Kraj

Niedoświadczenie wydarło triumf zupełny

Archiwum
220 lat temu, 18 czerwca 1792 roku, wojska polskie pokonały rosyjskie w bitwie pod Zieleńcami. Tego samego dnia król Stanisław August Poniatowski ustanowił Order Virtuti Militari
Tekst z dodatku "Polski oręż"
Jak ocenić bitwę pod Zieleńcami? Młody, nieostrzelany rekrut polski z dywizji Lubomirskiego haniebnie podał tyły, ale zahartowane w miesięcznych bojach oddziały biły się mężnie i z dużym poświęceniem.

Wysoka cena zwycięstwa

Wyróżniła się zwłaszcza artyleria, która w krytycznych momentach celnym ogniem powstrzymywała przeciwnika, zadając mu poważne straty. Czy jednak polskie dowództwo stanęło na wysokości zadania? Książę Józef dowodził dobrze i na czas reagował na posunięcia wroga. Jednak mimo zdecydowanej przewagi liczebnej (miał ok. 5 tys. więcej żołnierzy niż Morkow) pozwolił Rosjanom ujść. Sam po latach będzie żałował, że na czas nie ściągnął dywizji Kościuszki i nie zadał decydującego ciosu. Nie wypada jednak zbyt surowo oceniać młodego wodza. Nie miał informacji na temat ruchów pozostałych kolumn nieprzyjaciela, dlatego nie parł do kontynuowania bitwy i zupełnego zniszczenia przeciwnika. Należy także wziąć pod uwagę zmęczenie żołnierza, a przede wszystkim fakt, że zaczęło już brakować amunicji, zwłaszcza artyleryjskiej. Inną ocenę daje uczestnik tamtych wydarzeń Sanguszko: "Szczęście było w naszym ręku, niekarność i niedoświadczenie wydarły nam triumf zupełny".
Za zwycięstwo trzeba było jednak zapłacić wysoką cenę. Poległo ok. 1000 Polaków. Utracono także trzy armaty i wyczerpano zapasyamunicji. Straty Rosjan były przeszło dwukrotnie większe, co nie przeszkodziło rosyjskiemu wodzowi pisać do carycy, że przeciwnik "porażony, odepchnięty, przepędzony, i tym ukończyło się zwycięstwo bezprzykładnie dzielnych wojsk Waszej Cesarskiej Mości". Wieść o zwycięstwie lotem błyskawicy dotarła do Warszawy. Uradowany król z zadowoleniem pisałdo księcia Józefa: "Od czasów Jana III oto jest pierwsza wstępna bitwa, którą wygrali Polacy bez niczyjej pomocy". Niestety, ta smutna konstatacja oddaje fatalny obraz polskiej wojskowości w XVIII stuleciu. Stanisław August Poniatowski, ulegając namowom bratanka, w dniu bitwy ustanowił odznaczenie wojskowe Virtuti Militari.

Królewski order i obrączki Naczelnika

Cztery dni po bitwie pod Zieleńcami, 22 czerwca 1792 roku, Stanisław August pisał do bratanka, księcia Józefa, dowodzącego armią na ziemiach ukraińskich: "Jeżeli czas i okoliczności pozwolą, ustanowię instytucję formalną orderu wojskowego. Teraz z największym pośpiechem posyłam ci 20 medalów złotych oznaczonych dewizą Virtuti Militari, dla znaczniejszych oficerów, którzy odznaczyli się w ostatnich bitwach obecnej kampanii. (...). Przesyłam Ci ponadto 40 medali srebrnych dla niższych oficerów i prostych żołnierzy". Takie były początki orderu Virtuti Militari, najstarszego i najwyższego polskiego wojskowego odznaczenia honorowego. Jak pisze Krzysztof Filipow, autor monografii orderu, to Józef Poniatowski swą determinacją doprowadził do powstania Virtuti Militari. Listę pierwszych odznaczonych otwierali: ks. Józef, gen. mjr Tadeusz Kościuszko, gen. mjr Michał Wielhorski. Początkowo nadawano medale ze złota i srebra z napisem "Virtuti Militari" (Cnocie wojskowej). Dziś są wielką rzadkością, bo część odznaczonych nimi jeszcze w 1792 r. oddawała je do przerobienia na krzyże. Taki bowiem ostateczny kształt odznaki orderu, wraz z jego podziałem na pięć klas i nazwą Krzyż Wojskowy, zaplanowali król i jego bratanek. Krzyże pokryte były czarną emalią. W środku znalazł się medalion z orłem. Na stronie odwrotnej widniała Pogoń - herb Wielkiego Księstwa Litewskiego. Krzyż Złoty i Srebrny dostępne były także dla szeregowych. Za wojnę z Rosją przyznano 526 medali (krzyży) Virtuti Militari. Jedyny Krzyż Komandorski otrzymał ks. Józef Poniatowski za bitwę pod Zieleńcami. Tadeusz Kościuszko dostał Krzyż Kawalerski za bitwę pod Dubienką. Konfederacja targowicka latem 1792 r. roku zniosła order Virtuti Militari i zakazała jego noszenia jako "znaku buntowniczego". Nadawany był za wojnę z Rosją, a przecież, jak tłumaczył marszałek konfederacji Szczęsny Potocki, wystąpiła ona jako sojuszniczka w obronie polskich wolności zagrożonych przez uchwalenie Konstytucji 3 maja. Po wybuchu insurekcji w 1794 roku, król przesłał Kościuszce ponad sto medali Virtuti Militari. Jednak naczelnik powstania, jak pisze Henryk Sadowski w książce o polskich orderach i odznaczeniach, "nie chciał się posługiwać ozdobą założoną przez króla, do którego naród wszelką miłość stracił". Złote medale kazał Kościuszko przerobić na obrączki z napisem "Ojczyzna obrońcy swemu". Otrzymali je m.in. generałowie Madaliński, Jasiński, Dąbrowski, a także "fajerwerker" Litwiński za zagwożdzenie dział podczas obrony Warszawy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL