fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Futbolowa gra o Ukrainę

W Kijowie pełno jest plakatów wzywających do uwolnienia Julii Tymoszenko. Na zdjęciu: w tle pierwszomajowej demonstracji komunistów
PAP/EPA
Coraz więcej zachodnich polityków mówi, że nie dotrze na mistrzostwa w związku ze sprawą Julii Tymoszenko
Los piłkarskich mistrzostw Europy na Ukrainie wydaje się niezagrożony, ale wiadomo już dzisiaj, że na Ukrainę nie przyjedzie wielu ważnych polityków europejskich. Jednym z nich jest przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Barroso, który zapowiedział już, że nie planuje podróży na Ukrainę. Jak pisze „Der Spiegel", poważnie rozważa taki krok kanclerz Angela Merkel.

Bojkot Jałty

Na razie jednak zachodni politycy bojkotują zapowiedziany na przyszły tydzień szczyt przywódców Europy Środkowej w Jałcie. Pierwszym, który zdecydował się na niego nie jechać, był prezydent RFN Joachim Gauck. W jego ślady poszli prezydenci Czech, Słowenii, Austrii, Włoch i najprawdopodobniej Estonii.
– Prezydent Bronisław Komorowski nie zamierza rezygnować z udziału w szczycie – poinformowała nas wczoraj jego rzeczniczka Joanna Trzaska-Wieczorek. Była na ten temat dyskusja, ale prezydent zdecydował się na takie rozwiązanie.
Nieobecność wielu gości w Jałcie będzie dla gospodarza, prezydenta Wiktora Janukowycza, nad wyraz czytelnym sygnałem, że Europa oczekuje od niego przełomu w rozwiązaniu sprawy byłej premier Julii Tymoszenko skazanej w roku ubiegłym na siedem lat więzienia za nieprawidłowości w zawarciu kontraktów gazowych z Rosją.
Jak daleka jest droga od bojkotu spotkania w Jałcie do bojkotu najważniejszej dla Ukrainy imprezy międzynarodowej, jaką jest Euro 2012? – Odmowa udziału w spotkaniu w Jałcie jest więcej niż sygnałem ostrzegawczym dla prezydenta Wiktora Janukowycza – tłumaczy „Rz" Gunther Krichbaum, szef komisji europejskiej Bundestagu.

Finał w Warszawie?

Zdaniem Krichbauma nie należy się spodziewać żadnego bojkotu mistrzostw od strony sportowej, jednak nie wyklucza on nacisków państw UE na UEFA, aby przenieść mecz finałowy z Kijowa do Warszawy.
Miałby to być wyraz największego braku zaufania dla władz ukraińskich, niereagujących na wszelkie wezwania do przestrzegania standardów europejskich. Polski MSZ nie chciał we wtorek komentować tej propozycji. Dzień wcześniej rzecznik Marcin Bosacki skrytykował apele o bojkot.
Najsilniejsze tendencje do bojkotu mistrzostw są widoczne w Niemczech oraz we Włoszech, gdzie premier Mario Monti ogłosił wczoraj, że postąpi tak samo jak Angela Merkel. We Francji, Wielkiej Brytanii, Grecji, Portugalii czy Szwecji nie ma w ogóle dyskusji na temat ewentualnego bojkotu mistrzostw zarówno przez polityków, jak i piłkarzy. Milczenie panuje w wielu innych krajach.

Ostrożny Kijów

Władze ukraińskie bardzo ostrożnie odnoszą się do tych wiadomości. – Mam nadzieję, że informacje o wezwaniach do bojkotu Euro 2012 okażą się przesadzone – mówił we wtorek przedstawiciel Ukrainy przy UE Kostiantyn Jelisiejew. – Pojedyncze sygnały o twardych warunkach, jakie musielibyśmy wypełnić, by ktoś przyjechał na mistrzostwa, albo zgoda na podpisanie porozumienia o stowarzyszeniu (z UE – red.) tylko w przypadku naszej aprobaty szczególnej formuły sądownictwa (taka reforma kodeksu karnego, by została wypuszczona Tymoszenko – red.) nie sprzyjają konstruktywnemu rozwojowi stosunków i przekształcają dialog polityczny w język ultimatów – mówił.
Dzień wcześniej dyrektor departamentu polityki informacyjnej ukraińskiego MSZ Ołeh Wołoszyn przekonywał, że informacje o decyzji Angeli Merkel są co najwyżej „gazetowym żartem": – Nie chce się wierzyć, że działacze państwowi Niemiec są gotowi do reanimacji metod z czasów zimnej wojny.
– Nasze władze usiłują zbagatelizować problem. A sytuacja jest o tyle dla nich korzystna, że mamy okres świąteczny, kiedy bardzo wielu ludzi wyjeżdża z domu – powiedziała „Rz" Iryna Sołomko, komentatorka tygodnika „Korrespondent".

Zadowolona opozycja

Z zadowoleniem przyjmują postawę Zachodu niektórzy ukraińscy politycy.
– Pytanie, czy taka ważna impreza sportowa powinna odbywać się w warunkach reżimu totalitarnego – zastanawiał się w rozmowie z „Rz" Ołeś Starowojt, lider opozycyjnej Naszej Ukrainy we Lwowie.
– Nie jestem wielkim zwolennikiem Julii Tymoszenko, ale sposób, w jaki ją potraktowano, jest niewiarygodny. A we Lwowie nie będzie tragedii, jeśli Euro się nie odbędzie – dodał.
W sprawie Jałty ukraiński MSZ przekonuje, że niektórzy szefowie państw już wcześniej informowali, że nie przyjadą.
Opinia dla „Rz"
Cornelius Ochmann ekspert niemieckiej Fundacji Bertelsmanna
Mocno krytyczny ton pod adresem władz Ukrainy wraz z zapowiedzią bojkotu spotkania szefów państw w Jałcie nadał prezydent Joachim Gauck, co doskonale koresponduje z propagowanymi przez niego wysokimi standardami moralnymi. Za nim poszli inni politycy. Dlaczego? Z różnych przyczyn. Nie bez znaczenia jest, że Julia Tymoszenko miała zawsze w Niemczech doskonałą prasę. Jej wizerunek w białej sukni z wianuszkiem warkocza na głowie jest nadal symbolem pomarańczowej rewolucji.
To jedna z przyczyn, dlaczego niemieccy politycy angażują się w sprawę uwolnienia Julii Tymoszenko bardziej energicznie niż to ma miejsce w przypadku Michaiła Chodorkowskiego. Nie bez znaczenia jest i fakt, że Tymoszenko jest kobietą, w dodatku byłą szefową rządu, która utrzymywała doskonałe kontakty z politykami niemieckimi. Trudno  twierdzić, że Berlin pozwala sobie na więcej wobec słabszej Ukrainy niż Rosji.
W dodatku zbliża się termin niezwykle ważnych wyborów do parlamentu Nadrenii Północnej-Westfalii. W takiej atmosferze łatwiej o przestawienie wrażliwości na niedostatki demokracji w innych krajach.
Wszyscy w Niemczech wiedzą, że niemiecka jedenastka grać będzie co najmniej jeden mecz w Charkowie, a właśnie kilka kilometrów od tamtejszego stadionu odbywa karę Julia Tymoszenko. Nadaje to dodatkowej symboliki staraniom o uwolnienie byłej premier. Ważne jest i  to, że w Berlinie oczekiwano już lada moment przybycia Julii Tymoszenko na leczenie w jednej ze stołecznych klinik. Z Kijowa nadchodziły sygnały, że takie rozwiązanie jest całkowicie realne. Jednak w ostatniej chwili okazało się, że zamiast zgody na leczenie wyznaczony został termin kolejnego procesu. Niemcy poczuli się więc mocno rozczarowani, co ma wpływ na intensywność reakcji.
W tej sytuacji konieczne wydaje się znalezienie kompromisu. Do otwarcia Euro 2012 jest jeszcze trochę czasu. Widziałbym tu rolę mediacyjną dla Polski, jako partnera Ukrainy w organizacji mistrzostw. Aleksandrowi Kwaśniewskiemu trudno by się było podjąć takiej roli ze względu na niechęć prezydenta Janukowycza. Ale były szef dyplomacji Adam Rotfeld byłby odpowiednim politykiem do wypełnienia tego zadania.
—notował p.jen.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA