Kraj

Urzędnik pojeździ na rowerze

Urzędniczka z Gdańska na służbowym składaku
Urząd Miasta Gdańsk
Pedałują już urzędnicy z Gdańska, za chwilę będą też z Łodzi. W Krakowie nie chcą, bo im się nie opłaci
Samorządy inwestują w rowery dla swoich pracowników. -  To alternatywa dla komunikacji miejskiej -  przekonują przedstawiciele miast. Nie wszyscy jednak promują ten sposób poruszania się.
Urząd Miasta w Łodzi kupił właśnie dwa rowery dla pracowników Wydziału Budynków i Lokali. Cztery kolejne trafiły do Wydziału Gospodarki Komunalnej. Lada dzień urzędnicy powinni z nich skorzystać.
- Wcześniej muszą przejść szkolenie BHP czy wykonać badania, że mogą na nich jeździć - mówi Marcin Masłowski, rzecznik prezydenta Łodzi. - Dodaje, że władze miasta wierzą, że urzędnicy z chęcią pojadą na rowerze np. na wizję lokalną czy żeby przewieźć dokumenty z wydziału do wydziału, zamiast iść pieszo czy też korzystać z komunikacji miejskiej. Jak przekonuje, pracownicy urzędu będą rzadziej niż do tej pory zamawiać przejazdy służbowymi samochodami. Więc choć nie zmniejszy to liczby aut, którymi dysponuje łódzki ratusz, pozwoli obniżyć koszty. Na rowerach od tego sezonu już jeżdżą urzędnicy z Gdańska. Tamtejszy ratusz kupił 16 amerykańskich jednośladów, 15 z nich to modele zwykłe, a jeden ma wspomaganie elektryczne, które ułatwia pedałowanie osobom niepełnosprawnym. -  Jednoślady stoją pod specjalną wiatą przy urzędzie. Są zabezpieczone przed kradzieżą. Pracownik, który chce z nich skorzystać, musi wziąć klucz w sekretariacie -  opowiada Michał Piotrowski z gdańskiego ratusza. Według niego urzędnicze rowery cieszą się sporą popularnością. Jeździ na nich wielu pracowników, a zdarza się, że nawet sam prezydent Paweł Adamowicz. W gdańskim urzędzie jest nawet oficer rowerowy, czyli osoba, która czuwa nad wszystkimi sprawami związanymi z jednośladami. -  Mamy siedziby w kilku niezbyt od siebie oddalonych miejscach i wygodniej jest tam albo dojść pieszo, albo przejechać się rowerem. Samochodem się nie opłaci -  mówi Michał Piotrowski i podkreśla, że urząd nie ma dużej floty samochodowej, więc po zakupie rowerów nie musiał jej zmniejszać. -  Ci, którzy korzystali z samochodów albo komunikacji miejskiej, mają teraz dodatkową alternatywę: rower. Krakowski radny Jerzy Woźniakiewicz chciał, by pracownicy ratusza w jego mieście też jeździli na rowerach. -  Zamiast biletów na komunikację miejską dostawaliby karnety na przejazd rowerami miejskimi -  tłumaczył. Miał też pomysł, by kupić jednoślady tylko dla urzędników. Nie spodobało się to w krakowskim magistracie. -  Przeważyło wiele względów. Nasze wydziały są położone w wielu oddalonych od siebie miejscach. W czasie pracy urzędnicy nie powinni sobie robić wycieczek rowerowych -  tłumaczy Monika Chylaszek, rzecznik Krakowa. Dodaje, że innym argumentem przeciwko zakupowi było to, że urzędnicy często przewożą ważne dokumenty i ze względów bezpieczeństwa nie mogliby tego robić na rowerach. -  Poza tym w urzędzie nie mamy pryszniców i po przejażdżce rowerowej pracownicy nie mieliby się gdzie umyć. A przepocony urzędnik to żaden komfort dla jego kolegów z pokoju i petentów -  zauważa Chylaszek. Podkreśla, że krakowscy urzędnicy mogą korzystać z komunikacji miejskiej, która jest ekologiczna. O zakupie rowerów dla urzędników nie myśli też Warszawa. -  Inwestujemy teraz w ogólnodostępny rower miejski -  mówi Bartosz Milczarczyk, rzecznik stołecznego ratusza. Inwestowanie miast w rowery podoba się zapalonym cyklistom. -  To dobry pomysł. Miasto w ten sposób może pokazać, że promuje zdrowy styl życia, a przy okazji może obniżyć koszty funkcjonowania urzędu, bo zamiast dopłacać do biletów, wydaje pieniądze raz na rower -  mówi Jakub Karp, autor i wydawca książek o rowerach.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL