fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Brukselskie schody

Filip Memches
Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
Europarlament ma być jedną z instytucji przyszłego europejskiego supermocarstwa. Poszczególne kraje stałyby się wtedy okręgami wyborczymi - pisze publicysta Filip Memches
Parlament Europejski traktowany jest przez znaczącą część Polaków jako instytucja wirtualna. To, co się w nim dzieje, wydaje się bardzo odległe i zarazem pozbawione wpływu na polską codzienność. Świadczy o tym bardzo niska frekwencja w dotychczasowych wyborach. W roku 2004 wyniosła ona 21,87 proc. W 2009 tylko odrobinę drgnęła w górę, osiągając 24,53 proc., więc problem wciąż jest aktualny.
Nic dziwnego, że politycy ugrupowań, które się w rozgrywkach politycznych liczą, już się głowią nad tym, co z takim stanem rzeczy robić. I nie chodzi tu bynajmniej o receptę na bierność obywateli.

Lista dla swoich

Od jakiegoś czasu sygnalizowana jest konieczność zmiany ordynacji wyborczej. Chodzi zwłaszcza o rozstrzygnięcie kwestii, jaka się wiąże z tak zwanym wędrującym mandatem. W skrócie, według dotychczasowej ordynacji Polska podzielona jest na 13 okręgów. Ale do żadnego z nich nie jest przypisana określona liczba mandatów. Decydują takie czynniki jak liczba wyborców w danym okręgu i frekwencja w nim. Mechanizm ten powoduje, że okręgi bardziej zaludnione mogą zgarniać mandaty okręgom mniej zaludnionym.
Aby nie dochodziło do takich sytuacji, każdy komitet wyborczy wystawiałby jedną listę krajową. Tym samym pewne regiony Polski nie byłyby już narażone na brak przedstawicieli w europarlamencie.
Jak dotąd rzeczywistość tożsamości narodowych okazuje się silniejsza niż odwołujący się do abstrakcji projekt europejski
Co gorsza, takie rozwiązanie stanowiłoby przede wszystkim narzędzie polityki personalnej partyjnych przywódców. Ostatecznie każdy z nich obsadzałby listę swoimi ludźmi. A wiadomo, że mandaty przypadałyby liderom list. To poparcie dla samych list byłoby kluczowe. Niezależnie od tego, czy kandydatów wyłaniano by na podstawie liczby zdobytych głosów (wariant otwarty) czy też miejsca na liście (wariant zamknięty).

Zatroskanie na pokaz

Nie może więc dziwić to, że partie, które między sobą zazwyczaj są zwaśnione, w tej konkretnej sprawie mogą osiągnąć porozumienie. Chociaż poszczególni politycy kokietują opinię publiczną różnicą zdań. Wymieniają plusy i minusy rozważanego rozwiązania, z przewagą minusów. Nie obywa się też bez złośliwości przybierających formę topornej propagandy.
Oto europoseł Platformy Obywatelskiej Piotr Borys stwierdził jakiś czas temu, że lista ogólnopolska opłaca się PiS i Ruchowi Palikota jako ugrupowaniom kierowanym niedemokratycznie, jednoosobowo. Według tego polityka cecha ta nie dotyczy PO, bo jest ona najbardziej zdemokratyzowaną partią, a decyzje podejmuje zarząd.
Co można odpowiedzieć na taki kuriozalny, szyty grubymi nićmi argument? Demokracja wewnątrzpartyjna bywa tylko proceduralną fasadą, za którą przywódca ugrupowania wymusza na zarządzie skład listy wyborczej.
Lista ogólnopolska z pewnością więc nie gwarantowałaby poprawy wyborczej frekwencji, na co zwraca uwagę inny europoseł Platformy Paweł Zalewski. A zatem okazałaby się przypuszczalnie wyłącznie alibi dla polskiej klasy politycznej wyrażającej na pokaz zatroskanie biernością obywateli.

Koszty demokracji

Naiwnie z kolei brzmi zarzut dotyczący wiodącej roli partyjnych przywódców przy obsadzaniu list. Historia III RP dowodzi tego, że formacja posiadająca silnego przywódcę ma większe szanse przetrwać i poważnie uczestniczyć w życiu politycznym (nawet w roli języczka u wagi jak PSL) niż taka, którą rozsadza bogactwo wybitnych osobowości (przypadek wielu efemerycznych partii prawicowych). Takie są koszty demokracji partyjnej. Polityka uprawiana przez swobodne elektrony to w dzisiejszych warunkach polskich utopia.
Spróbujmy jednak dostrzec atuty jednej listy krajowej. A tkwią one w samym charakterze wyborów do europarlamentu, niezależnie od tego, jaka obowiązuje ordynacja. Europosłowie faktycznie nie reprezentują poszczególnych regionów, lecz całą Polskę.
Można się chociażby zastanawiać nad tym, co z Dolnym Śląskiem i Opolszczyzną łączy krakowianina Ryszarda Legutkę. A jest on europosłem wybranym z dolnośląsko opolskiej listy PiS. Przykłady można mnożyć, to zjawisko obejmuje chyba wszystkie ugrupowania. Lista ogólnopolska natomiast upraszcza sprawę.

Chadek czy Polak?

Prawdziwe schody zaczynają się już w samym europarlamencie. Chodzi o europejskie międzynarodówki tworzone przez przedstawicieli poszczególnych krajów członkowskich UE. Mamy tu do czynienia z politycznym absurdem. Ugrupowanie wchodzące w skład takiej czy innej partii europejskiej reprezentuje już nie tylko wyborców swojego kraju, ale pewną ideologię.
Może jednak zdarzyć się tak, iż wzniosła ideologia jakiejś partii europejskiej nie przekreśli sprzeczności interesów dzielących kraje, których reprezentanci wchodzą w jej skład. Nasuwają się na przykład takie pytania: czy jakikolwiek europoseł PO poprzez przynależność do Europejskiej Partii Ludowej (chadecji) jest bardziej politykiem chadeckim czy polskim? Czy spoczywają na nim obowiązki chadeckie czy polskie?
Nie czarujmy się, europarlament z założenia ma być jednym z instytucjonalnych elementów przyszłego europejskiego supermocarstwa. O ile takie kiedykolwiek powstanie. Poszczególne kraje stałyby się wtedy okręgami wyborczymi tego nowego tworu.
Europosłom zależałoby już nie na interesach swoich krajów, lecz na interesie jednej wspólnej Europy. I wówczas bycie europejskim politykiem byłoby ważniejsze niż bycie polskim patriotą.
A skoro tak, to nic, jak tylko się bawić w chadeka, socjaldemokratę czy konserwatystę, zwłaszcza że w Europie pojęcia te nie niosą w sobie żadnej istotnej treści.
Jak dotąd jednak rzeczywistość tożsamości narodowych okazuje się silniejsza niż odwołujący się do rozmaitych abstrakcji projekt europejski. Tym bardziej więc żadna nowa ordynacja wyborcza nie zbliży polskiego obywatela do Brukseli.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA