Skandal w największym banku tego kraju dotyczył sumy 200 mld euro przepuszczonej w latach 2007-15 przez estońską filię banku, z której większość była podejrzanego pochodzenia. Skandal doprowadził do dymisji prezesa Thomasa Borgena i do spadku ceny akcji banku o prawie połowę od lutego.
- Oczywiście trzeba wzmocnić nadzór i sprawować go inaczej niż w okresie 2007-15, kiedy widzimy, że nie wykryto największego w Europie przypadku prania pieniędzy — stwierdził minister we wpisie na Facebooku. Poinformował, że zaczęła się dogłębna ocena agencji, obejmująca także jej własne sugestie jak i opinie innych udziałowców. -To wielkie zadanie i musi być wykonane starannie — dodał Jarlov.
Postępowanie Finanstilsynet wobec Danske Banku mocno krytykowano, unijny urząd nadzoru bankowego uruchomił postępowanie wyjaśniające. Zdaniem ministra, zasadniczo istotne jest danie agencji narzędzi dla dokładniejszego sprawdzania informacji otrzymywanych od banków. Wydaje się, że nadzór opierał się w dużym stopniu na ocenach samych banków, jak ich zdaniem walczą z praniem pieniędzy. To oczywiście nie wystarczy — powiedział Jarlov.