fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

K-pop - moda na koreański pop

Grupa SHINee to popowi idole oraz ikony mody
AFP
Koreański pop podbija Azję. Chcą na nim zarobić zachodni wydawcy
Przed kamerą wiruje siedem dziewczyn wystylizowanych na laleczki. Błyskają światła, scenografia porusza się i migocze. Wokalistki tańczą w kole, co chwilę jedna z nich wchodzi do środka i śpiewa do kamery fragment zwrotki. Po koreańsku, tu i tam wtrącając angielskie słowo. To Rainbow – jedna z najpopularniejszych żeńskich grup popowych Korei Południowej. Dziewczyny noszą imiona siedmiu barw tęczy. Nazwa zespołu, wizerunek i przeboje zostały wymyślone przez wytwórnię.
Teledyski boys-bandów są nawet bardziej spektakularne: klipy TVXQ przypominają filmy sensacyjne, a wokaliści SHINee prezentują koreańskie haute couture. Takie grupy sprzedają ponad 20 mln płyt. Na punkcie przebojów z Korei, czyli K-popu, oszaleli Japończycy, Chińczycy, mieszkańcy Tajwanu, Filipin, Singapuru i Indonezji. Porwała ich „hallyu" – fala miłości do koreańskiej popkultury. Poza piosenkami Azjatów zachwycają opery mydlane, w których odważni i przedsiębiorczy bohaterowie robią szybkie kariery. Telewizyjne postaci świetnie wpisują się w czasy azjatyckiego boomu, podobnie jak młodzi popowi idole symbolizujący dynamizm gospodarki. Spektakularne premiery płytowe przyciągają do Seulu dziesiątki tysięcy fanów, albumy są wydawane w kilku wersjach językowych i ekskluzywnych okładkach.

Piosenka za 2 centy

Na trasach gwiazdy śpiewają trzy razy dziennie dla kilkunastu tysięcy widzów. K-pop to teraz jeden z najważniejszych produktów eksportowych kraju i trzecia, po Samsungu i Hyundaiu, rozpoznawana na świecie koreańska marka. Przynosi gospodarce ponad 2 miliardy dolarów rocznie. Koreański przemysł muzyczny korzysta z popowych schematów z Zachodu (Rainbow to siedmiogłowa Britney Spears, a SHINee są azjatycką reinkarnacją Backstreet Boys), ale rozwija je na niespotykaną skalę. SM Entertainment, największa koreańska wytwórnia (w 2010 r. sprzedała 60 mln płyt), rozsyła po kraju poszukiwaczy talentów. Młodzi i zdolni trafiają do specjalnej akademii, gdzie uczą się śpiewu, tańca i... jak być gwiazdą. Firma inwestuje w debiutujący zespół od kilkuset tysięcy do miliona dolarów. Teraz szykuje się do stworzenia z innymi azjatyckimi wytwórniami koncernu United Asia Management, który ma zmienić „hallyu" w globalną modę. Widownię nastoletnich gwiazd K-popu szacuje się na 2 mld osób. Ale sława ma i ciemną stronę – nastolatki pracują na niewolniczych kontraktach i zarabiają grosze. Podpisują, za zgodą rodziców, niekorzystne umowy na wyłączność i na długie lata tracą kontrolę nad karierą i zarobkami. Sytuację komplikuje specyfika koreańskiego rynku. Nawet wielomilionowa sprzedaż albumów nie przynosi zysków. W zaawansowanym technologicznie kraju (na 48,6 mln mieszkańców ponad 39,4 mln regularnie korzysta z Internetu) większość piosenek sprzedawana jest w formie cyfrowej. O ile jednak w USA za utwór w iTunes trzeba zapłacić około dolara, o tyle koreańskie serwisy pobierają tylko 6 centów (artysta otrzymuje 35 proc. tej kwoty, w przypadku grupy Rainbow 2 centy trzeba podzielić na siedem wokalistek). Ceny dumpingowe to efekt ostrej konkurencji z pirackimi portalami. Jedynym pewnym źródłem dochodów są wielkie koncerty i sprzedaż muzycznych gadżetów. SM Entertainment organizuje światowe trasy swoich gwiazd: w marcu dwie gale K-popu obejrzało w Paryżu 30 tys. osób. Występując w Japonii, muzycy mogą w ciągu tygodnia zarobić równowartość rocznej koreańskiej pensji. Grają też w serialach telewizyjnych i reklamach. Zagraniczni turyści przyjeżdżają do Seulu na premierę płyty idola, a wyjeżdżają z torbami pełnymi zachwalanych przez niego ubrań i perfum.

Lady Gaga bez szans

W Wielkiej Brytanii sprzedaż muzyki spadła w minionym roku o 10 proc., w Korei o tyle samo wzrosła, a fala „hallyu" przybiera na sile. To powody, dla których K-popem interesują się światowe wytwórnie, takie jak Universal i EMI, oraz pierwszoligowi producenci, np. Will I Am z Black Eyed Peas. Universal sprzedaje Koreańczykom utwory europejskich i amerykańskich autorów. Są tam wydawane w kilku wersjach i sprzedawane w wielomilionowych nakładach. Natomiast japoński oddział EMI podpisał kontrakt z SHINee, grupa świętowała wydanie nowej płyty w bitlesowskim studiu przy Abbey Road. Koreańskie gwiazdy chętnie uczą się na zachodnich wzorcach, ale azjatycka publiczność nie jest zainteresowana muzyką z Europy i Ameryki. Pokochała własne gwiazdy, Lady Gaga nie ma tam szans. Koreański rząd wspiera modę na K-pop m.in. poprzez walkę z piractwem i granty na promocję muzyki w innych krajach. Do Korei Północnej płyty z K-popem i serialami szmuglowane są z narażeniem życia. Roh Moo-hyun, zmarły w 2009 r. prezydent Korei Południowej, mawiał, że „hallyu" zjednoczy kiedyś półwysep.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA