fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Kościół musi podnieść rękawicę

ROL
Nie możemy iść na kompromisy z liberalnym światem. Co innego dostosowywać środki do warunków: samochód papieża może być nowoczesny, Magisterium – nie
Przed nowym następcą św. Piotra stoją różne, mocno już nabrzmiałe, problemy. Pierwszym jest nieunikniona konfrontacja z wojującym ateizmem i de facto wspierającym go liberalnym chrześcijaństwem. Widać dziś wyraźnie, jak świat spycha nas i ustawia pod ścianą. Doszliśmy do momentu, gdy dalej już nie możemy się cofnąć bez zdrady katolickiego Magisterium.

Konfrontacja ze złem

I choć Kościół ze swej natury nie jest stroną atakującą (jest najwyżej ekspansywny poprzez ewangelizację), to gdy agresywny świat zaczyna z nami otwarcie walczyć, zmusza nas do konfrontacji. Nie mam pewności, jak będzie postępował nowy papież, ale mam nadzieję, że podniesie tę rzuconą rękawicę. Choć oczywiście trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że jeśli Kościół powróci do klarownego języka, przestanie owijać swoje przesłanie w bawełnę, to spotka się z furią liberalnego świata.
Jeśli jednak uda się zdyscyplinować kościelne szeregi, które się niestety mocno rozluźniły, to na czekający nas pontyfikat spojrzę z optymizmem. Pamiętajmy, że bez dyscypliny armią nie da się sprawnie dowodzić.
Kolejne wyzwania to zmierzenie się z doskonale zorganizowaną homoseksualną rewolucją, niszczącą resztki tradycyjnych społeczeństw, a także z agresywnym islamem i problemami demograficznymi. Benedykt XVI próbował się mierzyć z tymi kwestiami, ale nie był on typem wodza. A to takiego papieża dzisiejszy Kościół potrzebuje.
Nie przypadkiem używam takich pojęć jak konfrontacja, armia czy wódz. Sam Benedykt XVI przy okazji swoich 85. urodzin przypomniał pojęcie Ecclesia Militans, czyli Kościoła Wojującego, bo potrzeba walki z coraz lepiej zorganizowanym złem jest bardzo aktualna. Dlatego abdykację Benedykta XVI można rozumieć jako przekazanie władzy komuś, kto będzie miał siłę ująć ster łodzi Piotrowej zdecydowanie mocniej, kto lepiej skonsoliduje świat katolicki, porządniej go zorganizuje.

Św. Franciszek krzyżowiec

Laicki świat będzie oczekiwał, aby nowy papież poszedł za błędnym obrazem św. Franciszka z Asyżu i najlepiej sprzedał pałac watykański, a pieniądze rozdał biednym. „Dzisiejszy" święty Franciszek to bowiem patron ekologów, animalsów, pacyfistów, ekumenistów (tych w duchu Asyżu).
Tymczasem święty Franciszek jest najbardziej reprezentatywnym i ortodoksyjnym wytworem Kościoła czasu wypraw krzyżowych. Nie był prekursorem teologii wyzwolenia ani nie był heroldem chrześcijaństwa przesłodzonego, uproszczonego, ekologiczno-pacyfistycznego, ani kimś ciągle uśmiechniętym, wiejskim prostaczkiem rozmawiającym z ptakami i zawierającym przyjaźń z wilkami.
W rzeczywistości on poszedł z V wyprawą krzyżową nawracać muzułmanów swoim przykładem, słowem i bezkompromisowym oddaniem Chrystusowi. Takiej postawy oczekują prawowierni katolicy.

Niezmienna Prawda

Kościół nie może iść na kompromisy z liberalnym światem. Głos Kościoła to z natury głos Pana Boga, więc nie może dostosowywać się do świata. Co innego dostosowywać środki do warunków: samochód papieża może być nowoczesny, ale nie Magisterium. Ono jest niezmienne, tak jak i niezmienna jest natura człowieka.
Co prawda w czasach Soboru Watykańskiego II młody Joseph Ratzinger optymistycznie traktował zmiany w podejściu Kościoła do świata. Później jednak Benedykt XVI zbliżył się do myśli św. Jana Ewangelisty. A ta była teologią konfrontacji ze światem, bo my – Kościół – nie jesteśmy z tego świata, ale niesiemy w ten świat pochodnię prawdy.
Wspólnoty katolickiej nie konsolidowały idee liberalne, które są coraz bardziej rewolucyjne. Scala ją Prawda wyrażona w Tradycji i pewna konserwatywność formy, która jest środkiem do przekazywania treści. Jeżeli rewolucyjnie zmieniamy formę, zmienia się także treść. Traci na tym przekaz Prawdy. Widać to doskonale np. w liturgii, dlatego cieszę się, że Benedykt XVI, przywracając znaczenie – nigdy przecież nie zakazanemu – rytowi rzymskiemu, przypomniał zarazem całą teologię, którą on ze sobą niesie.
Chodzi o wiele kwestii: czym jest Kościół, kim są kapłani, a kim wierni, kim są poganie etc. Powrót liturgii rzymskiej poruszył szereg tych tematów, o których przez wiele lat nawet nie wspominano. Dlatego protestowali Żydzi i cały świat liberalny. Tak samo było po deklaracji „Dominus Iesus", która podkreślała moc zbawczą jedynego Kościoła katolickiego.
To fakt, myśl soborowa była teologią optymizmu. 50 lat temu wydawało się, że po tak wielkiej rzezi, jaką była II wojna, świat dojrzał i podobne tragedie nigdy już się nie powtórzą.

Przywrócić dawny kształt

Dlatego Sobór Watykański II chciał odejść od konfrontacji. Ale świat w ogóle się nie zmienił, a „cywilizacja śmierci" rozwija się w najlepsze. Kościół zaś, dostosowując się do świata, stracił wyrazistość. Jeśli sól traci smak, to do czego i komu się przyda? Zostanie wyrzucona i podeptana przez ludzi. Dzisiaj to właśnie dzieje się z Kościołem – depczą nas i plują na nas, nie można dalej udawać i mówić, że deszcz pada.
Do św. Franciszka Pan powiedział: „Franciszku, odbuduj mój Kościół". „Odbudować" to znaczy przywrócić mu dawny kształt. Nie chodzi więc o „wybudowanie" nowego liberalnego i kompromisowego chrześcijaństwa, ale „odbudowanie" dawnego bezkompromisowego, ofiarnego i wiernego Ewangelii Kościoła. Takie zadanie będzie stało przed nowym papieżem.
—not. puo
ks. Grzegorz Śniadoch jest kapłanem Instytutu Dobrego Pasterza, założonego przez pięciu byłych lefebrystów, którzy podporządkowali się Watykanowi
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA