fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Romantyk Grottger – mistrz rysunku

Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Na wystawie w krakowskiej Turlej Gallery zaprezentowano ponad sto dzieł artysty. Wiele z nich nie było eksponowanych od 1906 roku. Twórca, znany głównie z prac o dramatycznych epizodach powstania styczniowego, sam nie brał w nim udziału.
Pokolenia Polaków uczyły się historii na rysunkach Artura Grottgera (1837 – 1867). Po śmierci na krótko obwołano go nawet jednym z wieszczów. Jego dramatyczne wizje inspirowały jeszcze pokolenie twórców stanu wojennego, ale dziś Grottger jest niezbyt popularny. Okazją do przypomnienia twórczości artysty jest 170. rocznica urodzin i 140. rocznica śmierci.
Stylistykę Grottgera łatwo uznać teraz za zjawisko anachroniczne, przynależące do odległej epoki. Akademicka konwencja, romantyczna egzaltacja, teatralny patos i ilustracyjna dosłowność mogą irytować, a patriotyczno-martyrologiczna tematyka nie wydaje się korespondować z zainteresowaniami współczesnych odbiorców.
Grottger, uznany później za twórcę ikonografii powstania styczniowego, tworzył swoje prace w szczególnych warunkach dziejowych i dla szczególnego widza. Słynne cykle "Warszawa I" i "Warszawa II", "Polonia", "Lithuania" i "Wojna" gloryfikowały powstańczy zryw, ukazywały jego dramatyczne epizody i następujące po nich represje. Co ciekawe, sam artysta nie wziął udziału w powstaniu styczniowym. Jego sugestywna wizja wypadków jest więc raczej romantycznym, nasyconym symboliką i emocjami reportażem niż historycznym dokumentem. "Złożyłem w tych robotach wszystko, com myślał, com czuł, com nad życie ukochał" – komentował artysta.
Krakowska wystawa jest próbą umiejscowienia dzieła Grottgera w kontekście współczesnym. Był, o czym nieczęsto się wspomina, mistrzem techniki rysunkowej. Rysował w listach, dziennikach i szkicownikach, a swoje najsłynniejsze i najdoskonalsze cykle wykonał czarną i białą kredką na kartonach. Prace Grottgera, zgodnie z jego intencjami, reprodukowano potem techniką fotograficzną. Kuratorka wystawy nadaje mu nawet miano prekursora multiplikacji fotograficznej. Rzeczywiście, już w latach 60. XIX wieku pierwsze fotograficzne odbitki prac Grottgera zdobiły ściany wielu domów i dworów Galicji.
Ten wydawałoby się całkowicie zanurzony w akademickiej estetyce artysta komponował swoje prace niczym fotograficzne kadry i bardzo nowocześnie myślał o ich rozpowszechnianiu.
Krótkie życie przedwcześnie zmarłego twórcy naznaczyło wielkie uczucie do Wandy Monne. Dla narzeczonej Grottger wykonał dzieło stosunkowo mało dziś znane, a wyjątkowo dobrze ukazujące go jako znakomitego rysownika: "Duży album" nazywany przez autora "Książką". Był to szkicownik liczący około 100 stron, oprawny w czarną skórę ze stalowymi okuciami. "Książka" była czymś w rodzaju tak modnego wtedy albumu fotograficznego – autor komentował bieżące wydarzenia, tworzył portrety. Był także autorem humorystycznych scenek i karykatur.
Wystawa nie skupia się na malarstwie Grottgera, choć nie zabrakło na niej ani sugestywnych portretów olejnych, ani nastrojowych akwareli. Warto zwrócić uwagę na jeden z najbardziej niezwykłych obrazów tego malarza pt. "Gość w pracowni" z ostatniego, paryskiego okresu życia. Na kilka lat przed śmiercią Grottger odwiedził Wenecję, gdzie studiował dzieła mistrzów renesansu, m.in. Belliniego i Tycjana. Doświadczenie to zmieniło, rozjaśniło i zintensyfikowało jego malarską paletę. Płótno namalowane odważną barwną plamą sugeruje nowy, nigdy już niezrealizowany rozdział w twórczości Grottgera.
Wystawa w Turlej Gallery czynna do 31 marca.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA