Reklama

prof. Dariusz Filar: EBC znacznie lepiej radzi sobie z inflacją niż NBP i RPP

Zadaniem banku centralnego nie jest jakiekolwiek obniżenie inflacji, ale jej szybkie i trwałe sprowadzenie do celu inflacyjnego. Utrzymywanie zamrożenia stóp procentowych absolutnie tego nie gwarantuje – mówi prof. Dariusz Filar, ekonomista, członek RPP w latach 2010–2014.

Publikacja: 16.02.2023 03:00

prof. Dariusz Filar: EBC znacznie lepiej radzi sobie z inflacją niż NBP i RPP

Foto: Fotorzepa, Robert Gardzińśki

Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała w zeszłym tygodniu o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Jak się panu podoba ta decyzja?

Nie podoba mi się. Walka z inflacją nie zakończyła się. Przed nami jeszcze długa droga. Inflacja bazowa, którą oblicza się poprzez wyłączenie z koszyka inflacyjnego cen żywności i energii, nie przestaje rosnąć – z 9,9 proc. w sierpniu do 11,5 proc. w grudniu 2022 r. Pogłębia się tym samym ujemny charakter realnej stopy procentowej. Zaniechanie działań jest kardynalnym błędem RPP.

Rząd i szef Narodowego Banku Polskiego, który stoi też na czele RPP, nie biorą na siebie odpowiedzialności za wysoką inflację. Mówią o przyczynach zewnętrznych, wzroście cen surowców energetycznych, ropy i gazu, wysokich cenach żywności na świecie, o putininflacji.

Ale przecież z tymi problemami borykają się wszystkie kraje unijne. Tymczasem w grudniu zeszłego roku średnia inflacji bazowej dla całej Unii Europejskiej sięgała 5,97 proc., a w samej strefie euro 5,2 proc. Znacząco poniżej poziomu, który mieliśmy w Polsce. Podawany przez unijny urząd statystyczny Eurostat zharmonizowany, czyli wyliczany w ten sam sposób dla wszystkich krajów unijnych, wskaźnik inflacji HICP w przypadku Polski wyniósł w grudniu 15,3 proc. Średni unijny miał wartość 10,4 proc., a w strefie euro 9,2 proc. To wszystko wskazuje na poważne wewnętrzne przyczyny niezwykle wysokiej inflacji w naszym kraju.

Jest pan autorem przygotowanego dla Forum Obywatelskiego Rozwoju raportu „Wysoka inflacja w Polsce to dzieło RPP”. Jak pan uzasadnia ten zarzut?

Reklama
Reklama

Ogromne różnice w inflacji bazowej – które dziś mamy – dowodzą, że polska polityka pieniężna była proinflacyjna. A proinflacyjne błędy musiały zostać popełnione głównie w latach 2020–2021.

Już w 2019 r. inflacja bazowa rosła wyraźnie z miesiąca na miesiąc (z 0,8 proc. w styczniu do 3,1 proc. w grudniu). Na koniec pierwszego kwartału 2020 r. sięgnęła 3,6 proc. W tym samym okresie występował podwyższony poziom inflacji CPI, czyli tego najbardziej popularnego wskaźnika. Na koniec pierwszego kwartału 2022 r. sięgnął on 4,6 proc.

Po wybuchu pandemii ten wskaźnik, za sprawą redukcji cen na rynkach globalnych, nieco spadł. Z powodu spadku aktywności życiowej i gospodarczej taniała ropa, w dół poszły ceny produktów rolnych i żywności na giełdach światowych. Inflacja bazowa pozostała jednak na wyraźnie podwyższonym poziomie. I tu RPP zaczęła serię obniżek stóp procentowych. Stopa referencyjna zjechała praktycznie do zera.

Pomyliła się?

Tak. To był jej pierwszy kardynalny błąd. Równoczesny wzrost inflacji CPI i bazowej był sygnałem alarmowym, że coś niedobrego zacznie się tu dziać.

I rzeczywiście, gdy na początku 2021 r. przyszło odbicie po covidzie, ceny ruszyły w górę. Na rynkach światowych drożała ropa, inne surowce energetyczne, w górę poszły ceny żywności. Natychmiastowe zacieśnienie polityki pieniężnej stawało się więc koniecznością.

Reklama
Reklama

We wrześniu 2021 r. inflacja CPI osiągnęła poziom 5,9 proc. – nienotowany w Polsce od 20 lat, a inflacja bazowa wynosiła 4,2 proc. Szef NBP przekonywał tymczasem, że rynek się myli, że wzrost cen w Polsce i na świecie ma charakter przejściowy, a prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych podczas tej kadencji RPP nadal wynosi zero.

W końcu jednak RPP zareagowała.

Tak, ale jej pierwsza reakcja na podbitą inflację nastąpiła dopiero w październiku 2021 r. i była bardzo słaba. Stopa referencyjna została podniesiona z 0,1 do 0,5 proc. Dopiero później przyszły bardziej zdecydowane podwyżki stóp. I to ponad półroczne spóźnienie w zacieśnieniu polityki pieniężnej, jakie wystąpiło między marcem i listopadem 2021 r., to w mojej ocenie drugi z kardynalnych błędów popełnionych przez RPP. Decyzja z zeszłego tygodnia, o utrzymaniu stóp na niezmienionym poziomie i utrzymywanie od września zawieszenia cyklu podwyżek stopy referencyjnej, to trzeci kardynalny błąd Rady. Europejski Bank Centralny zdecydowanie lepiej radzi sobie z inflacją, choć przecież ma znacznie trudniejsze zadanie niż nasz bank centralny i RPP, bo zarządza przecież pieniądzem dużej grupy krajów o bardzo zróżnicowanych gospodarkach.

To argument za wejściem Polski do strefy euro?

Dla mnie tak. Stoimy przed wyborem: albo euro, albo problemy z pieniądzem.

Reklama
Reklama

Rząd i szef NBP zbijają te argumenty, mówiąc, że własna waluta to element suwerenności. I że pozwala im to prowadzić politykę pieniężną korzystną dla gospodarki i obywateli.

Ta polityka prowadzi do nadużywania suwerenności pieniężnej. Ogromne operacje skupu papierów emitowanych przez Bank Gospodarstwa Krajowego i Polski Fundusz Rozwoju przyczyniły się do emisji pieniądza gotówkowego, co jest przecież złe dla gospodarki, działa proinflacyjnie, szkodzi więc też obywatelom. Tymczasem na skutek działań NBP tylko w 2020 r. do gospodarki wpompowane zostało dodatkowo ponad 100 mld zł, równowartość około 4 proc. PKB. W 2021 r. dodano w ten sposób kolejnych ponad 40 mld.

Do strefy euro z początkiem tego roku weszła Chorwacja. Premier Mateusz Morawiecki mówił o szoku i chaosie cenowym, który mieli przeżywać Chorwaci. I o kilkudziesięcioprocentowych zwyżkach cen. Miał to być argument przeciwko wprowadzeniu unijnej waluty w Polsce.

Tak. Tyle że nieprawdziwy. Eurostat i chorwacki urząd statystyczny podały, że zwyżki cen po wprowadzeniu euro w tym kraju były minimalne.

Kraje unijne już dawno nauczyły się radzić sobie z podwyżkami cen przy przechodzeniu na walutę unijną. Wysokich zwyżek nie było już w przypadku Słowacji. Pomógł m.in. system podwójnych cen, dzięki któremu każdy mógł porównać stare i nowe ceny. Potem do strefy euro wchodziły jeszcze kraje bałtyckie i Chorwacja. Także tam nie działo się nic złego z cenami.

Reklama
Reklama

Dziś nie ma szans na wejście Polski do strefy euro. Przeciwne są rząd i NBP. Gdyby jednak zmieniła się opcja polityczna i do głosu doszli zwolennicy euro, ile lat zajęłoby nam przyjęcie waluty unijnej?

Chorwacji zajęło to ponad dwa lata od wejścia do tzw. poczekalni, czyli ERM2. Wcześniej musiała spełnić szereg kryteriów. W sumie poszło to dość szybko i sprawnie, a Chorwacja w całym tym procesie była traktowana dość łagodnie. Polska nie mogłaby jednak raczej liczyć na taryfę ulgową. Jesteśmy znacznie większą gospodarką niż chorwacka.

To niesie ze sobą znacznie większe wyzwania w zakresie polityki pieniężnej i długu. Ich spełnienie musiałoby zająć kilka lat. Potrzebna byłaby też współpraca rządu i banku centralnego.

Obserwowałem przed laty, jak to wyglądało na Słowacji. Tam ta współpraca wyglądała dobrze, kierunek był utrzymywany, choć zmieniały się rządy.

Jak długo będziemy się zmagać z wysoką inflacją w Polsce?

Reklama
Reklama

Tak wysokiej inflacji bazowej jak obecnie nie mieliśmy jeszcze w XXI wieku. W styczniu 2001 r. mieliśmy 6,6 proc. takiej inflacji. Zejście do bezpiecznego poziomu – między 1 a 2 proc. – zajęło ponad dwa lata, przy czym był to okres bardzo restrykcyjnej polityki pieniężnej. To pokazuje, że zbicie do tego poziomu dzisiejszych 11,5 proc. inflacji bazowej zajmie zapewne kilka lat.

Żeby to ułatwić, stopy procentowe powinny jeszcze wzrosnąć? Część ekonomistów uważa, że RPP nie wróci już do ich podwyżek. Prezes NBP wręcz snuje wizje obniżek.

Amerykański, a także Europejski Bank Centralny dążą do zlikwidowania ujemnej realnej stopy procentowej w odniesieniu do inflacji bazowej. Dzięki restrykcyjnej polityce pieniężnej osiągną to w ciągu najbliższych miesięcy. W perspektywie nieco dłuższej niż roczna inflacja w tych krajach ma szanse spaść w okolice celu inflacyjnego.

U nas na nic takiego się nie zanosi. Nawet jeśli inflacja spadnie, powiedzmy, do 10 proc. czy poziomu jednocyfrowego, to nadal będzie wysoka. Przypominam, że zadaniem banku centralnego nie jest jakiekolwiek obniżenie inflacji, ale jej szybkie i trwałe sprowadzenie do celu inflacyjnego, czyli 2,5 proc. z możliwym odchyleniem o 1 pkt proc. w górę lub w dół. Utrzymywanie zamrożenia stóp procentowych absolutnie tego nie gwarantuje.

Banki
Wszedł 30-procentowy podatek. Zmiany już obowiązują
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Banki
Ponad 205 mln zł zysku. Bank Pocztowy pokazuje siłę w 2025 r.
Banki
Rebranding za 250 mln zł. Santander Bank Polska zmienia się w Erste
Banki
Stopy w dół, zyski banków w górę. Jak to możliwe?
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama