fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Znika account, sales. Wraca sprzedawca i dyrektor

Maciej Gnyszka z firmy Gnyszka Foundraising Advisors na wizytówce ma napis „dyrektor zarządzający”. – Powrót do polskiej nazwy pomaga mi w pracy – twierdzi
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Firmy rezygnują z wyszukanych anglojęzycznych nazw stanowisk pracy. To nowa tendencja
Coraz częściej firmy w Polsce w ogłoszeniach o pracę podają polskie nazwy stanowisk. Rodzime określenia są też częściej używane w biznesie. Zdaniem specjalistów powody są dwa: mniej osób zgłaszało się na stanowisko określone w obcym języku i pracodawcy przestali się wstydzić polskiego nazewnictwa.
– To nowy trend, który widać chociażby przy wręczaniu wizytówek – przyznaje Izabela Kielczyk, psycholog biznesu. – Coraz częściej spotykam się z sytuacjami, gdy biznesmeni umieszczają tam polskojęzyczną nazwę swojego stanowiska.
Maciej Gnyszka z firmy Gnyszka Fundraising Advisors zajmującą się pomocą w pozyskiwaniu funduszy m.in. dla organizacji pozarządowych na wizytówce ma napis „dyrektor zarządzający". – Kilka lat korzystałem z anglojęzycznej nazwy, ale przy ostatniej wymianie wizytówek zdecydowałem się na polską – mówi „Rz". Przyznaje, że pomaga mu to w pracy. – Zwłaszcza gdy kontaktuję się z indywidualnymi darczyńcami. Jeśli na wizytówce mam napisane „fundraiser director", to tworzy to niepotrzebną barierę. Człowiek od razu sobie myśli, że to jakiś bogaty biznesmen zachęca go, żeby swoje 30 zł przeznaczył na jakiś charytatywny cel, i czuje się onieśmielony.
Ale zmiany nazwy firmy na polski odpowiednik nie rozważał – z powodu dobrze brzmiącego skrótu angielskiej wersji: GFA.
– Rzeczywiście trend, choć powoli, to jednak się odwraca i nadchodzi czas polskojęzycznych nazw – cieszy się Monika Zakrzewska z departamentu rynku pracy w Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. – Promuję to od wielu lat – podkreśla i dodaje, że na własnej wizytówce umieściła tytuł po polsku. – Choć mam też specjalne wizytówki po angielsku, które zabieram na wyjazdy zagraniczne – mówi.
Kielczyk zaznacza, że ostatnio nawet przygotowujący ogłoszenia o pracy do publikacji są proszeni przez firmy, by stanowisko nazwać w języku polskim.
– Pracodawcy zauważyli, że nazwanie stanowiska w obcym języku sprawia, iż mniej ludzi decyduje się ubiegać o taką pracę – tłumaczy Zakrzewska. – Gdy widzą, że poszukiwany jest „key account", nawet jeśli mają kompetencje w tym kierunku, wydaje im się, że nie skończyli odpowiednich studiów i to ich zniechęca do aplikowania.
Specjaliści z portalu Pracuj.pl, który zamieszcza ogłoszenia o pracy, przyznają, że choć wciąż przeważają anglojęzyczne tytuły posad, to polskich jest zdecydowanie więcej niż jeszcze kilka lat temu. Pojawiają się też językowe polsko-angielskie hybrydy jak „doradca junior" czy „manager regionalny". – Polskie nazwy powoli się przebijają – przyznaje Elżbieta Flasińska z grupy Pracuj. – Ich pojawianie się w ogłoszeniach to pierwsze jaskółki świadczące o tym, że przestaliśmy się obawiać polskiego nazewnictwa.
Wyjaśnia, że rodzimych zwrotów przybywa w branży sprzedaży. Obcy język wciąż króluje w marketingu. – Pracodawcy chętniej określają po polsku niższe stanowiska niż te kierownicze – dodaje.
– Powrót do polskich nazw to bardzo dobre zjawisko – chwali prof. Jan Miodek, językoznawca. – Jestem liberalny, jeśli chodzi o takie słowa jak e-mail, joystick czy esemes, ale jeśli mamy rodzimego kierownika czy dyrektora, to dajmy sobie wreszcie spokój ze snobistycznie brzmiącymi i niezrozumiałymi dla dużej części społeczeństwa nazwami po angielsku.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA