fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Czasem mówię głośno

Leo Beenhakker
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Mamy plan pracy, musimy go realizować bez względu na pogodę, i tyle. Na szczęście boisko jest dobre, nie ma więc powodów do narzekań.
Niecałe trzy dni treningów, większość w deszczu i chłodzie. Nie chce się pracować w takich warunkach.
Leo Beenhakker: Rzeczywiście, pogoda na skokach Adama Małysza w Zakopanem była lepsza, ale dla piłkarzy to nie ma znaczenia. Grają w deszczu, to mogą w takich samych warunkach trenować. Mamy plan pracy, musimy go realizować bez względu na pogodę, i tyle. Na szczęście boisko jest dobre, nie ma więc powodów do narzekań.
Według wielu polskich trenerów klubowych nasi piłkarze są leniami...
Nie zauważyłem. Uważam to za krzywdzące opinie. Nawet niektórych muszę na zajęciach hamować, bo trening nie polega na tym, żeby biegać bez sensu przez godzinę, tylko żeby wykonywać zadania zgodnie z zasadami.
Może robią to ze strachu przed panem, kiedy wczoraj na treningu zaczął pan uświadamiać im podniesionym głosem, jaki jest sens tego, co robią, niektórzy wyglądali na przestraszonych.
Niech pan przestanie. Grupa, jaką zabraliśmy na Cypr, składa się z młodych chłopców wyróżniających się w polskiej lidze. Mają talent, ale nie mają obycia międzynarodowego. W niektórych przypadkach ten talent może eksplodować za chwilę, w innych później, a w niektórych wcale. Ponieważ poziom ligi polskiej jest znacznie niższy niż Bundesligi czy kilku innych zachodnich lig, przygotowanie naszych graczy do najważniejszych meczów też jest inne. Stąd duża różnica w umiejętnościach między tymi, którzy są teraz w Pafos, a ich kolegami, którzy przyjadą w poniedziałek. Z jednymi i drugimi trzeba pracować inaczej i mówić do nich innym językiem. Czasami głośno, żeby do wszystkich dotarło.
A kiedy pracuje pan, na przykład, z piłkarzami Feyenoordu, to jakim językiem pan do nich mówi – jak do tych młodych zdolnych Polaków czy ich kolegów grających za granicą?
Zdecydowanie jak do starszych. Z prostego powodu. Holenderscy piłkarze w wieku 18 - 19 lat są już przygotowani do gry na najwyższym poziomie. To wynika z filozofii szkolenia i profesjonalnej edukacji. W Polsce dochodzi się do tego później. Rafael van der Vaart debiutował w Ajaksie, nie mając 20 lat. Kilku innych sławnych dziś piłkarzy holenderskich podobnie. Tam to jest efekt szkoły, a w Polsce raczej wyjątkowego talentu i szczęśliwego przypadku.
Co pan im pan tak głośno tłumaczył, że aż pootwierali usta?
Staram się im uświadomić współczesny futbol. Pokazać błędy, podkreślić wagę mocnego podania, udowodnić, że wygranie meczu nie zależy od nóg, tylko od głów. Samo bieganie bez myślenia nie wystarcza. Jedno z drugim musi iść w parze.
Rozumieją?
Mam nadzieję. Są zdolni. Niektóre moje słowa przypomną sobie podczas meczów. A poza tym nie mogę myśleć wyłącznie o nadchodzących finałach mistrzostw Europy. Mam nadzieję, że kilku zawodników, którzy dziś są w kadrze, będzie w niej ważnymi osobami po Euro. Dlatego powołuję różnych, wielu nowych, żeby ich poznać, zobaczyć, jak się zachowują, i przekazywać im tę wiedzę, jaką otrzymują od swoich trenerów młodzi Holendrzy.
Co się stanie z Maciejem Żurawskim i Jackiem Krzynówkiem, jeśli nie będą mieli miejsca w swoich klubach?
To jest dla mnie ogromny problem, bo sprawa dotyczy kapitana i jednego z najlepszych zawodników. Ale jeśli nie będą grali wiosną, to nie będę miał podstaw do powołania ich na mistrzostwa. Nie przywiązuję się do nazwisk. Potrzebuję piłkarzy, którzy są przygotowani do gry. Wiem, że Żurawski i Krzynówek są doświadczeni i odpowiedzialni, ale brak określonej liczby rozegranych meczów odbiłby się niekorzystnie na ich formie.
A gdyby Żurawski wyjechał do Columbus Crew, to zamknąłby sobie drzwi do kadry?
Nic podobnego. Poziom ligi amerykańskiej nie jest niższy niż polskiej i stale się podnosi poprzez dopływ coraz lepszych trenerów. Kluby mają pieniądze na angażowanie dobrych europejskich i południowoamerykańskich zawodników, więc nie widzę problemu. Żurawski mógłby tam grać z pożytkiem dla siebie i reprezentacji.
Pojawił się pomysł o przyznaniu polskiego obywatelstwa pomocnikowi Legii – Brazylijczykowi Rogerowi, który wyraził gotowość gry w reprezentacji Polski. Przydałby się naszej drużynie?
Uważam, że Roger gra na innym poziomie niż większość piłkarzy w Polsce, więc byłby pożyteczny. Ale to nie jest moja sprawa.
Kiedy latem ubiegłego roku Kamil Grosicki i dwaj inni piłkarze odmówili gry w młodzieżowej reprezentacji Polski na mistrzostwach świata, powiedział pan, że w pańskiej drużynie dla zawodników z takim podejściem nie ma miejsca. Ale Grosicki tutaj jest.
Jego przypadek jest szczególny. Wytłumaczył się ze swoich decyzji w PZPN, a ja jestem pracownikiem związku. Miał swoje osobiste problemy, z którymi walczy i wygrywa. Jest utalentowany i ma 20 lat. Ludziom trzeba dawać szansę. Starszym też, a co dopiero takim jak Grosicki.
Może w ten sposób uratował mu pan karierę i życie.
Bardzo bym się cieszył, gdyby tak było.
Na ogół o tej porze roku jest tutaj 16 – 17 stopni. Taką właśnie temperaturą Cypr przywitał Polaków w poniedziałek. Tyle że wieczorem nad wyspą przeszły wyjątkowo silne burze, a potem temperatura zaczęła gwałtownie spadać. Do tego doszły silne wiatry. Tego jednak, co się stało wczoraj, nikt się nie spodziewał. Nad Pafos i okolicami padał śnieg z deszczem. Szybko topniejący śnieg sprawił, że drogi, chodniki i boiska zamieniły się w kałuże. Poranny trening na stadionie Atromitos odbywał się jeszcze we w miarę normalnych warunkach. Do deszczu już wszyscy się przyzwyczaili. Kiedy jednak porywisty wiatr zaczął z hukiem przewracać ciężkie, ustawione na metalowych podstawach reklamy wokół boiska, zaczęło być niebezpiecznie. Trening dokończono, ale kiedy zaczęliśmy się umawiać na wyjazd do Pegei, nadeszła stamtąd informacja, że mecz z drużyną, w której występuje Emmanuel Olisadebe, został odwołany z powodu śniegu zalegającego na boisku. Coś takiego zdarza się tu raz na kilka lat. Wprawdzie na zboczach najwyższego cypryjskiego szczytu Olimpos (wyższego od Kasprowego Wierchu) można jeździć na nartach, ale nie jest to sport narodowy Cypryjczyków. Dla nich śnieg i niska temperatura (wczoraj po południu w Pafos było zaledwie 2 stopnie) stanowią komplikacje, a dla nas, jak się okazało – też. Tym bardziej że zimowe ubrania, czapki i szaliki zostały w Polsce. Zamiast meczu miał być drugi trening, ale boisko okazało się zbyt mokre i zawodnicy zostali w hotelu. Jeśli tak dalej pójdzie, to Leo Beenhakkerowi trudno będzie zrealizować wszystkie plany.
Stefan Szczepłek z Pafos
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA