fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Wystarczy po prostu milczeć

Łukasz Warzecha
Fotorzepa, dp Dominik Pisarek
Są rzeczy, których w naszej sferze cywilizacyjnej się nie robi i które robić należy.
Na przykład nie sika się na czyjś grób, nie bezcześci czyichś symboli religijnych albo ustępuje się starszym, chroni dzieci. Jest jednak grupa ludzi, która tych norm zupełnie nie czuje (np. towarzystwo od Palikota) i która w ten sposób umieszcza się poza naszym obszarem cywilizacyjnym, gdzieś może w okolicach Azji Czyngis-chana.
Jedną z takich niewzruszalnych zasad jest, że na cmentarzu należy się zachować godnie. Zwłaszcza gdy przychodzi się tam w szczególny dzień i to nie dla tych, którzy też tam przyjdą, ale dla tych, którzy są tam pochowani lub mają swoje symboliczne groby. To norma dość prosta i oczywista. Wynika z niej, że nawet jeśli się bardzo nie lubi kogoś, kto również się na cmentarzu przy takiej okazji pojawia, to należy powstrzymać swoje emocje - wimię szacunku dla upamiętnianych bohaterów.
Kolejny rok z rzędu objawia się grupa osób, którym ta przynajmniej norma jest całkowicie obca. Przedstawicieli władzy witają gwizdy i buczenie, mimo apeli gen. Ścibora-Rylskiego. Dalszy ciąg był łatwy do przewidzenia. „Wolni Polacy" w sieci już odkryli, że generał tak naprawdę zawsze wysługiwał się władzy, a teraz szczególnie się jej podlizuje. Przecież próbował uciszyć słuszne buczenie, apotem jeszcze mówił, że mu przykro, iż go nie posłuchano. Gdyby był prawdziwym patriotą, sam powinien buczeć. Niebuczenie właściwie też już jest podejrzane.
Czy to znaczy, że władzy nigdy wybuczeć nie można? Ależ można, a nawet trzeba, jeśli to zła władza. Takich okazji jest wiele. Obowiązkowe publiczne wystąpienia rządzących są i 3 maja, i 11 listopada. Z tym że nie odbywają się na cmentarzu lub w innym miejscu pamięci, a w tych rocznicach nie chodzi opoległych.
A czy władza lansuje się na grobach powstańców i w związku z tym należy ją zniechęcić do pojawiania się na uroczystościach? Wręcz przeciwnie - władza ma psi obowiązek tam być. Gdyby jej nie było, to dopiero byłby powód dokrytyki.
Można by powiedzieć - wybryk garstki hałaśliwych, gdyby nie to, że część komentatorów próbuje tego buczenia bronić, twierdząc, że jest zasadne (przy okazji dając do ręki amunicję mediom niechętnym opozycji). Owszem - wszędzie indziej i w innym momencie - zapewne tak. Ale nie tam, nie wtedy. Nikt nikomu nie każe przedstawicieli władzy oklaskiwać. Wystarczy po prostu milczeć. Dla niektórych to najwyraźniej za wiele.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA