoseryjne zakupy pozawalają negocjować z dostawcą  korzystną cenę, tańsza jest potem obsługa i serwis. Nie kupujemy przecież samej ciężarówki ale przede wszystkim system – czyli także wsparcie logistyczne na całe dekady eksploatacji pojazdów – przypomina Mateusz Multarzyński ekspert  Nowej Techniki Wojskowej.

Cena zawodnym doradcą

Militarne ciężarówki wysokiej mobilności, muszą mieć same zalety- tzw dzielność terenową, mocną, wytrzymałą konstrukcję, optymalnie skonfigurowany napęd – który poradzi sobie z dźwiganiem oprócz ładunku, np. ciężaru opancerzonej kabiny.

Wadą wojskowych przetargów  były zwykle nierealistyczne wymagania i  absolutny prymat  podstawowego kryterium - niskiej ceny. – O ściągnięte z sufitu warunki techniczne rozbił się pierwszy konkurs. A kryterium cenowe zawsze ma konsekwencje jakościowe i lubi mścić się już w początkowych latach eksploatacji  pojazdów – ostrzega Multarzyński.

Dodaje, że polskie zamówienie  na coraz trudniejszym, rynku wojskowych pojazdów  już skupiają  uwagę czołówki motoryzacyjnych koncernów.

Szansa dla Jelcza z HSW

Nie bez szans  jest też krajowy Jelcz Komponenty przejęty ostatnio przez artyleryjskiego potentata w kraju – Hutę Stalowa Wola. – Przygotowujemy  dobra ofertę w ciężarówkowej rozgrywce – potwierdza Krzysztof Trofiniak prezes HSW. Huta  nie ukrywa, że liczy na punkty związane z produkcją sprzętu w krajowych w zakładach. Hutę od Jelcza-Laskowice   dzieli dystans 450 kilometrów ale biznesowe związki firm od lat są  bliskie. Większość kołowych podwozi i ciężarówek stosowanych w powstających w Stalowej Woli systemach uzbrojenia pochodzi  z dolnośląskiej firmy, która zatrudnia 300 pracowników i w zeszłym roku osiągnęła ponad 100 mln zł przychodów.  Na specjalnie konstruowanym, militarnym  pojeździe  z terenowym podwoziem i opancerzoną kabiną dla załogi, instalowane  są na przykład wyrzutnie rakietowego zestawu Langusta. Spółka J-K sprzedała już  armii kilkadziesiąt pojazdów dla tych czterdziestolufowych wyrzutni  z  unikalną, sześcioosobową kabiną. Ciężarówki z Jelcza-Komponenty zapewniają transport amunicji w dywizjonowym ugrupowaniu samobieżnych haubic Krab a w przyszłości obsługiwać będą formacje tworzone przez mobilne ciężkie moździerze Rak i armato-haubice 155 mm na kołowym podwoziu  Kryl.

-W zeszłym roku sprzedaliśmy ponad sto wojskowych ciężarówek  o dużej ładowności , z silnikiem Iveco, w różnych specjalistycznych wersjach. 23 podwozia  odebrał norweski Kongsberg m.in. pod wyrzutnie morskich rakiet NSM – mówi Władysław Czubak prezes Jelcza – Komponenty.

Konkurs samochodowych koncernów

Polskiego przetargu nie odpuści na pewno czeska Tatra, , której ciężarówki rozpowszechniły się w armii jeszcze w czasach układu warszawskiego. Z atutu produkcji na miejscu czyli ulokowania montażu w zakładach w Starachowicach może skorzystać niemiecki militarny MAN, powiązany ze zbrojeniowym koncernem Rheinmetall. Do rywalizacji szykuje się też brytyjski gigant obronny BAE Systems, który w ostatnich latach nie miał szczęścia w wojskowych przetargach na pojazdy transportowe w Australii i USA. W konkursie nie zabraknie też włoskiego Iveco – które  z krajowym Auto Hitem już zaopatruje armię w specjalistyczne platformy i ciężarówki o dużej ładowności. Włoski koncern mógłby wykorzystać argument przemysłowej współpracy z polskim partnerem, który ma własną  firmę produkcyjną w Makowie Mazowieckim.