fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Mniej zajęć dodatkowych dla najmłodszych

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Angielski kosztem zajęć z logopedii, gimnastyki korekcyjnej i kółek zainteresowań – takie zmiany szykują się w podstawówkach od września
Od nowego roku szkolnego Ministerstwo Edukacji zamierza o połowę zmniejszyć w klasach I – III liczbę tzw. godzin do dyspozycji dyrektora. Są one opłacane z subwencji oświatowej i przeznaczane na zajęcia, które rozwijają zainteresowania uczniów albo pomagają im nadrabiać zaległości.
Jest już gotowy projekt rozporządzenia, które zmniejsza ich liczbę w klasach I – III z 12 do 6 (zostaną więc po dwie dodatkowe godziny na klasę). Powód? Od września 2008 r. wchodzi do podstawówek obowiązkowy język obcy od pierwszej klasy. Obiecał to były premier Kazimierz Marcinkiewicz.
Minister edukacji Katarzyna Hall postanowiła wprowadzić język kosztem „godzin dyrektorskich”. Resort uzasadnia, że zmniejszenie ich liczby „nie wpłynie negatywnie na realizację innych zajęć, gdyż w zdecydowanej większości szkół taką właśnie liczbę godzin (sześć) przeznaczano na dodatkowe zajęcia z języka obcego”.
– Nie wszystkie klasy mają teraz angielski – zaprzecza Danuta Kozakiewicz, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 103 w Warszawie. – Dzieci uczą się go na kursach i rodzice woleli, by dodatkowe godziny przeznaczyć na zajęcia plastyczne, sportowe, logopedyczne, gimnastykę korekcyjną.
Beata Eisler, szefowa SP nr 3 w Krakowie, dodaje: – Na każdej zabranej godzinie stracą uczniowie. Potrzebujemy czasu na pracę z nimi. Przychodzą do szkoły z różnymi zaniedbaniami. Jeśli nie będzie zajęć wyrównawczych i w najmłodszych klasach nie nauczą się porządnie czytać i liczyć, nie poradzą sobie w starszych.
Resort tłumaczy, że kierował się dobrem dzieci: – Nie chcieliśmy wydłużać ich pobytu w szkole przez dokładanie lekcji języka – mówi Zbigniew Marciniak, wiceminister edukacji.
Ale i ten argument zbijają dyrektorzy. – Dzieci siedzą w szkołach nawet do 17.30, bo rodzice pracują. Musimy im jak najlepiej zagospodarować czas. Bez dodatkowych zajęć zostaje świetlica – ripostuje Danuta Antczak ze Szkoły Podstawowej nr 11 w Katowicach.
Eksperci też krytykują pomysł resortu. – To zły kierunek – uważa Irena Dzierzgowska, wiceminister oświaty w rządzie Jerzego Buzka. – Godziny dyrektorskie były pomyślane jako czas na prowadzenie specyficznych zajęć, których dana klasa potrzebuje. Im ich więcej, tym większa szansa na dostosowanie nauczania do potrzeb uczniów.
Suchej nitki na projekcie nie zostawia opozycja. Artur Ostrowski z LiD: – Na miejscu minister Hall zastanowiłbym się, czy nie zmniejszyć liczby lekcji religii. Dwie tygodniowo na klasę to za dużo, skoro o połowę zmniejsza się liczbę zajęć dodatkowych.
Anna Zalewska z PiS: – PO nie znalazła pieniędzy na wprowadzenie języka i robi to kosztem godzin, które już są wliczone w subwencję.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA