fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane gospodarcze

Zatrzymać Saharę

Flickr
Największa pustynia na Ziemi ciągle powiększa swoje terytorium zagrażając gospodarkom państw Sahelu. Jedenaście krajów Afryki chce wspólnie zatrzymać napierające piaski Sahary
Prawie trzydzieści lat temu afrykański Che Guevara jak nazywano Thomasa Sankarę, marksistowskiego rewolucjonistę i przywódcę Burkiny Faso, przedstawił koncepcję stworzenia zielonego muru. Miała to być bariera z drzew, która byłaby w stanie powstrzymać nacierające z północy mordercze piaski Sahary.
Wówczas walka z pustynią była w Afryce często poruszanym problemem. Dyskusję wywołały fatalne w skutkach susze jakie dotknęły kontynent w latach 60-tych. Przedłużające się braki opadów uderzały najczęściej w rejon Sahelu, czyli pasa ziem pomiędzy jałową Saharą, a żyznymi i wilgotnymi terenami okołorównikowymi. Kataklizmy powracały przez dwie kolejne dekady rujnując gospodarki krajów regionu i powodując klęski głodu.
W tym czasie znajdujące się tutaj wielkie jezioro Czad zaczęło się gwałtownie kurczyć, a  granica pustyni przesunęła się o 100-150 km na południe. Realne zagrożenie sprawiło, że powstrzymanie pustyni stało się nośnym sloganem powtarzanym przez polityków takich jak Sankara.

Walka z pustynią

Afrykański Che stracił życie w zamachu, którym kierował do dziś urzędujący prezydent kraju. Wraz z jego śmiercią pogrzebane zostały marzenia o zasadzeniu zielonego muru. Wzrost opadów w latach 90-tych sprawił, że o problemie pustynnienia chwilowo zapomniano.
Dzisiaj 40 proc. powierzchni kontynentu to pustynia, która na dodatek cały czas się powiększa, powodując olbrzymie straty gospodarcze.  Jeśli tempo pustynnienia się utrzyma, to według ONZ, do 2025 roku Afryka może stracić dwie trzecie swoich terenów rolnych. Problem staje się coraz poważniejszy, na tyle poważny, że biedne kraje Sahelu, które dotychczas raczej go ignorowały, postanowiły działać.
W 2002 roku podczas szczytu klimatycznego w stolicy Czadu Ndżamenie odżyła idea zielonej bariery, która miałaby rozciągać się na szerokości całego kontynentu. Trzy lata później podczas szczytu Wspólnoty Państw Sahelu i Sahary opracowano założenia projektu, który w 2007 roku zatwierdziła w Addis Abebie Unia Afrykańska. Utworzono Panafrykańską Agencję Wielkiego Zielonego Muru (GGWA), której członkami zostało jedenaście zagrożonych krajów Sahelu: Burkina Faso, Dżibuti, Erytrea, Etiopia, Mali, Mauretania, Niger, Nigeria, Senegal, Sudan i Czad.
Szumne zapowiedzi i wielkoskalowe projekty pozostały jednak na papierze,a postęp w realnych działaniach był niemal zerowy.  Zresztą politycy państw Sahelu mają wiele innych spraw na głowie. Bieda, przemyt i polityczna chwiejność. Do tego powracający problem głodu i niedożywienia. Jak podaje ONZ, w regionie 11 mln cierpi z powodu braków żywności.
Zeszłoroczna wojna w Libii dodatkowo zwiększyła niestabilność tego obszaru. W efekcie w Mali doszło w marcu do zamachu stanu, a Bamako utraciło kontrolę nad północą kraju. To pokazuje jak trudno będzie zrealizować na tym obszarze tak wielki projekt jak planowany zielony mur. Coś jednak trzeba zrobić, bo wkrótce sytuacja może stać się katastrofalna.

Mur czy nie mur

Wszyscy zaangażowani w projekt tzw. Wielkiego Zielonego Muru są zgodni w tym, że celem inicjatywy jest polepszenie warunków życia i umożliwienie rozwoju ludziom zamieszkującym ten najbardziej zacofany region świata. Jednak wizje samego muru są już całkowicie różne.
Afrykańscy przywódcy idą za marzeniami Thomasa Sankary i widzą projekt bardzo dosłownie, jako ścianę z żywych roślin, ciągnącą się od Atlantyku po wybrzeża Oceanu Indyjskiego. Według planów pas drzew miałby mieć 15 km szerokości i długość 7,7 tys kilometrów.  Ma powstać na południe od Sahary, a rozciągać się będzie od Senegalu na zachodzie po Dżibuti na wschodzie. Nawet wytypowano już 37 gatunków drzew odpornych na susze, które miałyby  zatrzymać erozję gleby, zmniejszyć prędkość wiatru oraz zwiększyć nawodnienie.
Tymczasem naukowcy i pracownicy międzynarodowych agencji mówią, że zielony mur to tylko metafora, a cały projekt powinien być mozaiką i zbiorem bardzo wielu różnych inicjatyw zapobiegających degradacji ziemi uprawnej. Chodzi nie tylko o odbudowę istniejących niegdyś zniszczonych drzewostanów,  ale także zrównoważony wypas bydła i odpowiednią gospodarkę wodną.
Pomimo sporów o ostateczny kształt przedsięwzięcia, coś ostatnio jednak w jego realizacji drgnęło. W połowie tego roku udało się zdobyć całkiem pokaźne finansowanie. Bank Światowy przekazał na ten cel 1,8 mld dol. Ponadto wspierający zrównoważony rozwój środowiskowy fundusz Global Environment Facility wyłożył na projekt kwotę 108 mln dol. Pieniądze te jak zastrzegają organizacje, zostaną raczej wydane na rozwój zrównoważonego rolnictwa niż posadzenie drzew.

Trudna współpraca

Z wszystkich krajów tworzących GGWA najbardziej zaawansowane prace trwają w Senegalu. W kraju posadzono już 50 tys. drzew tworząc łączniki pomiędzy istniejącymi już terenami chronionymi. Wszystko wskazuje na to, że Dakar podszedł do problemu naprawdę solidnie i postanowił ideę przekuć w realne działania. Senegal zdaje się być jednak w tym osamotniony. Niewielkie działania poczyniono jeszcze w Nigrze, reszta krajów na razie nie zrobiła nic. Rządy tłumaczą się brakiem pieniędzy, lecz teraz kiedy projekt został dofinansowany przez międzynarodowe instytucje tempo realizacji powinno przyspieszyć.
Warto zaznaczyć, że kraje Sahelu różnią się znacznie między sobą poziomem rozwoju gospodarczego. Jeśli relatywnie rozwinięty Senegal czy Nigeria są krajami trzeciego świata, to taki Niger, czy podnoszący się dopiero z powojennych popiołów Czad, to świat czwarty, a nawet piąty. Bardzo trudno będzie więc takie przedsięwzięcie tym państwom wspólnie skoordynować.
Jak zwracają uwagę naukowcy najważniejsze to przekonać do tego pomysłu miejscową ludność. Ktoś o posadzone drzewka musi dbać, trzeba chociażby trzymać stada kóz z dala od młodych roślin, żeby nie zostały zjedzone. Aby to było wykonalne lokalni mieszkańcy muszą uwierzyć, że rosnący las faktycznie kiedyś poprawi ich byt. W Senegalu było to możliwe, ale co do reszty krajów analitycy są raczej sceptyczni.
Naukowcy podkreślają, że jeśli jednak faktycznie udałoby się te otrzymane 2 mld dol. odpowiednio spożytkować i zatrzymać marsz Sahary na południe, byłoby to ogromnym sukcesem i szansą na rozwój gospodarczy całego Sahelu. Wygląda więc na to, że odważne marzenia Thomasa Sankary stają się coraz bardziej realne.
Źródło: ekonomia24
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA