fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Dochody z rady nadzorczej mogą być nieetyczne

Fotorzepa, Bogusław Florian Skok Bog Bogusław Florian Skok
Jerzy Haszczyński
Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku
Najważniejsi urzędnicy Białegostoku od lat nie zasiadają w radach nadzorczych miejskich spółek. Za mało macie fachowców?
Tadeusz Truskolaski: Nie, przeciwnie, ale od lat takie rozwiązanie jest naszą tradycją. Wiem, że to sytuacja nieczęsto spotykana w samorządach, ale uważam, że nadzór merytoryczny nad spółką powinien być absolutni niezależny a nie pełniony z perspektywy urzędnika, który ma zawodowe powiązania z firmą, choćby z racji formy własności. Nie wyobrażam sobie, by np. z jednej strony zasiadał on w radzie nadzorczej a z drugiej — a takie rozwiązania stosujemy — pełnił funkcję walnego zgromadzenia.
Zdarza się, i nie są to odosobnione przypadki, że pieniądze z rad nadzorczych to niemal połowa i tak niemałych wynagrodzeń urzędników.
Nie chcę oceniać kolegów samorządowców, każdy przypadek należałoby rozpatrywać indywidualnie, ale jeśli mnogość dodatkowych obowiązków wskazuje, że dla danego urzędnika to po prostu sposób na dorobienie do pensji, to na pewno jest to wątpliwe z etycznego punktu widzenia. Jeśli to zjawisko dostrzegają media, to mam nadzieję, wkrótce dostrzegą to polityczni decydenci, którzy zmodyfikują odpowiednio przepisy. Powtarzam, nie chcę oceniać przyjętych modeli współpracy na linii samorząd — spółki. My wyszliśmy z założenia, że byłoby to dublowanie funkcji. Co więcej, nie zezwalamy na łączenie funkcji wiceprezydenta, sekretarza czy skarbnika Białegostoku z zasiadaniem w radzie nadzorczej spółki z innego miasta, bo może dojść do konfliktu interesów, ale również z powodów etycznych.
Być może wątpliwym rozwiązaniem są same spółki miejskie, postrzegane często jako synekury dla zasłużonych i znajomych, miejsce gdzie spłaca się polityczne długi?
Wiem, że nie jestem obiektywny twierdząc iż te twory nie są elementem samorządowego kapitalizmu politycznego. Uzasadnię to w inny sposób: oprócz ego że to twory niewątpliwie bardziej elastyczne w podejmowaniu decyzji, korzystniejsze modele w funkcjonowaniu choćby z finansowego punktu widzenia, spółki miejskie są pożądanym rozwiązaniem również z innego powodu. Nie można sprywatyzować wszystkiego co jest w gestii samorządu, a te spółki pełnią społecznie użyteczne role. Jeśli w Białymstoku dopłacamy 30 mln zł do miejskiej komunikacji, to przekazujemy pieniądze podmiotowi samorządowemu. W wypadku prywatnej spółki byłoby to wysoce wątpliwe.
Pana zdaniem rozwiązanie przyjęte w Białymstoku — spółki tak, urzędnicy w nich — nie, jest bardziej przejrzyste niż w innych miastach?
- W ogóle bym tego nie wartościował. Moim zdaniem jest po prostu inne a w ogóle ocenianie tego a dodatek przez pryzmat afiliacji partyjnych urzędników prowadzi w ślepy zaułek. Nie można blokować karier zdolnym ludziom, dyskwalifikując ich tylko i wyłącznie z takiego powodu możemy dojść do innej skrajności. W Białymstoku po prostu uważamy, że najbardziej wartościowa ocena funkcjonowania firmy to ta, która płynie z absolutnie niezależnego, niezwiązanego z urzędem źródła. A motywującą rolę spełniają przede wszystkim nagrody finansowe. Inni mogą widzieć to inaczej, mają do tego prawo.
—rozmawiał Jarosław Kałucki
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA