fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Spór o umowy uczelni ze studentami

Uniwersytet Warszawski
Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich uznała, że uczelnie nie muszą podpisywać umów ze wszystkimi studentami
Trwa spór o umowy, jakie studenci dzienni mają podpisywać z uczelniami. Powinny one określać warunki odpłatności np. za powtarzanie roku.
Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP; zrzesza rektorów uczelni) wydała stanowisko, w którym stwierdza, że postulat podpisywania umów ze wszystkimi studentami nie ma uzasadnienia ustawowego. Innego zdania są Parlament Studentów i Ministerstwo Nauki. Uważają, że umowy powinny być podpisywane. Jedynie 19 proc. szkół wyższych przygotowało ich wzory. Rektorzy chcą przekonać studentów i ministerstwo do swych racji. Spotkanie ze studentami zapowiadane jest na przyszły tydzień. Przewodnicząca KRASP będzie też rozmawiać z minister nauki.

Niepotrzebna biurokracja

Co jest złego w tym, że student na początku studiów podpisze umowę, która określi np., ile ma zapłacić za powtarzanie zajęć? Prof. Katarzyna Chałasińska-Macukow, przewodnicząca KRASP, rektor UW: To dodatkowy dokument i niepotrzebna biurokracja. Każda uczelnia ma regulamin studiów i cennik odpłatności za tzw. usługi edukacyjne. Te dokumenty już istnieją i są jawne. Każdy student ma możliwość zapoznania się z nimi. Ministerstwo Nauki twierdzi, że znowelizowana ustawa – Prawo o szkolnictwie wyższym jednak nakłada na uczelnie obowiązek podpisywania umów od 1 października. Ustawa nie zmienia systemu zawierania umów. Zmiana była kosmetyczna. Dodano jedynie, że umowa ma określać warunki odpłatności za usługi edukacyjne. Od 2006 r. podpisywaliśmy umowy ze studentami niestacjonarnymi, którzy płacą za naukę. Naszym zdaniem umowa ze studentami stacjonarnymi też powinna być zawierana, gdy rzeczywiście muszą za coś zapłacić. Większość z nich przecież takich opłat nigdy nie będzie musiała wnosić. Po co więc podpisywać umowy na zapas? Rektorzy twierdzą, że zawieranie umów łamałoby dotychczasowy ustrój szkolnictwa wyższego określający relacje uczelnia  – student jako administracyjnoprawne, a nie cywilnoprawne. Co to znaczy? Student zacznie być traktowany jak klient, a uczelnia jak usługodawca. Każde niezadowolenie z "usług" uczelni może się skończyć w sądzie. Jeśli tak, to należałoby też zapisać w umowie obowiązki studenta wobec uczelni, bo umowa powinna obowiązywać dwie strony. Skoro student kształci się za publiczne pieniądze, to może należałoby zobowiązać go do osiągania dobrych wyników i chodzenia na zajęcia. Uczelnie z wieloletnią tradycją nie chcą wchodzić ze studentami w relację klient – usługodawca. Jak rozwiązać spór? Parlament Studentów zapowiada, że nie ustąpi. Będziemy szukać rozwiązań, które usatysfakcjonują obie strony. Myślę jednak, że dziś dla studentów znacznie ważniejsza niż takie umowy byłaby np. gwarancja, że w razie zamykania jakiegoś kierunku studiów będą mieli szansę dokończyć go na tej samej uczelni. Już teraz, nawet na przyzwoitych uczelniach, zdarzało się, że studentom nie dano takiej możliwości. A takich przypadków ze względu na niż demograficzny będzie w najbliższych latach pewnie więcej. Warto byłoby wprowadzić w regulaminach studiów jakieś rozwiązania, które by ich przed nimi chroniły.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA