fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Praca

Menedżerowie-mężczyźni łatwiej o awansują i więcej zaabiają

Fotorzepa, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz
Większość kadry kierowniczej ocenia, że kobiety zarabiają mniej, choć są równie efektywne jak mężczyźni
Choć między kobietami i mężczyznami występują różnice w sposobie pracy, to płeć menedżera nie ma wpływu na jego skuteczność i osiągnięcia zawodowe – twierdzi większość z 520 przedstawicieli polskiej kadry kierowniczej, którzy wzięli udział w badaniu programu edukacyjnego Talent Club.
Zgodnie mówią, że dobry przełożony, to – niezależnie od płci – osoba kompetentna i pracowita. Mężczyźni są bardziej dyspozycyjni i podejmują szybciej decyzje, podczas gdy kobiety są bardziej nastawione na współpracę z ludźmi i dokładność w realizacji działań. Częściej więc reprezentują partycypacyjny i otwarty styl zarządzania, bardziej dziś promowany niż dyrektywny, żołnierski model kojarzony z szefami mężczyznami.
Dlaczego więc kobiet na najwyższych stanowiskach kierowniczych wciąż jest tak niewiele? – Kobiety nie sięgają po władzę, gdyż często nie zależy im na statusie i miejscu w hierarchii. A mężczyźni czują znaczenie hierarchii od najmłodszych lat, grając w gry, gdzie jest kapitan drużyny – wyjaśnia Alicja Moszyńska, ekspert ds. kobiet.
Uczestniczący w badaniu mężczyźni widzą swą przewagę w umiejętności podejmowania szybkich decyzji – kluczowej przy awansie. 38 proc. z nich jest przekonanych o większej skuteczności swych kolegów na stanowiskach kierowniczych.
– Biznes to pole walki – przypominał Arkadiusz Świderski z Morgan Brown Group, która rekrutuje menedżerów. Jego zdaniem mężczyźni skuteczniej dbają o wizerunek, np. umiejętnie podkreślają w CV sukcesy i asertywnie negocjują pensję.
Zdaniem Małgorzaty Rusewicz, eksperta PKPP Lewiatan, to może być jednym z powodów różnic w zarobkach kobiet i mężczyzn na tych samych stanowiskach. Tylko 11 proc. uczestników badania Talent Club twierdzi, że nie ma tu żadnych różnic.
Zdecydowana większość ocenia, że menedżerki zarabiają średnio o 20 – 30 proc. mniej od swych kolegów. Co więcej, dla 10 proc. mężczyzn to naturalna sytuacja. \
Koszt Wymuszonej różnorodności
W Europie – zarówno wśród rządów państw, jak też w Komisji Europejskiej – przybywa zwolenników obowiązkowych kwot dla kobiet we władzach spółek publicznych. Najwcześniej, bo już w 2003 r., wprowadziła je Norwegia, nakazując 40-proc. udział kobiet w radach nadzorczych giełdowych firm. Według badań naukowców z Uniwersytetu Michigan wywołało to ok. 10-proc. spadek wartości tych firm, które bardziej się zadłużały i miały wyższe koszty. Autorzy badań tłumaczą to tym, że kobiety, które „przymusowo" weszły do rad, były z reguły młodsze i mniej doświadczone od swych poprzedników, a te najbardziej cenione nadzorowały nawet po kilkadziesiąt firm.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA