fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Polska - kraj głodnych dzieci

Zimą gminy finansują posiłki dla dzieci, bo na początku roku mają jeszcze pieniądze. W wakacje kończy się dożywianie
Fotorzepa, Tomasz Jodłowski TJ Tomasz Jodłowski
Co dziesiąte dziecko w Polsce je ciepły posiłek tylko w szkole. – Skala zjawiska szokuje – mówi ekspert
Najbardziej niedożywione są dzieci między 6. a 12. rokiem życia. To może oznaczać, że w całym kraju głoduje aż 800 tys. dzieci – wynika z raportu „Głód i niedożywienie dzieci w Polsce” opracowanego przez Dom Badawczy Maison. Badanie zleciła Polska Fundacja Pomocy Dzieciom „Maciuś”. Zdaniem ekspertów nieletni głodują, bo w rodzinach pogłębia się bieda, wynika to również z nieporadności rodziców i braku programów pomocowych w wielu gminach.
– Jesteśmy zaszokowani skalą problemu. Zajmując się od dłuższego czasu dożywianiem dzieci, zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że wiele z nich nie je regularnie, ale nie sądziliśmy, że jest ich tak dużo – mówi Jerzy Kostowski z Fundacji.

Głodne dzieci to temat tabu

– W Polsce niechętnie mówi się o głodzie dzieci, bo wstyd nam się przyznać, że w kraju należącym do Unii Europejskiej, w XXI wieku mamy z tym problem – mówi Piotr Broda-Wysocki, socjolog z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. Dodaje, że nie ma się czego wstydzić, bo głód i niedożywienie dzieci występują we wszystkich krajach Wspólnoty. Z taką jednak różnicą, że skala problemu jest tam nieco mniejsza. Badania pokazują, że pod względem ubóstwa jesteśmy na 24. miejscu w UE, a pod względem niedożywienia dzieci za Polską jest tylko Rumunia i Bułgaria.
Aż 8,5 proc. badanych dzieci nie je nic przed wyjściem do szkoły i nie przynosi drugiego śniadania. Prawie 5 proc. uczniów z powodu niedożywienia nie jest w stanie skupić się na lekcji, a prawie 2 proc. dzieci jest nadmiernie wychudzonych. Najgorsza sytuacja jest w największych miastach. W tych powyżej 200 tys. mieszkańców niedożywione jest co dziesiąte dziecko. Najmniej kłopotliwa sytuacja jest na wsi, gdzie z brakiem pożywienia musi radzić sobie 7,2 proc. dzieci. Dla nich trudne jest zwłaszcza lato. – Zimą gminy chętniej finansują posiłki dla dzieci, bo na początku roku mają na nie jeszcze pieniądze. Najgorzej jest w wakacje, kiedy brakuje środków i kończy się dożywianie, a szkoła nie wydaje posiłków – mówi Kostkowski i dodaje, że dla wielu dzieci obiad, który jedzą w szkole, to jedyne ciepłe danie w ciągu dnia. – Mogą na nie liczyć tylko przez pięć dni w tygodniu. W weekendy chodzą głodne – dodaje. Komentuje Bartosz Marczuk Z badań wynika, że najwięcej niedożywionych dzieci mieszka w zachodnich rejonach kraju: w województwie dolnośląskim, pomorskim i łódzkim, przeważnie na wsi. Najmniej takich przypadków zauważono na Podlasiu i w Małopolsce. Zdaniem ekspertów wynika to z tego, że w ostatnich latach dużo mówiło się o ubóstwie we wschodnich województwach. To skutkowało tym, że powstało tam wiele programów wspierających niedożywione maluchy i sytuacja się poprawiła. Są ciepłe posiłki, szklanka mleka, owoce, warzywa i kanapki wydawane w szkole dzieciom.

Spirala niedożywienia

Niedożywienie to samonakręcająca się spirala problemów. – Takie dzieci częściej chorują, są apatyczne i gorzej się uczą – mówi Anna Stolarczyk, dietetyczka z Centrum Zdrowia Dziecka. – To prowadzi do tego, że są słabiej wykształcone, potem mają gorszą pracę, mniej pieniędzy, a ich dzieci także doświadczą nędzy. Zdaniem Piotra Brody-Wysockiego można wskazać dwie podstawowe przyczyny niedożywienia dzieci. To stale pogłębiająca się bieda oraz niezaradność życiowa rodziców. Z danych Ministerstwa Pracy wynika, że co trzeci Polak rodzi się w biedzie lub w nędzy. Najgorsza sytuacja jest w rodzinach wielodzietnych. Z opublikowanych latem ubiegłego roku danych wynika, że w 2011 r. poniżej minimum egzystencji żyło 6,7 proc. Polaków. Najwięcej biednych było wśród rolników, rencistów i małżeństw z dziećmi. Ekstremalna bieda dotyka rodzin mających na utrzymaniu czworo lub więcej dzieci. Nie dojada w nich co czwarty maluch. Pogłębiającą się biedę i związane z nią złe odżywianie dzieci zauważa także Anna Stolarczyk. – Czasami rodziców nie stać nawet na przywiezienie chorego dziecka do przychodni, nie mówiąc już o prawidłowym odżywianiu – opowiada. Z pomocą ubogim rodzinom nie przychodzi także państwo. – Chociaż w ubiegłym roku podniesiono progi dochodowe uprawniające do świadczeń rodzinnych, są one nadal tak niskie, obejmują tylko nielicznych. To była raczej kosmetyka, a nie reforma – mówi Edyta Zaleszczak-Dyks z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Gdańsku. Ale są też i takie rodziny, w których chociaż są pieniądze, nie wydaje się ich na dzieci. – Rodzice wolą kupić sobie papierosy, wódkę czy antenę satelitarną niż jedzenie dla dzieci – opowiada Broda-Wysocki. Są jednak też rodzice, których dzieci są niedożywione, bo oni sami nie wiedzą, jak je karmić. – Myślę, że w takiej sytuacji jest co drugie dziecko. Rodzice zamiast podawać im wartościowe posiłki, karmią je słodyczami i kolorową wodą z cukrem – podsumowuje Anna Stolarczyk.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA