fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Jak śledczy uwierzył gangsterom

Maciej Lisowski walczy o sprawiedliwość w świdnickim sądzie
Materiały Polsat
Aresztowanie i oskarżenie sparaliżowanego Marka Lisowskiego budzi kontrowersje i oburza ekspertów
Działania wrocławskiego prokuratora Jarosława Dyki wobec ciężko chorego inwalidy "Rz" opisała w weekend. Poświęcony był im też niedzielny program "Państwo w państwie" w telewizji Polsat.

Mieszkający w Niemczech Marek Lisowski 22 lata temu uległ poważnemu wypadkowi. Według wrocławskiego prokuratora Jarosława Dyki Lisowski, całkowicie sparaliżowany, niemogący samodzielnie się wypróżnić, w latach 2000 - 2005 był hersztem gangu handlarzy narkotyków.

W listopadzie 2011 r. mężczyzna, po wniosku prokuratora Dyki trafił do zakładu karnego w Czarnym. Po trzech miesiącach wyszedł na wolność ze stanem zapalnym dróg moczowych, powiększoną wątrobą i poranionym kroczem.

Aresztowanie niemogącego samodzielnie funkcjonować mężczyzny to niejedyna wątpliwość w sprawie.
Jak ustalili dziennikarze "Rz" i Polsatu, wrocławska prokuratura nie dysponuje żadnymi tzw. dowodami materialnymi przeciwko Lisowskiemu.
Dlaczego został oskarżony? Bo bandyci z tzw. gangu bokserów, m. in. Krzysztof P. i Daniel B., którzy wcześniej wyłudzili od mężczyzny pieniądze, zeznali, iż kierował on dystrybucją narkotyków. Za współpracę z prokuraturą otrzymali status świadków koronnych. I tu pojawiają się kolejne wątpliwości. Mężczyźni oprócz Lisowskiego obciążyli też szereg innych osób, z których część została już uniewinniona.
"Rz" dotarła do zeznań złożonych przez świadków koronnych przeciwko Lisowskiemu. Daniel B. 3 marca 2005 r. opisywał Lisowskiego jako groźnego gangstera, który skupował długi i wymuszał ich zwrot. - "Lisu" kupił długi od kobiety pracującej w Świdnicy, wywiózł do lasu i straszy - mówił świadek koronny o sparaliżowanym mężczyźnie. W drugiej części zeznań B. przyznaje, że Lisowski jest całkowicie sparaliżowany. A opisując rzekome powiązania inwalidy z gangami w całej Polsce używa słów i zwrotów, których trudno spodziewać się u gangstera z podstawowym wykształceniem. W dodatku na sali sądowej, w trakcie rozprawy B. nie potrafił rozpoznać Lisowskiego, z którym rzekomo miał wielokrotnie się spotykać podczas przestępczej działalności.
W październiku poznańska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie podejrzenia sfałszowania w innej sprawie zeznań B. Na jakim etapie jest postępowanie? Rzecznik prokuratury w Poznaniu nie odbierała telefonu.
W tej sprawie wydaje się, że poważnym problemem są działania prokuratora -  komentował  Jerzy Dziewulski, były antyterrorysta w programie "Państwo w państwie".
Zdaniem Dziewulskiego status świadka koronnego, który miał służyć do walki z najpoważniejszymi gangsterami, jest dziś przez prokuraturę nadużywany. -  Pozyskanie świadka koronnego ułatwia pracę prokuraturze, bo nie wymaga miesięcy żmudnych analiz i badania dowodów, ale prowadzi prostą drogą do celu. Nie zawsze w sposób właściwy -  mówił Dziewulski.
A Tomasz Pietryga, szef działu prawnego "Rz", zwrócił uwagę, że choć instytucja świadka koronnego się sprawdza i jest potrzebna, to wrocławski prokurator popełnił poważny błąd, za który powinien ponieść konsekwencje. - Niedopuszczalne jest oskarżanie tylko na podstawie zeznań skruszonych gangsterów, w sytuacji, gdy nie ma innych dowodów w sprawie. Być może mamy tu do czynienia z bezmyślnością samego prokuratora - mówił Pietryga.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA