Amerykański ekonomista James M. Buchanan, autor teorii wyboru publicznego, za którą w 1986 r. dostał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii, twierdził, że pierwszym instynktem człowieka jest podejmowanie decyzji na podstawie własnego interesu. Buchananowi chodziło głównie o decyzje polityków, ale jego twierdzenie o naiwności założenia, że ludzie działają dla dobra wspólnego, dotyczy wszystkich, w tym przedsiębiorców.
Chociaż dobrze wyraża ją powiedzenie, że „bliższa koszula ciału”, to niekiedy o tej zasadzie zapominamy, oburzając się na ustawy pisane pod dyktando grup interesu, cyniczne decyzje szefów globalnych korporacji (w tym big techów) czy słabość bojkotów konsumenckich, które szybko się wypalają, osłabiane przez cenowe promocje. W założeniu przed skutkami tej zasady powinno nas chronić dobre prawo, ale z jego tworzeniem różnie bywa, co pokazały także luzowane teraz regulacje, w tym dyrektywy z zakresu ESG.
Nawet gorący zwolennicy zrównoważonego rozwoju mówią o chaosie regulacji, które przygotowano, nie zwracając specjalnej uwagi na warunki rynkowe i możliwości firm, by ostatnio, pod presją czasu, chaotycznie je upraszczać. W dodatku postawiono na kij, strasząc firmy skalą, skomplikowaniem i kosztami nowych obowiązków, a mało kto mówił tzw. językiem korzyści. Teraz, gdy regulacyjny kij jest już znacznie cieńszy (choć dodawane są do niego kolejne witki), eksperci ds. ESG liczą na skuteczność marchewki.
Na to, że firmy zauważą i wyliczą biznesowe korzyści, jakie może im przynieść odpowiedzialne działanie uwzględniające kwestie środowiskowe (E), społeczne (S) i jakość zarządzania (G). Wyliczą korzyści, a także potencjalne straty z ignorowania tych kwestii, choć kary za naruszenia ESG nie są u nas dotkliwe i zwykle obciążają spółkę, a nie menedżerów.
Dlatego tak ważne są rola i presja banków, inwestorów, którzy – szukając zysków i unikając strat – analizują też ryzyka związane z dostępem do wody, prądu czy energii pracowników. To oni mieli duży wpływ na podwyższanie poprzeczki w raportowaniu ESG, a teraz mogą zmusić firmy do bardziej odpowiedzialnego działania. Pozytywną zmianą jest rosnąca świadomość konsumentów i lokalnych społeczności, które (jak dowodzi protest wywołany planem składowania odpadów w kopalni soli w Kłodawie czy burza wokół budowy centrów danych) aktywnie stają w obronie lokalnego środowiska i swego bezpieczeństwa.