fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Polskie rodziny szybko nie wrócą

ks. Dariusz Kwiatkowski Zgromadzenie Księży Marianów, terapeuta, od 4,5 roku duszpasterz w polskiej parafii w dzielnicy Ealing w Londynie
Rz: Czy chęć poprawienia rodzinie warunków materialnych usprawiedliwia wyjazd jednego albo obojga rodziców?
Ks. Dariusz Kwiatkowski: Wielu ludziom, którzy emigrują, chodzi o coś więcej. O pewną wizję życia, którą chcą zrealizować. Coraz mniej spotyka się tych, którzy co kilka miesięcy wracają do Polski. Obserwujemy ogromny proces integracji polskich rodzin. Do naszej parafii w ostatnich miesiącach przychodzi wiele matek po referencje do szkół katolickich dla polskich dzieci. W niektórych katolickich szkołach w klasach jest po czworo, sześcioro polskich dzieci. Kogoś, kto przyjechał tu po naszym wejściu do Unii, jest wykwalifikowanym pracownikiem i ma regularne dochody, stać teraz na sprowadzenie rodziny.
Co do tego przekonuje?
Pieniądze. Ludzie myślą, że po jakimś czasie oni i dzieci będą mieć więcej możliwości, jakie dają pieniądze: zwiedzania świata, dorobienia się czegoś, na co w Polsce nie było ich stać. Dochodzi do tego możliwość korzystania z pomocy socjalnej, bo państwo angielskie bardzo wspiera rodzinę.
Czy łatwo jest dzieciom emigrantów zaadaptować się w nowym środowisku?
Najłatwiej jest malutkim dzieciom. Idą do szkoły i bardzo szybko się odnajdują w swojej grupie rówieśniczej, uczą angielskiego. Widziałem sytuację, jak malutki synek w banku tłumaczył matce, co mówi pani w okienku.
A nastolatki?
Im jest trudniej. Jeśli ktoś przyjedzie w wieku gimnazjalnym i został wyrwany ze swojej grupy rówieśniczej, pozbawiony prywatności, to potrzebuje dwóch, trzech lat adaptacji. W szkole musi mówić płynnym angielskim, co nie jest łatwe. W Anglii jest też inny sposób wychowywania niż w Polsce. Nie ma kultury podwórkowej, do jakiej przyzwyczajone są polskie nastolatki, nie ma ulicznych paczek. Dzieci nie mogą swobodnie poruszać się po ulicach. Polskie nastolatki, przyzwyczajone do większej swobody, trudno się w tym odnajdują.
Rodzice wyrządzają krzywdę dzieciom, które tu sprowadzają?
Trzeba na to spojrzeć w dalszej perspektywie. Jeśli poznają język i skończą tu szkołę, nauczą zawodu, to ich start będzie lepszy niż rówieśników w Polsce.
Rodzice pytają księdza: co robić?
Przychodzą powiedzieć o decyzjach. Znam rodziny, które zostawiają starsze dzieci, by w Polsce dokończyły edukację.
Zostawienie nastolatka z babcią jest lepsze, niż narażanie go na problemy adaptacji?
Nie umiem odpowiedzieć. Bycie w całej rodzinie wydaje się wartością nadrzędną, mimo ogromnego stresu, jaki dzieci przeżywają.
Ale są też rodziny, dla których wyjazd jednego z małżonków kończy się rozpadem rodziny.
Bardzo dużo jest takich rodzin. Najczęstsze przyczyny to popadanie mężczyzn na emigracji (a to oni głównie pierwsi z rodziny przyjeżdżają) w alkoholizm i romanse z miejscowymi kobietami albo z takimi, które też przyjechały do pracy. Związek na odległość jest bardzo zagrożony. Londyn jest niezwykle dynamicznym miastem, tu mieszka bardzo dużo atrakcyjnych młodych ludzi. Łatwo zapomina się o żonie i dzieciach. Samotność na emigracji i wyjazdy co kilka miesięcy do Polski sprawiają, że nie żyją problemami rodziny.
Czy Polacy, którzy decydują się na sprowadzenie rodziny, będą wracać?
O powrotach będą decydować dopiero za kilka, kilkanaście lat, gdy poczują gorycz wynikającą z niemożności zakorzenienia się tutaj. Społeczeństwo angielskie jest bardzo hermetyczne. Polak nigdy nie stanie się Anglikiem. Dla Brytyjczyków ważniejszy jest racjonalizm niż emocjonalizm, jakim kierują się Polacy. Szczególnie ci mniej wykształceni, w większości mieszkają w takich polskich komunach, gdzie ktoś jeden mówi po angielsku, a reszta nie zna języka.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA