fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Matki w walce o urlop

Fotorzepa, Sławomir Mielnik Sławomir Mielnik
Lekarze: można o kilka dni opóźnić poród, choć trzeba uważać
Mimo że pierwszy kwartał tego roku się już kończy i kobiety, które urodzą w poniedziałek lub później będą mieć rok płatnego urlopu rodzicielskiego, „matki I kwartału" nie składają broni. Wczoraj ich przedstawicielki spotkały się z marszałek Sejmu Ewą Kopacz.
– Pani marszałek nas poparła i obiecała porozmawiać na ten temat z premierem i ministrem finansów – mówi Anna Majzner, mama urodzonego właśnie chłopca. – Jaki to będzie miało skutek, nie wiadomo – dodaje.
Mamy, które urodziły na początku tego roku, coraz mniej wierzą, że uda im się coś wywalczyć. Co więcej, tegoroczne matki obawiają się nawet, że planowane przepisy nie wejdą w życie w tym roku, bo projekt do tej pory nie wyszedł z resortu pracy.
– Już niejednokrotnie dostawaliśmy sygnały, że rząd zrezygnował z tej reformy – mówi Monika Olejniczak, mama z terminem porodu wyznaczonym na 21 marca.
Resort pracy zapewnia jednak, że ustawa wyjdzie z ministerstwa w przyszłym tygodniu. – Kończymy pracę nad ostateczną wersją projektu, w którym uwzględniliśmy część uwag partnerów społecznych i innych resortów – mówi Janusz Sejmej, rzecznik prasowy ministra pracy.
Przyznaje też, że wśród tych zmian nie ma mowy o rozszerzeniu grupy uprzywilejowanych na „matki I kwartału".
Wiele mam tak twarde stanowisko rządu, choć oburza, to jednak nie dziwi. – Pewnie gdybyśmy były facetami w kominiarkach, to rząd spojrzałby na nas łaskawszym okiem. Ale ponieważ jesteśmy kobietami, to naszą bronią są jedynie nasze głosy wyborcze. A na tych chyba obecnej koalicji nie zależy, skoro się z nami nie liczy – mówi Katarzyna Pochmara-Balcer, która co prawda ma termin porodu za dwa tygodnie, ale lekarz jej zapowiedział, że może urodzić w każdej chwili.
– Czuję się oszukana i raczej po tym, jak mnie rząd potraktował, nie wyobrażam sobie, żebym mogła zagłosować na Tuska – dodaje.
Matki twierdzą, że rząd pozbawiając ich dzieci rocznego kontaktu z nimi, daje im mniejsze szanse wobec tych maluchów, które urodzą się po 17 marca. – Te panie mają rację. Im dłużej dziecko jest z matką, tym lepiej adoptują się do rzeczywistości. Żaden żłobek czy opiekunka nie zastąpi w tym pierwszym roku życia małemu dziecku rodzica – mów prof. Mariusz Jędrzejko, pedagog z Wyższej Szkoły Biznesu w Dąbrowie Górniczej.
Mając poczucie, że może nie udać im się wyjść z tej walki zwycięsko, robią wszystko, by urodzić jak najpóźniej. Dużo leżą, rezygnują z seksu, starają się nie przemęczać, biorą leki opóźniające skurcze, a nawet namawiają swoich lekarzy do przesunięcia terminu planowanego cesarskiego cięcia, które z reguły przeprowadza się w 39 tygodniu ciąży (tj. tydzień wcześniej przed planowanym terminem porodu).
– Termin porodu można próbować opóźnić o kilka godzin czy dni, choć to wcale nie jest łatwe. Warunkiem jest m.in... to, że kobieta będzie się o to starała, zanim zacznie się akcja porodowa – mówi Grzegorz Południewski, ginekolog z Warszawy.
Lekarze podkreślają, że jeśli matka próbuje coś takiego robić, jej stan powinien być cały czas monitorowany. – Przenoszenie ciąży to duże ryzyko. Płód rośnie średnio 400 g na tydzień, więc im większe dziecko, tym większe ryzyko uszkodzeń okołoporodowych. Pojawia się ryzyko niedotlenienia, a w najgorszym wypadku śmierci – mówi Urszula Brocka-Zakrzewska, ginekolog położnik z Centrum Medycznego Enel-Med. Dodaje jednak, że rozumie te kobiety, które za wszelką cenę starają się doczekać do 18 marca, by mieć prawo do dłuższych świadczeń.
– Jeśli nie jest po terminie albo termin wypada właśnie w weekend, można próbować się oszczędzać i czekać na poniedziałek. Warto jednak w tym czasie uważnie obserwować ruchy dziecka i gdy coś nas zaniepokoi, natychmiast jechać do szpitala na ktg – podsumowuje lekarka.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA