fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory parlamentarne 2011

PO straszy w spocie obrońcami krzyża i kibolami

PO umieściła w filmie sceny z Krakowskiego Przedmieścia. Na zdjęciu tzw. obrońcy krzyża w pierwszą rocznicę katastrofy smoleńskiej
Fotorzepa
Tydzień przed głosowaniem PO przypomina awantury tzw. obrońców krzyża i burdy kibiców
Mocny zwrot w wyjątkowo spokojnej dotąd kampanii wyborczej. Platforma na finiszu wyemitowała najostrzejszy ze swoich dotychczasowych spotów. Wzbudza olbrzymie emocje. Pojawiają się oskarżenia o czarny PR i przekraczanie granic.
– Zupełnie tego nie rozumiem. Wykorzystaliśmy materiały dokumentalne doskonale znane Polakom – tłumaczy się Małgorzata Kidawa-Błońska, rzeczniczka sztabu PO. W nowym filmiku Platforma pokazuje tzw. obrońców krzyża przepychających się ze strażą miejską przed Pałacem Prezydenckim oraz fragment awantury wywołanej przez kibiców po  finałowym meczu Pucharu Polski w Bydgoszczy. Całość spina pytanie: „Oni pójdą na wybory. A Ty?".
– To czysta manipulacja w  ostatnim tygodniu kampanii  – mówi rzecznik PiS Adam Hofman. – PO najpierw udawała, że buduje, później podróżowała klimatyzowanym autokarem, a  teraz histeryzuje i straszy. Ja nie wiem, czy to jest najlepsza rekomendacja, by rządzić Polską. Platforma przekonuje, że nikogo nie straszy. – To jest spot skierowany do tych ludzi, którzy bardzo często mają jakiś pogląd polityczny, ale nie mają wystarczającej motywacji, żeby pójść wybierać – mówił w Katowicach premier Donald Tusk. – Nie od dziś wiadomo, że najlepiej mobilizują się ci, którzy są albo wściekli, albo mają jakąś taką negatywną emocję. Podkreślał, że spot ma uświadomić wszystkim, co może się stać w Polsce, jeśli ci „spokojni" wyborcy nie pójdą do urn.

Chwyt poniżej pasa?

– To próba zmobilizowania miękkiego elektoratu, a nie sięgnięcia po nowy – komentuje dr Sergiusz Trzeciak, specjalista ds. marketingu politycznego. – Na młodych i starsze pokolenie nie zadziała, oni mają inne oczekiwania. Taki obrazek może być skuteczny w przypadku średniego pokolenia, dla którego szczególnie ważne jest poczucie spokoju, bezpieczeństwa. Spot jeszcze nie kwalifikuje się jako czarny PR, bo mieści się w granicach bardzo ostrej kampanii negatywnej. Z tym nie zgadza się politolog dr Rafał Matyja. – Spot narusza elemantarne zasady prowadzenia uczciwej i rzetelnej kampanii – mówi „Rz". Tłumaczy, że pokazywane są działania ludzi, które wcale nie są autoryzowane przez PiS. – Pierwszy raz, by wzbudzić negatywne emocje, wykorzystano zwykłych ludzi, a nie polityków – zauważa. Podobnego zdania jest dr Jacek Kloczkowski, politolog z  Ośrodka Myśli Politycznej. – PiS równie dobrze mógłby nakręcić spot, w którym występowałby były członek PO Ryszard C., który w łódzkim biurze PiS zabił człowieka i krzyczał, że zamorduje Jarosława Kaczyńskiego, oraz ludzie, którzy przychodzili przed Pałac Prezydencki, by obrażać modlących się pod krzyżem ludzi – mówi. Jego zdaniem z takiego filmu wyborcy nie dowiedzą się niczego o programie ani o kandydatach. – Ma jedynie budzić złe emocje – dodaje Kloczkowski. – Chodzi o odzyskanie lewackich i antysystemowych wyborców Palikota – wskazuje Eryk Mistewicz, konsultant polityczny. Reklamówkę PO można już oglądać w telewizji. Z rozpowszechnianiem jej w sieci Platforma miała problem. W poniedziałek przed południem administracja portalu YouTube usunęła go z oficjalnego kanału PO „z powodu naruszenia regulaminu". Nie pojawił się ponownie do zamknięcia tego numeru „Rz".

Kto się boi PiS

Według ekspertów spot jest konsekwencją strategii PO, która znów zaczęła straszyć przejęciem władzy przez PiS. W weekend Tusk ostrzegał, że Polska może wówczas stać się drugą Grecją i tylko PO uchroni  kraj przed katastrofą. Z kolei szef MSZ Radosław Sikorski, komentując antyrządowe manifestacje kibiców, pisał w Internecie: „Trzeba się mocno zmobilizować, żeby nie rządzili nami łysi panowie" i zarzucał, że kibole są „bijącą ręką PiS". Celebryta Kuba Wojewódzki w najnowszym tygodniku „Wprost" zadeklarował zaś: „Boję się PiS", i wezwał młodych wyborców, by nie popierali partii Kaczyńskiego. Czy taka taktyka odniesie skutek? Zdania są podzielone. – Taka jest logika kampanii wyborczych. Straszenie jest bardziej skuteczne niż przekonywanie czy zasypywanie obietnicami – uważa dr Trzeciak. – Polacy są już znudzeni ciągłym straszeniem PiS. Przeciętnego Kowalskiego bardziej interesuje to, czy ma pracę i jakie są ceny, a nie kolejny odcinek tego samego serialu – mówi dr Kloczkowski.

„Mordo Ty moja"

Negatywnej kampanii nie brakowało przed poprzednimi wyborami. W 2007 r. PiS straszyło powrotem „układu". Wyemitowało słynny spot „Mordo Ty moja", w którym aktorzy odgrywali skorumpowanych biznesmenów. W innej reklamówce straszył, że PO po dojściu do władzy sprywatyzuje służbę  zdrowia, a do biednych nie będą przyjeżdżać karetki. Z kolei Platforma przygotowała spot, w którym zasugerowała, że rząd PiS odpowiada za 14 tys. ofiar wypadków drogowych. Jeszcze ostrzej było podczas wyborów prezydenckich w 2005 r. Jacek Kurski z PiS zarzucił kandydującemu Donaldowi Tuskowi, że jego dziadek w czasie II wojny wstąpił do Wehrmachtu. A kandydat SLD Włodzimierz Cimoszewicz wycofał się z wyborów po tym, gdy jego była asystentka Anna Jarucka zarzuciła mu, że złożył niezgodne z prawdą oświadczenie majątkowe. Podczas wyborów prezydenckich w 2000 r. sztab lidera AWS Mariana Krzaklewskiego wyemitował spot, w którym pokazano, jak współpracownik Aleksandra Kwaśniewskiego – Marek Siwiec – namawiany przez prezydenta po wyjściu z samolotu klęka i całuje ziemię w Kaliszu. Według większości komentatorów była to parodia papieża Jana Pawła II. W innym spocie AWS wykorzystał nagrania z Kwaśniewskim chwiejącym się nad grobami Polaków w Charkowie. – Przy stosowaniu negatywnych chwytów w kampanii trzeba być ostrożnym i wiedzieć, kiedy uderzyć – mówi dr Matyja. – Jak widać z tych przykładów, czasami przynosiła ona skutek, a innym razem zwracała się przeciwko jej autorom. masz pytanie, wyślij e-mail do autorów j.strozyk@rp.pl w.wybranowski@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA