fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Księdzu Lemańskiemu w odpowiedzi

Robert Mazurek
Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
W zasadzie mogłem się tego spodziewać. Ba, duchowny, który procesuje się ze swoim biskupem, dyrektorką szkoły i dwojgiem nauczycieli, mógł od razu iść do prokuratora i oskarżyć mnie o to, że go pobiłem, okradłem, podpaliłem.
Tymczasem ks. Wojciech Lemański, korzystając z gościny portalu Tomasza Lisa, tylko skomentował swój wywiad z weekendowej „Rzeczpospolitej". Łaskawca.
Dzielny kapłan napisał, że przyjechałem do niego w upalną sobotę, usiedliśmy pod drzewem, on nie zgodził się na publikację rozmowy, ale chętnie na nią przystał, a ja zadawałem „rozłożyste" pytania, sam sobie na nie odpowiadałem, wszystko pomieszałem i to wydrukowałem. W tym opisie prawdziwe jest tylko to, że był upał i siedzieliśmy pod drzewem.
Nie mogę jednak napisać, że ks. Lemański kłamie, bo kłamstwo zakłada świadomość mijania się z prawdą, a ja, im dłużej czytam jasienickiego proboszcza, tym większe mam wrażenie, iż tkwi on w alternatywnej rzeczywistości, w której ludzie, zwłaszcza biskupi, kapłani i katolicy, tylko na niego czyhają. Napiszę więc, iż ks. Lemański oszczędnie gospodarował w swym blogu prawdą.
Jak więc wyglądała nasza rozmowa? Oczywiście ks. Lemański od początku wiedział, że przeprowadzam z nim wywiad do gazety. Całą rozmowę za jego pełną zgodą nagrywałem, ba, sam przysunął sobie dyktafon bliżej, by zapewnić dobrą jakość nagrania. Co charakterystyczne, ksiądz proboszcz, stawiając mi dziesiątki zarzutów, jak ognia unika jednego - ich konkretyzacji. Jeśli więc, drogi księże, manipulowałem, to w czym? Które z wypowiedzi księdza zmyśliłem? Co przekręciłem?
Pytam, bo nie jest to klasyczny przykład sprzecznych relacji, gdy czytelnik ocenia, komu wierzyć: Lemańskiemu czy Mazurkowi. Otóż ja mam jeszcze nagranie. Skoro ksiądz chce, to zapraszam pod koniec miesiąca, gdy wrócę z wakacji, do Warszawy, odsłuchamy. Przekona się ksiądz, że pominąłem tylko - i tu przyznaję się do manipulacji - te fragmenty, w których ksiądz z zadziwiającą konsekwencją dokonuje autokompromitacji: opowiada o donosach na dziekana, które pisał do biskupa, i zamienia się w małostkowego plotkarza.
Czemu to zrobiłem? Bo niewiele wnosiły do wywiadu, a poza tym było mi księdza autentycznie żal. Jest bowiem ks. Wojciech Lemański w sumie postacią szlachetną, lubianym proboszczem i - jak mniemam - uczciwym człowiekiem. A że nienawidzi Hołowni, Terlikowskiego, mnie? No cóż, ma prawo, to ludzkie.
Ale proszę, nie brnijmy w to. Ja się nie mam czego bać, ale dobra od tego nie przybędzie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA