fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sieci opinii

Roman Giertych: Tusk nie wie, co zrobić z tak wielką władzą

W Sieci Opinii
Uwaga! Roman Giertych, były lider LPR i wicepremier, powraca. Na razie - w wywiadzie dla tygodnika „Uważam Rze"
Giertych twierdzi, że między PO a PiS jest miejsce na nowe ugrupowanie.

Jest miejsce na coś nowego, i to spore. Pomiędzy PiS a Platformą. Tam, paradoksalnie, gdzie chciała się ulokować PJN. Przegrali, ale z innych powodów. Kompletnie brakowało im przywództwa, bo ani Joanna Kluzik-Rostkowska, ani Paweł Kowal nie są prawdziwymi liderami. Nie mają też doświadczenia, w jaki sposób budować strukturę polityczną. Nie wiedzą, na czym to w ogóle polega. 
Kluzik – wiadomo. Kowal też zachowywał się jak dziecko. Gdy oglądałem spoty PJN z czarnym koniem albo Migalskiego opowiadającego o kotach, umierałem ze śmiechu. Coś nieprawdopodobnie amatorskiego, jakby dzieci je wymyśliły. I robiło to ugrupowanie mogące sięgnąć po niezły wynik, przynajmniej analizy socjologiczne tak pokazywały jeszcze przed wakacjami. Ugrupowanie mające, mimo wszystko, na pokładzie najlepszych politycznych PR-owców w Polsce, bo za takich uważam Kamińskiego i Adama Bielana.

Roman Giertych widzi dobre skutki działalności Palikota, który „dzieli lewicę”.

Politycznie z punktu widzenia prawicy jest pożyteczny, bo dzieli lewicę. Jest groźny o tyle, że psuje kulturę. Wniósł na salony lewactwo posunięte do absurdu i bluźnierstwa. Chociaż nie sądzę, by był zjawiskiem trwałym. Teorie pewnego profesora, że za 15 lat Palikot będzie prezydentem, to jakiś kosmos. Niech najpierw spróbuje przewidzieć, co będzie w polityce polskiej za pół roku.
Moja teoria jest taka, że Palikot będzie szczepionką na te trendy, które próbuje promować. Forma, w jakiej to robi, dziś budzi zainteresowanie, ale za rok się znudzi, spowoduje odrzucenie. (…) Powtarzam – będzie szczepionką na lewicowość w ogóle.
Lewica zawsze dotąd wygrywała bowiem w Polsce dzięki małym kroczkom, niezauważalnym, cicho stawianym. Przez to wzbudzała w społeczeństwie złudne poczucie, że jest w sumie aideologiczna, nie chce dzielić. To się często podobało, zwłaszcza na tle prawicy zawsze mówiącej o wielkich zmianach i projektach. Dziś widzimy prawdziwą twarz, nawet można powiedzieć mordę, projektu lewicowego.


Mecenas Giertych wskazuje, że prawdziwą władzę w Polsce ma Donald Tusk. Snuje też scenariusze gry na szczytach władzy:

W tej kadencji może wszystko, jest niezależny od nikogo. Może zrobić, co chce. I teraz zastanawia się, co dalej. Dlatego właśnie zdecydował się przedłużyć trwanie obecnego gabinetu do końca roku. Nie chodzi o prezydencję unijną, chodzi o odpowiedź na pytanie, co robić dalej, a precyzyjnie – do czego użyć tak potężnej władzy.
(…) Wystarczyłoby dziesięć mandatów mniej dla koalicji, a premierem byłby Grzegorz Schetyna. (…) Przecież gdyby PO i PSL nie miały samodzielnej większości, oznaczałoby to przewrót kopernikański w polskiej polityce. To prezydent Komorowski byłby liderem, rządziłaby Kancelaria Prezydenta, czyli dawna Unia Wolności. Komorowski był już dogadany w tej sprawie ze Schetyną i Napieralskim. To miała być taka koalicja. Dlatego najbardziej smutną minę w wieczór wyborczy miał, poza Napieralskim, Komorowski, a nie Kaczyński - podkreśla Giertych. I dodaje o premierze Tusku: - On sam jeszcze nie wie. Na razie upokorzył prezydenta, sprowadził do parteru, zniszczył swojego konkurenta Schetynę.
(…) Sądzę, że Donald Tusk nie bardzo wiedział, co robić z władzą. Pomysł na pierwszą kadencję był prosty – stosować zabiegi PR-owskie, wyciszać wszelkie konflikty, odsuwać bolesne zmiany. Słowem – dojechać do końca. Druga kadencja będzie według mnie rażąco inna. Jakby rządziło dwóch innych ludzi.
Źródło: ROL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA