Dziennikarze Radia ESKA ustalili, że 2 listopada doszło do spotkania pomiędzy ministrem finansów Andrzejem Domańskim a prezesem Narodowego Banku Polskiego Adamem Glapińskim.
Donald Tusk zgodzi się na nowych członków zarządu NBP, by nie otwierać nowego frontu po eskalacji ws. TK
W czasie spotkania przedstawiciel rządu miał poinformować Adama Glapińskiego, że premier Donald Tusk złoży podpisy pod wnioskami prezydenta o powołaniu do zarządu NBP czworga nowych członków: Marty Kightley, Ludwika Koteckiego, Przemysława Litwiniuka i Marcina Zarzeckiego.
Jak twierdzi Radio ESKA, decyzja Tuska podyktowana miałaby być niechęcią do „otwierania kolejnego frontu” po wydarzeniach w Trybunale Konstytucyjnym, a dodatkową przesłanką byłaby decyzja agencji S&P ws. ratingu Polski, która ma zapaść 6 listopada.
Czytaj więcej
Po 4 listopada zarząd NBP może liczyć mniej członków niż przewiduje ustawa. Uzupełnienie składu blokuje premier Tusk. W tle trwa spór o postawienie...
4 listopada upływa kadencja Adama Lipińskiego w zarządzie NBP
Sytuacja w zarządzie NBP jest napięta, bo już 4 listopada upływa kadencja Adama Lipińskiego, członka zarządu Narodowego Banku Polskiego. Jego odejście może doprowadzić do sytuacji bez precedensu – liczba członków zarządu zmniejszy się do pięciu, choć zgodnie z ustawą o NBP organ ten powinien liczyć od sześciu do ośmiu osób, nie wliczając prezesa banku. W praktyce oznaczałoby to, że najważniejszy organ wykonawczy banku centralnego będzie działał w składzie mniejszym niż przewiduje ustawowe minimum.
Zgodnie z ustawą o NBP członków zarządu banku centralnego powołuje prezydent na wniosek prezesa NBP. Tego typu akty urzędowe wymagają jednak kontrasygnaty premiera. Już w lutym prezydent wydał postanowienia o powołaniu do zarządu Kightley, Koteckiego, Litwiniuka i Zarzeckiego, ale w maju premier zwrócił je bez podpisu. W październiku Narodowy Bank Polski ponownie wystąpił do prezydenta z wnioskami o uzupełnienie składu zarządu o te cztery osoby – znów prezydent wydał stosowne postanowienia, ale te oczekiwały na podpis premiera, który nie podejmował decyzji w tej sprawie.