fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Warszawa

Wzory z gór i drukarni

Rzeczpospolita
Na patrona przeglądu wyznaczono Tadeusza Kulisiewicza, a edycję w 2008 roku zatytułowano „Zderzenia cywilizacji”.
Stolica pozazdrościła Krakowowi Międzynarodowego Triennale Grafiki, które istnieje już cztery lata. Na razie oglądamy w Królikarni wystawę-prolog: „Interpretacje. Tradycje warszawskiej grafiki warsztatowej”. Przypomina największe indywidualności stołecznego środowiska od międzywojnia do dziś. Ze zbiorów muzeum wybrano 180 prac 30 autorów.
Paradę mistrzów otwiera Władysław Skoczylas, nestor i założyciel Katedry Grafiki stołecznej ASP. Po 1918 roku marzył o wykreowaniu sztuki narodowej, jak inni artyści zrzeszeni w stowarzyszeniach Rytm i Ryt. Skoczylas należał do obydwu formacji.
W swych drzeworytach mieszał stylistykę ludową z manierą art déco. Jego żywiołem była tematyka góralska. „Dumny Harnaś” to jego wizytówka. Studentami Skoczylasa, również należącymi do Rytu, byli Stanisław Ostoja-Chrostowski i Tadeusz Kulisiewicz. Drugi z wymienionych zmarł 20 lat temu – tym bardziej wypada go przypomnieć.
Jak profesor pracował w technice drzeworytu, początkowo także inspirując się folklorem góralskim (cykl „Szlembark”). Ale w dojrzałej fazie twórczej zmienił styl, poszedł w kierunku syntezy. Charakteryzował sylwetki i twarze w kilku zdecydowanych, a zarazem niezwykle delikatnych liniach. Popularny w czasach PRL, dla wielu stanowił wzór „nowoczesności”.
Z kolei Halina Chrostowska eksperymentowała z linorytem. Osiągała efekty bliskie malarstwu: gruba faktura, bogata kolorystyka, każda odbitka inna. Jej piękne prace najczęściej pokazują kruche kobiece akty.
Niejako przeciwieństwem drzeworytu jest litografia, technika płaska, polegająca na odbijaniu kompozycji namalowanych na gładko wyszlifowanym kamieniu. Kiedyś technika drukarska, z czasem – w połowie XIX wieku – uznana za szlachetną.
Dynastię wielkich polskich litografów otwiera Leon Wyczółkowski, mistrz „impresjonistycznej” grafiki. Posługiwał się głównie kredką, cyzelując i cieniując pejzaże lub wnętrza.
O kilka pokoleń młodszy Janusz Przybylski, zmarły dekadę temu, to kolejna ważna postać w naszej grafice. Malarz i litograf.
Maestrię osiągnął w cyklu „Błędne koło” (lata 70.), w którym wprowadził rozmaite innowacje. Łączył fotografię z fragmentami dorysowanymi precyzyjną kreską, z elementami ekspresyjnie, od niechcenia maźniętymi pędzlem; pop-art mieszał z cytatami ze sztuki Goi i Picassa.
Niemal równocześnie Jan Lebenstein tworzył malarskie i graficzne bestiarium, kreował mutanty ludzi i zwierząt. Jego graficzne doświadczenia odkrywamy dopiero w ostatnich kilkunastu latach, gdy przestało obowiązywać embargo na prace „uciekiniera” z PRL.
Który z żyjących artystów godnie reprezentuje warszawską szkołę grafiki? Paradoksalnie, dwaj mistrzowie pędzla – Tadeusz Dominik i Jan Tarasin. Obydwaj urodzeni pod koniec lat 20. ubiegłego wieku, na starcie imali się graficznego warsztatu – bo był tańszy od malarskiego. Okazało się, że grafika pomogła im osiągnąć mistrzostwo: nauczyła dyscypliny, szybkiego podejmowania decyzji i umiejętności znajdowania bogactwa w ograniczeniach. Zalety nieodzowne w sztuce.
Królikarnia, Puławska 113a, wystawa czynna do 27 stycznia
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA