fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Spór o komisję Palikota

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Eliza Olczyk
Komisja „Przyjazne państwo" dzieli koalicjantów. Politycy PO widzą ją nawet jako komisję stałą. Ludowcy uważają, że nie jest potrzebna
W tym tygodniu zapadną rozstrzygnięcia o podziale komisji między kluby poselskie. Koalicja zdecyduje m.in., czy powoływać komisję nadzwyczajną „Przyjazne państwo".
Ludowcy są  jej niechętni. Według nich PO chciałaby w ten sposób politycznie wzmocnić Ruch Palikota, by potem korzystać z jego poparcia.
Komisję „Przyjazne państwo" wymyślił w poprzedniej kadencji Janusz Palikot. Stała się ona jego przepustką do mediów. Podczas jednej z konferencji w 2008 r. stanął na stosach kartek, które zawierały przepisy wymagające szybkich zmian. Chwalił się też, że prace komisji były sukcesem, bo zgłosiła ona do marszałka Sejmu 152 projekty ustaw (ostatecznie udało się uchwalić 88, dotyczyły głównie podatków i prawa budowlanego).
Po wyborach Palikot publicznie mówił o konieczności przekształcenia komisji „Przyjazne państwo" z nadzwyczajnej w zwyczajną, by wypracowane w niej przepisy nie były już odsyłane do komisji branżowych.
Z takim pomysłem zgadzają się politycy PO.
– Należy powołać stałą komisję do spraw wolności gospodarczej, zajmującą się deregulacją prawa – mówi Jarosław Gowin, wiceszef Klubu PO.
Podobnego zdania jest Adam Szejnfeld, były wiceminister gospodarki, który przez ostatni rok minionej kadencji kierował komisją „Przyjazne państwo". – Gdyby jednak komisja trafiła w ręce Janusza Palikota, to szansa, że osiągnie efekty, byłaby zmarnowana – zastrzega Gowin. – Działania „Przyjaznego państwa" w poprzedniej kadencji były pozorowane.
Ruch Palikota popiera wniosek PO, aby komisję przekształcić w stałą. Ale na pytanie, czy chciałby nią kierować, Andrzej Rozenek, rzecznik Klubu RP, odpowiada, że niekoniecznie.
Jan Bury, szef Klubu PSL, przekonuje, że większość spraw, którymi zajmowała się specjalna komisja, można załatwić w stałych komisjach sejmowych. – Dlatego nie wiem, czy jest nam w ogóle potrzebna – mówi „Rz". – Zresztą Palikot miał trzy lata, żeby się wykazać, ale niewiele zrobił. Jak widać, mocny jest przede wszystkim w gadaniu.
Nieoficjalnie ludowcy stawiają sprawę ostrzej. – Decyzja w sprawie tej komisji będzie testem intencji naszego koalicjanta – mówi „Rz" jeden z polityków PSL.
W Platformie można usłyszeć, że ludowcy są niechętni powołaniu komisji deregulacyjnej, bo boją się, że będzie ona wchodzić w kompetencje Ministerstwa Gospodarki, którym będzie nadal kierował Waldemar Pawlak.
– Uważam, że z decyzją w tej sprawie należy się wstrzymać jeszcze tydzień – dwa, aby zasięgnąć opinii środowisk biznesowych – zaznacza Bury. – Jeżeli przedsiębiorcy będą się upierali, że taka komisja jest potrzebna, bo przyspiesza likwidację niepotrzebnych przepisów, to wówczas ją powołamy.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorek e.olczyk@rp.pl, d.kolakowska@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA