Minęła hossa na rynku usług doradczych z zakresu ESG, które jeszcze całkiem niedawno, bo na przełomie 2024 i 2025 r., były dla wielu firm kołem ratunkowym na wzburzonym morzu regulacji, w tym dotyczących raportowania zrównoważonego rozwoju. Skończył się też rekrutacyjny boom na rynku pracy dla specjalistów i menedżerów ESG czy na rynku szkoleń i studiów podyplomowych z tej dziedziny.
To efekt deregulacyjnego zapału Komisji Europejskiej, która od stycznia 2025 r. do czerwca 2026 r. przedstawiła 12 projektów upraszczających unijne prawo gospodarcze, tzw. omnibusów. Wraz z innymi inicjatywami upraszczania przepisów mają one ułatwić życie firm i zmniejszyć do 2029 r. ich łączne koszty administracyjne o ok. 37,5 mld euro.
Regulacyjny chaos
Na pierwszy ogień poszedł przyjęty na początku tego roku Pakiet Omnibus I, który radykalnie uprościł unijne regulacje z zakresu ESG (dyrektywy CSRD i CSDDD) i ograniczył ich zasięg, wywołując też sporo obaw o zahamowanie zrównoważonej transformacji firm i gospodarki.
Takich obaw nie ma prof. Bolesław Rok z Katedry Przedsiębiorczości i Etyki w Biznesie w Akademii Leona Koźmińskiego. Ocenia on jednak, że nie powiodło się zbytnio przejście z dobrowolnej odpowiedzialności biznesu (CSR) do odpowiedzialności ściśle regulowanej (ESG). Nacisk na zgodność (compliance) z coraz bardziej rozbudowanymi regulacjami mógł część firm wręcz zniechęcić do koncepcji zrównoważonego biznesu, tym bardziej że podkreślano głównie komplikacje, a nie korzyści wynikające z raportowania.
– ESG w wielu firmach było w ostatnich latach domeną compliance: zestawem wskaźników do wypełnienia – przyznaje Irena Pichola, prezeska Forum Odpowiedzialnego Biznesu oraz firmy Artha Consulting Network.
Aleksandra Stanek-Kowalczyk, partnerka i liderka doradztwa w dziedzinie zrównoważonego biznesu EY Polska, ocenia, że pod pewnymi względami regulacje dotyczące ESG potwierdzają prawdziwość powiedzenia, że „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. – W krótkim czasie pojawiło się ich wiele. Część była zbyt skomplikowana, a część wprowadzano zbyt szybko – wyjaśnia Stanek-Kowalczyk. Dodaje, że gwałtowny odwrót regulatora tylko pogłębił chaos i niepewność wśród firm, a przy tym zwiększył niechęć do tematyki zrównoważonego rozwoju.
O tym problemie mówi też prof. Rok. ESG traktowane jako nowa całościowa wizja rozwoju firm obejmowało tak wiele aspektów biznesu i wymagało tak dużych zmian w tak wielu obszarach, że dla większości oznaczało tylko kłopoty i chaos. Natomiast w obecnych działaniach KE widać zmianę podejścia w kierunku regulacji dotyczących poszczególnych aspektów działania firm. Przykładem jest ściśle związane z zasadami gospodarki o obiegu zamkniętym (GOZ) rozporządzenie PPWR, które weszło w życie w sierpniu i nakłada na przedsiębiorców szereg nowych obowiązków, wymuszających duże zmiany w projektowaniu, wytwarzaniu, wprowadzaniu do obiegu i recyklingu opakowań.
Świadomość zarządów
Jak zauważa prof. Rok, dzięki regulacjom ESG wiele firm zaczęło dostrzegać przydatne w biznesie narzędzia, jak analiza ryzyk niefinansowych, a także zmieniło podejście do tych ryzyk. Zdaniem Aleksandry Stanek-Kowalczyk krokiem w kierunku transformacji jest fakt, że takie tematy, jak należyta staranność czy gospodarowanie zasobami, weszły do gabinetów zarządów.
Jest więc szansa na wzrost świadomości zarządów co do rzeczywistego celu zrównoważonej transformacji. Klimat, gospodarka o obiegu zamkniętym czy dostępność pracowników mają bowiem kluczowe znaczenie dla konkurencyjności gospodarki i poszczególnych firm. Jak zaznacza Jolanta Okońska-Kubica, przewodnicząca Komitetu ds. Zrównoważonego Biznesu Krajowej Izby Gospodarczej i dyrektor zarządzająca firmy Enviopol, w wymaganiach związanych z GOZ oczywiście chodzi o cele środowiskowe, lecz dzisiaj jest to również element dużo większej walki o konkurencyjność europejskiej gospodarki.