Banki mają setki miliardów złotych nadwyżek depozytów ponad wymogi. To pieniądze, które umożliwiają mocne zwiększenie akcji kredytowej przy zachowaniu wymogów płynności. Bankom na udzielaniu kredytów zależy, bo na tym zarabiają, ale też nie mogą rozdawać długów lekką ręką, aby na nie stracić później w razie niespłacania kredytów.

Prawie co trzeci klient odchodzi z kwitkiem

Chętnych na kredyty mieszkaniowe jest bardzo dużo, ostatnie dane Biura Informacji Kredytowej wskazują, że popyt rok do roku rośnie nawet po 90 proc., jest także dużo wyższy niż przed pandemią i miesięcznie po hipoteki zgłasza się po 50 tys. klientów lub nawet nieco więcej.

- Sita analityków kredytowych pozostają jednak na miejscu. Z szacunków BIK wynika, że niezmiennie około 3 wnioski kredytowe na 10 są odrzucane. I choć banki wyraźnie w ostatnich miesiącach obniżyły wymagania stawiane przed potencjalnymi klientami – chodzi o niższy wkład własny, akceptowanie dochodów z samozatrudnienia i umów śmieciowych - to nie jest tak, że każdy kto chce dług dostanie. Ważna jest pozytywna historia kredytowa, minimum 10-20 proc. wkładu własnego, stabilne źródło dochodów i brak nadmiernych kosztów życia, a sama nieruchomość nie może mieć nadmiernie zagmatwanego stanu prawnego – mówi Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments.

Dobrym przykładem takich właśnie potencjalnych klientów jest statystyczna trzyosobowa rodzina, która chciałaby zadłużyć się w ramach 30-letniego kredytu na zakup mieszkania. Zakładamy przy tym, że oboje rodzice pracują i każde z nich przynosi do domu po średniej krajowej. To znaczy, że mają do dyspozycji już prawie 8 tys. zł netto miesięcznie. To więcej niż ma do dyspozycji przeciętna rodzina. Zakładamy przy tym, że familia z naszego przykładu ma wystarczająco pieniędzy na wkład własny. Efekt? Banki chciałyby pożyczyć im przeciętnie aż 730 tysięcy złotych – wynika z danych HRE Investments zebranych wśród banków. Wspomniana kwota to mediana, a więc połowa banków skłonna byłaby pożyczyć więcej, a połowa mniej.

Uwaga na podwyżki stóp procentowych

Przedstawione kwoty pokazują maksymalne zdolności kredytowe. Wykorzystywanie ich do cna może szczególnie dziś uchodzić za odrobinę nieroztropne. - Wszystko wynika ze spodziewanych podwyżek stóp procentowych w Polsce. Gdy pójdą one w górę, to raty prawie wszystkich złotowych kredytów mieszkaniowych także powinny wzrosnąć. Dzisiejsze prognozy sugerują, że do pierwszej podwyżki stóp procentowych może dojść w perspektywie roku. Nie będzie ona dla przeciętnego domowego budżetu druzgocąca, bo pojedyncza podwyżka może oznaczać podniesienie się raty o zaledwie kilka-kilkanaście złotych w przeliczeniu na każde pożyczone 100 tys. zł – szacuje Turek.

Prognozy sugerują, że ewentualne podwyżki powinny być dozowane powoli. - Dopiero za około 3 lata koszt pieniądza w Polsce ma wrócić do poziomu sprzed epidemii. Nasza perspektywa jest więc taka, że w 2024 roku raty kredytów mogą być o 15-20 proc. wyższe niż dziś. Podwyżka spora, ale powinna być do udźwignięcia – szczególnie jeśli uwzględnimy, że prognozy banku centralnego sugerują, że w tej samej perspektywie czasowej przeciętne wynagrodzenie w Polsce może wzrosnąć o 20-25 proc. I choć te przewidywania mogą być dla wielu osób krzepiące, to roztropnie byłoby tak zarządzać domowym budżetem, aby być gotowym też na realizację mniej optymistycznych scenariuszy – dodaje analityk HRE.

Autopromocja
CYFROWA.RP.PL

Jak cyfrowa rewolucja wpływa na biznes i życie codzienne

CZYTAJ WIĘCEJ