fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Weekend z budzikiem

By stać się nowojorczykiem‚ twierdzą niektórzy‚ wystarczy szybko mówić i szybko chodzić. Ale to chyba nieprawda. W wibrującym energią mieście przede wszystkim trzeba szybko żyć.
To miejsce wiecznie niespełnionych zamierzeń‚ ciągłego niedosytu. „Energia Nowego Jorku to energia aspiracji” – napisał kiedyś jeden z moich ulubionych eseistów Adam Gopnik. „Przestrzeń między tym‚ czego się pragnie, a tym‚ co się posiada‚ niezmiennie prowadzi tu do obywatelskiego smędzenia – dyskomfortu. Nie znam zadowolonego nowojorczyka”.
Ja nie znam takiego‚ który potrafi nic nie robić.
– To niemożliwe – mówi moja hiperenergiczna znajoma Zsuzsa. – Wszyscy dookoła są tu wiecznie zajęci. Odczuwasz presję. Chwila bezczynności i od razu masz wyrzuty sumienia. To wiecznie samonapędzająca się dynamika. Dynamiczni nowojorczycy lubią życie na ulicy. Zwłaszcza na Manhattanie. Tu ceny nieruchomości są tak szalone‚ że nawet „dorośli”, którzy już pracują i godziwie zarabiają‚ mieszkają często niczym studenci – w mikroskopijnych apartamentach‚ w których można się przespać i przechować trochę dobytku‚ ale niewiele więcej.
O ile nic pilnego ich tam nie trzyma‚ z domu najchętniej wychodzą – pooglądać sklepowe wystawy‚ wypić za rogiem kawę‚ połazić po ulicach. Zawsze sprężystym krokiem.
Zsuzsa lubi chodzić do kina – nieważne na co i z kim (często samotnie)‚ ważne, by wyjść.
Nie siedzieć w domu.
Nic nie robić, to nic nie musieć‚ mówią zgodnie znajomi nowojorczycy. Gdy tylko nic nie muszą‚ pędzą (taksówką!) do gymu. Tam przez półtorej godziny nad każdym ich ruchem i oddechem ze stoperem w ręku czuwają specjaliści od rekreacji. Niektórzy dla zabicia czasu (podczas którego człowiek nic nie musi) oglądają w trakcie telewizję. Potem z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku relaksacyjnego można się udać do psychoterapeuty lub do instruktora‚ który pouczy, jak zdrowo sypiać. Instruktorzy od snu w Nowym Jorku – mieście‚ które nigdy nie śpi – są ostatnio bardzo trendy.
Podobnie jak dating coaches‚ czyli doradcy od spraw randkowych (znakomita większość mieszkańców Nowego Jorku to single!) i eksperci od planowania czasu wolnego.
Dynamika opada na chwilę w sobotnie poranki.
Po południu i w niedzielę trzeba będzie się zabrać za pranie w samoobsługowej pralni‚ nadrabianie e-mailowych zaległości‚ niedokończony projekt z pracy‚ pójść na imprezę‚ na którą zaproszenie nadeszło trzy miesiące wcześniej, lub na obiad z przyjaciółmi‚ którzy restauracyjny stolik zarezerwowali (dzięki znajomościom!) w poprzednim kwartale. Wiele moich znajomych sporą część weekendu spędza na porządkowaniu szaf z ubraniami w (płonnej) nadziei wygospodarowania kilku dodatkowych centymetrów sześciennych na garderobę nabytą (w ramach spędzania wolnego czasu) w minionym tygodniu.
Ale w sobotni poranek przez chwilę można nie myśleć o liście rzeczy do zrobienia.
– To mój ulubiony moment tygodnia – mówi Zsuzsa.
Żeby go trochę rozciągnąć, nastawia budzik na bardzo wczesną godzinę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA