fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Ile rosyjskiego ma być na Ukrainie

Walka o język – w ukraińskim parlamencie toczy się na pięści
AFP
W parlamencie doszło do bójki, gdy opozycja usiłowała zablokować przyjęcie ustawy o statusie języka rosyjskiego. Batalia o języki rozgorzała na dobre
Rządząca Partia Regionów i komuniści dążą do przeforsowania przepisów o nadaniu mu statusu regionalnego w miejscach, gdzie mieszka liczna mniejszość rosyjska. Sprawa jest poważna. Rosyjskojęzyczny elektorat „regionów" i komunistów słyszy obietnicę w tej sprawie od lat. Tymczasem nadanie rosyjskiemu statusu języka państwowego jest nierealne. Rządzący sami przyznają, że w parlamencie nie znajdą 300 głosów niezbędnych do zmiany konstytucji. A poparcie dla Partii Regionów spada i ludzie prezydenta Wiktora Janukowycza za wszelką cenę usiłują to powstrzymać.

Niewielka zmiana?

Gdyby rosyjski otrzymał status regionalnego, z pozoru zmieniłoby się niewiele. Zapewne w połowie obwodów Ukrainy, szczególnie na wschodzie kraju i na Krymie, byłby używany w administracji państwowej, na uczelniach i w szkołach. Dokumenty byłyby wydawane w dwóch językach – ukraińskim i rosyjskim. Znajomość ukraińskiego byłaby nadal obowiązkowa, ale mieszkańcy mieliby prawo wybierać, jakim językiem chcą posługiwać się w życiu społecznym: począwszy od przedszkola, skończywszy na urzędach miejskich.
Ale praktyka używania rosyjskiego jest rozpowszechniona i bez specjalnych przepisów. Politycy używają go nawet podczas wystąpień w parlamencie. Premier Mykoła Azarow publicznie mówi po rosyjsku. Po rosyjsku mówią przedstawiciele władz w miastach na wschodzie Ukrainy i na Krymie. Mer Odessy Aleksiej Kostusiew nie przyjmował nawet do podpisu dokumentów sporządzonych po ukraińsku. Posłowie rządzącego ugrupowania utrzymują, że chcą bronić praw kilku milionów obywateli. I mają spore poparcie w terenie. Bardzo ostro wypowiadają się politycy krymscy. – Nas naprawdę denerwuje, że wielu ministrów (z Kijowa – red.) zaczyna się do nas zwracać po ukraińsku – oznajmił przewodniczący parlamentu Krymu Władimir Konstantinow. – Dopóki nie będziemy mogli oficjalnie posługiwać się rosyjskim Symferopolu, niczego dobrego nie będzie – dodał. W Odessie kilka lat temu przeprowadzono akcję „Mówię po rosyjsku!".

Jak w Kanadzie

– Szwajcarzy mogą w swym kraju posługiwać się czterema językami, Kanadyjczycy – dwoma. U nas powinien zwyciężyć zdrowy rozsądek – przekonywał szef komitetu organizacyjnego Walerij Kaurow. – Jeśli chcemy, by nasze państwo rzeczywiście było demokratyczne, powinniśmy móc realizować normalne prawo ludzi do mówienia, oglądania filmów i słuchania radia w swoim ojczystym języku – podkreślał. Władze przekonują, że chodzi o przyjęcie norm europejskich. – Status języków regionalnych reguluje Europejska karta języków regionalnych lub mniejszościowych. W Europie ta sprawa została już dawno rozwiązana. Na Ukrainie wywołuje ostre reakcje. Mam nadzieję, że nasze propozycje zostaną przyjęte. Obiecywaliśmy to naszym wyborcom. Ochrona praw językowych mniejszości to jedno z założeń programowych naszej partii – mówi „Rz" Ołeksij Płotnikow, deputowany Partii Regionów. Od lat liczba osób używających na co dzień rosyjskiego i ukraińskiego jest w przybliżeniu równa, po około 50 proc., ale np. na Krymie po rosyjsku mówi 97 proc. mieszkańców, w obwodzie donieckim 93 proc., gdy na zachodzie kraju jest to niski odsetek. Tymczasem w ciągu całego okresu niepodległości Ukrainy liczba uczniów szkół ukraińskojęzycznych wzrosła z 45 proc. do ponad 75 proc. Wzrosła też liczba książek wydawanych po ukraińsku.

Nowa rusyfikacja

Ale politycy opozycyjni obawiają się, że podwyższenie statusu rosyjskiego spowodowałoby odwrócenie tej tendencji, że zalew rosyjskich gazet, książek i telewizji będzie skutkować nową falą rusyfikacji. Deputowany opozycyjnej Naszej Ukrainy Ołeś Donij ubolewa, że ukraiński zostanie tylko „na wsi", a były szef MSZ Borys Tarasiuk dowodzi, że będzie nim się posługiwać „garstka inteligencji". – Spory o język to typowo przedwyborcze posunięcie. Problem tak naprawdę nie istnieje, ponieważ rosyjski jest powszechnie używany w naszym kraju. Nikt nikogo nie karze ani nie potępia za posługiwanie się językiem rosyjskim. Przyjęcie nowych przepisów niczego nie zmieni – mówi „Rz" prof. Myrosław Popowycz z Akademii Kijowsko-Mohylańskiej. Ukraiński i rosyjski mogłyby bez przeszkód istnieć obok siebie. Ale stały się przedmiotem ostrej walki politycznej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA