fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media i internet

Wirtualni operatorzy walczą o zaufanie Polaków

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Za dwa tygodnie, 31 października, po dwóch latach od startu, zakończy działalność jeden z wirtualnych operatorów telefonii komórkowej – Gadu Air
Po projekcie funduszu Penta Investment – Mobilkingu, rezygnacji z marki myAvon przez kosmetyczny koncern, a także wpMobi (projekcie Wirtualnej Polski) to czwarta ofiara rynku zdominowanego przez czterech operatorów infrastrukturalnych. Branża drży, bo zaufanie konsumentów do jej produktów i tak jest wątłe.
Pierwsi wirtualni operatorzy pojawili się w Polsce w 2007 r. wraz z liberalizacją rynku rozpoczętą przez szefową Urzędu Komunikacji Elektronicznej Annę Streżyńską. UKE łączyło z ich ekspansją rozległe plany. W 2008 r. prezes Streżyńska zapowiadała, że w 2010 r. ilościowy udział rynkowy MVNO (mobile virtual network operator) sięgnie 10 – 15 proc. W rzeczywistości w końcu grudnia 2010 r. UKE naliczyło 15 aktywnych wirtualnych operatorów, a ich udział można szacować dziś jedynie na 1,2 proc., przy czym przedstawiciele branży sami przyznają, że tylko część posiadaczy ich kart SIM to aktywni użytkownicy.

Nie chodzi o pieniądze

Nowi uczestnicy rynku mieli ambitne plany, a nierzadko potężne finansowe wsparcie. mBank, spółka zależna BRE Banku, zapowiadał, że już w 2009 r. będzie miał 450 tys. użytkowników kart ze swoją stokrotką o nazwie mBank Mobile i ponad 20 mln zł zysku z nowego projektu. Dziś grono użytkowników tej telefonii można szacować na kilkanaście tysięcy.
O braku wsparcia nie mogło też mówić Gadu Air: gdy komunikator Gadu-Gadu ruszał z usługą w 2009 roku, należał już do międzynarodowego koncernu Naspers z RPA. Dziś schodzi z areny. "Decyzja ta jest podyktowana brakiem możliwości pełnej realizacji celów założonych przez spółkę" – poinformowano klientów. 1 listopada nikt z numeru Gadu Air już nie zadzwoni. – Bardzo trudno robić ten biznes w Polsce – mówi Tomasz Właszczuk, prezes InMobile, spółki prowadzącej operatora FreeM, który oferuje dostęp do mobilnego Internetu w zamian za oglądanie reklam. – Jest tak z kilku powodów. Pierwszy to powszechna dostępność kart SIM dużych operatorów infrastrukturalnych. Aby z nimi konkurować, produkt operatora mobilnego powinien być dostępny tak samo szeroko. A to jest drogie – wylicza. – Drugi powód to nieufność konsumentów do nowych projektów. Widzieliśmy to po sobie: wielu ludzi nie wierzyło, że oferujemy dostęp do Internetu za darmo, bez dodatkowych opłat, w zamian za obejrzenie reklamy. Przekonują się z czasem, ale to trwa – dodaje. – Według mnie cały rynek aktywnych użytkowników MVNO działających na rynku usług głosowych liczy dziś około 200 tys. kart SIM. Nie rozwinął się m.in. za sprawą niskich cen detalicznych dyktowanych przez Playa kilka lat temu. Niewykluczone, że za dwa – trzy lata, gdy polityka Playa się zmieni, przyjdzie jeszcze czas dla rynku MVNO – ocenia Włodzimierz Plewczyński, dyrektor ds. sprzedaży i obsługi klienta w CenterNecie (grupa NFI Midas).

I 9 groszy nie pomoże?

Właszczuk się z nim nie zgadza. – Barierą rozwoju branży nie jest cena. W naszej Carrefour Mova minuta połączenia kosztuje 25 gr, z tego, co pamiętam, w mBanku 19 gr, podczas gdy u operatorów 29 gr. Śmiem twierdzić, że nawet obniżenie stawki do 9 gr nie spowodowałoby przepływu klientów od dużych graczy do MVNO – mówi Właszczuk. – Nasz rynek jest specyficzny. Polacy kupują u operatorów nie tyle umowy, ile nowy telefon – konstatuje. UKE diagnozuje słabą pozycję MVNO jeszcze inaczej: „Wybór przez większość wirtualnych sieci profilu działalności jako dostawcy usług, a więc modelu najmniej ryzykownego i jednocześnie najmniej samodzielnego, skutecznie zablokował rozwój ich konkurencyjności” – czytamy w raporcie urzędu o stanie rynku w 2010 roku.

Potrzebny duży brand

Czy na kłopoty wirtualnych operatorów ze skalą jest czarodziejska recepta? – Przecież są kraje, gdzie z MVNO korzysta po kilka milionów osób. W Holandii na 6 mln użytkowników MVNO 3 mln to klienci wirtualnych operatorów nienależących do większego infrastrukturalnego gracza. W Wielkiej Brytanii Tesco Mobile ma prawie 2,7 mln abonentów – wylicza Właszczuk. – Być może rynek ten się zmieni, gdy zainteresuje się nim duży brand, który zdobędzie zaufanie konsumentów – wskazuje. Według Właszczuka FreeM ma dziś 40 tys. aktywnych użytkowników. – W przyszłym roku chcielibyśmy dojść do 100 – 150 tys. – mówi prezes.

Z asymetrią łatwiej

Ambitniejsze plany ma CenterNet (grupa NFI Midas), operator sieci wRodzinie, która adresuje usługi do osób w wieku od 50 lat wzwyż. Należy on jednak do grona podmiotów, które z założenia powinny inwestować zarobione pieniądze w rozbudowę własnej infrastruktury, a nie bazować na cudzej. Dlatego może korzystać z tzw. asymetrii rozliczeń między sieciami telekomunikacyjnymi (dostaje więcej niż sam płaci). Z tego powodu UKE nie zalicza CenterNetu do MVNO, ale my – tak. Tymczasem działa on głównie w oparciu o infrastrukturę obcą. – Sądzę, że nasza mocna strona to relacje budowane z użytkownikami. Nie bombardujemy ich co rusz promocjami, nie wymagamy od nich wzmożonej aktywności, wiedzą, że mają do dyspozycji tanie połączenia, tańsze niż w telefonii stacjonarnej (27 gr za minutę do wszystkich sieci oprócz Playa). Nasza strategia to edukowanie grupy docelowej, której wielkość szacujemy na kilka milionów osób – może więc mówić dyrektor Plewczyński.
Zapewnia, że CenterNet nie rezygnuje z celu, jakim jest pół miliona użytkowników. – Chcielibyśmy osiągnąć ten cel w 2012 r. Jeśli się nie uda w przyszłym roku, będziemy się starać dopiąć swego w dalszej przyszłości – mówi. – Obecnie wRodzinie ma około 160 tys. aktywnych użytkowników, czyli takich, którzy wykonują połączenia i wysyłają esemesy. Ponad 50 proc. naszych klientów regularnie doładowuje kartę. W lipcu wprowadziliśmy 24-miesięczny okres ważności kont, który jest odnawiany po każdym doładowaniu. Wbrew opiniom zmiany właścicielskie w grupie Midasa i rozdzielenie tego projektu od projektów o. Tadeusza Rydzyka nie spowodowały odejść klientów – zapewnia dyrektor.

Pre-paid już nie popularny?

Z nieoficjalnych informacji wynika, że fundacja Lux Veritatis, wcześniejszy partner CenterNetu, zaczęła prace nad przygotowaniem swojej kolejnej sieci. Zdaniem Plewczyńskiego nie będzie ona stanowiła zagrożenia dla sieci wRodzinie.
– Jest mało prawdopodobne, aby ta sama grupa, do której adresowane są usługi wRodzinie, uwierzyła, że powstaje kolejna, atrakcyjniejsza z jej punktu widzenia sieć telefonii komórkowej – twierdzi. Jego zdaniem konkurencja na rynku operatorów pre-paid jest dziś trudna. – Zagrożenie ze strony powstającej sieci jest małe, bo dziś bardzo trudno jest zainteresować klienta nową ofertą. Co więcej, klienci w Polsce przyzwyczajeni są do zakupu tanich telefonów w ofercie abonamentowej – wyjaśnia Plewczyński.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA