fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sieci opinii

To śpiewałem ja, Karolak!

W Sieci Opinii
To jeszcze ja – Karolak Tomasz, bo w zeszłym tygodniu nie mówiłem, bo byłem chory. Mam zwolnienie. Łubu dubu, łubu dubu, niech nam żyje prezes Rady Ministrów. Niech żyje nam!
Krzysztof Feusette
Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego kraju, premier Tusk Donald. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Karolak Tomasz, aktor drugiej klasy. Niech żyje nam premier sto lat!
To jeszcze ja – Karolak Tomasz, bo w zeszłym tygodniu nie mówiłem, bo byłem chory. Mam zwolnienie. Łubu dubu, łubu dubu, niech nam żyje prezes Rady Ministrów. Niech żyje nam!
 
Droga, jaką przebył aktor Tomasz Karolak - od momentu, gdy jako młody, nieznany nikomu gwiazdor śpiewał na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej utwór z repertuaru Alicji Majewskiej, opowiadający o tym, że „odkryjemy miłość nieznaną” – do chwili, gdy u w ostatni piątek u boku szefa partii rządzącej przekonywał o swoim wielkim dla niego poparciu i o tym, że mówi to w imieniu „więcej niż połowy środowiska aktorskiego”, ta droga nie jest, wbrew pozorom, ani wyboista, ani długa, choć – przyznać należy – w błotku po kostki. W marcu 2010 roku, wskutek olśnienia na jednej z prób do spektaklu Mikołaja Grabowskiego, Karolak postanowił, śladem Krystyny Jandy czy Michała Żebrowskiego, założyć prywatny teatr Imka. Tak został szefem.
 
Warto było. Dziś prywatny teatr Karolaka sponsoruje „Orlen”, a patronat medialny sprawuje nad nim „Gazeta Wyborcza”. Wraz z jego pojawieniem się obok premiera na wyborczej stronie PO ukazał się biogram: „Urodził się w Radomiu. Do szkoły teatralnej zdawał kilka razy i nic nie zapowiadało, że po latach stanie się jednym z najpopularniejszych polskich aktorów. (...) W komedii romantycznej „Tylko mnie kochaj” znakomicie wcielił się w postać Ludwiczka. Największą popularność zdobył dzięki grze w serialu „Kryminalni” oraz rewelacyjnie zagranej głównej roli w serialu „39 i pół”.
 
Przed wyborami prezydenckimi Karolak zapisał się do Komitetu Poparcia Bronisława Komorowskiego. Wielu się zapisało, ale niewielu miało w sobie tyle bezczelności, by – jak Magdalena Boczarska i Karolak właśnie – jednocześnie występować w apolitycznej z założenia kampanii namawiającej do udziału w wyborach niezależnie od politycznych preferencji. Potem był jakiś wywiad, który na fali oburzenia wpisem Marcina Mellera, że nie zagłosuje już na PO, także Karolaka wciągnął na ułamek sekundy w opowieść o celebrytach odwracających się od Tuska. Akcja ratowania go przed siłami ciemności została przeprowadzona sprawnie. Tomasz Lis zaprosił Andrzeja Grabowskiego, Andrzeja Mleczkę i Artura Barcisia, by wytłumaczyli Mellerowi prowadzącemu z nimi śniadania mistrzów w TVN24, dlaczego krytykując rząd robi sobie krechę jak pas startowy. Barciś wyzwał Mellera od chłopców, którzy chcą odmrozić sobie uszy i „udają, że nie wiedzą, kto wygra wybory, gdy przegra je Platforma”. Mleczko z przekąsem pomstował na „zdobycze demokracji”, które sprawiają, że nawet taki „szeregowy redaktor jak Marcin Meller” może pisać do Platformy Obywatelskiej. Grabowski podpowiadał Mellerowi: „To nie było dokopanie Platformie. To było kopnięcie, żeby się opamiętała”.
 
Lis nie mógł mieć pewności, czy mu któryś z artystów nie odleci na chwilę jak Hołdys i nie zacznie jątrzyć. Postanowił więc nagrać na taśmę jednego z aktorów, który złoży samokrytykę naprawdę. Nie wiedzieć czemu – padło na Karolaka. Samokrytykę złożył z odtworzenia. Tłumaczył, że człowiek czasem coś powie, a ludzie dorobią do tego błędną interpretację, bo przecież nie jest tak, że skoro narzekał, że kiedyś nie mógł dodzwonić się do prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, to oznacza, że się z Platformą „rozłączył ideologicznie”. Wkrótce potem Magdalena Boczarska zdobyła na festiwalu w Gdyni główną nagrodę żeńską, co wywołało zdziwienie wśród wielu recenzentów, którzy wcześniej podkreślali raczej odwagę Boczarskiej niż kreację. Dyrektor Karolak miewa się jeszcze lepiej.
Bo na co tu narzekać? „Robert Dowhan, prezes Falubazu, bo o nim mowa, dofinansował produkcję „Opisu obyczajów III”, ale również Piotr Adamczyk i Wojciech Błach. Te finanse pozwoliły uruchomić produkcję spektaklu i rozpocząć niewielki remont. Zaraz po premierze zadzwonił do mnie dyrektor marki Audi w Polsce, Michał Bowsza, mówiąc, że chce być z nami, bo w telewizji oglądał reportaż o IMCE. Audi, oprócz koprodukcji spektakli, zapewniło nam płynność w opłacaniu czynszu. Odezwał się również biznesmen z Zielonej Góry, która pokochała mnie za rolę Darka Jankowskiego w serialu „39 i pół”, gdzie grałem faceta z tego miasta, fana żużla, przez co rozpropagowałem ten sport i dziś jestem jego ambasadorem. Ludzie w Polsce myślą, że jestem z Zielonej Góry. I właśnie zielonogórzanie dali mi pieniądze na otwarcie IMKI. Z kolei na którejś z premier gościłem Jacka Krawca, prezesa PKN Orlen, który podszedł do mnie i stwierdził, że właśnie do takiego teatru, na takie spektakle chce uczęszczać. PKN Orlen stał się mecenasem teatru. (...) Powstał snobizm bywania w IMCE na premierach. Zacząłem tu spotykać polityków i biznesmenów z najwyższej półki, którzy chcą mi w prowadzeniu IMKI pomóc”.
Tak się dziś w Polsce zostaje głosem „ponad połowy środowiska aktorskiego”. I niech nikt nie mówi, że kino nie jest sztuką magiczną. Najbardziej znaną kwestią w dorobku Karolaka jest jego powiedzonko z „Testosteronu”: „To jest masakra jakaś!”. Nigdy bym nie zgadł, że on to mówi o sobie.
 
 
 
Źródło: ROL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA