Świat

Bez cyrków z tarczą antyrakietową

Nie ma nic złego w tym, że Polska chce w sprawie tarczy antyrakietowej negocjować twardo. Powinniście jednak unikać twardości na pokaz. Powinniście ustalić, co chcecie osiągnąć, i dążyć do tego celu, a nie prężyć muskuły i wymachiwać szabelką. Politycy zaś muszą mieć odwagę powiedzieć Polakom: rozmieszczenie elementów tarczy leży w interesie bezpieczeństwa Polski - mówi Jonathan Eyal, brytyjski ekspert ds. obronności
Rz: Tarcza antyrakietowa ma chronić USA przed atakiem ze strony tzw. państw zbójeckich, głównie Iranu. Ale atak na USA rakietą balistyczną z terytorium Iranu jest niemożliwy. Nie ma szansy, by wystrzelona z tego kraju rakieta - nawet o niezwykłej mocy - przeleciała nad terytorium Europy i spadła w USA. A skoro tak, to przed czym albo przed kim ta tarcza ma chronić?
Jonathan Eyal: Nie bronimy się wyłącznie przed Iranem, ale różnymi innymi państwami zbójeckimi, które mogą wejść w posiadanie głowic nuklearnych. Ale przecież skuteczny atak nuklearny to nie strzał z pistoletu czy czołgu. Trzeba ogromnych środków, przygotowań, specjalistów. Gdzie jest ten wróg, przed którym się bronimy?
Dziś największym zagrożeniem jest Iran. Ale w przyszłości mogą pojawić się nowe zagrożenia. Trudno przewidzieć, jaki to będzie kraj i z jakiej odległości zostanie wystrzelona rakieta w naszym kierunku. Poza tym klasycznym błędem, który popełnia wielu ludzi na Zachodzie, jest przekonanie, że spór z Iranem dotyczy wyłącznie Stanów Zjednoczonych. A ten spór dotyczy całego świata Zachodu. Jeśli Europa zostałaby wystawiona na zagrożenie nuklearne, to do kogo zwróciłaby się o wsparcie? O czym my właściwie rozmawiamy? Przecież atak nuklearny ze strony Iranu spowodowałby całkowite zniszczenie tego kraju przez Amerykanów, i to w ciągu kilku minut. Dlaczego zakładamy, że prezydent Ahmadineżad jest szaleńcem, gotowym poświęcić życie milionów ludzi? Oczywiście, gdyby Iran zaatakował jakiś kraj zachodni, to zostałby natychmiast zniszczony. Jednak pamiętajmy, że broń nuklearna jest przede wszystkim bronią polityczną. Nie chodzi o to, czy rzeczywiście można wystrzelić rakietę z głowicą nuklearną, ale o to, że można grozić takim potęgom jak Europa czy Stany Zjednoczone. Iran zapewne nie zdecyduje się na atak, ale gdyby miał broń nuklearną, to stwarzałby zagrożenie polityczne o ogromnych konsekwencjach. Jakiego rodzaju? Na przykład dla uczestnictwa Europy w rozwiązywaniu kryzysów na Bliskim Wschodzie, dla stosunków Europy ze Stanami Zjednoczonymi. Podczas zimnej wojny mieliśmy takie powiedzenie "Better red than dead" (lepiej być czerwonym niż martwym). Grozi nam podobny rodzaj argumentacji. Jeśli go przyjmiemy, Zachód zostanie poważnie osłabiony i konsekwencje tej słabości będą dla nas tragiczne. W trakcie zimnej wojny mieliśmy podobną debatę na temat systemu antyrakietowego. Ronald Reagan zamierzał zbudować system przez krytyków nazwany wojnami gwiezdnymi, ale mu się nie udało. Czy to doświadczenie nie powinno ostudzić zapałów zwolenników tarczy antyrakietowej? Dzisiaj modne jest wyśmiewanie "wojen gwiezdnych" i twierdzenie, że były one kompletną porażką oraz że dlatego się z nich wycofano. To nieprawda. Po pierwsze, program budowy systemu antyrakietowego zapoczątkowany w 1983 roku przez Reagana nigdy nie został całkowicie zaniechany - prace o różnym natężeniu trwały bez przerwy. Po drugie, "wojny gwiezdne" odegrały poważną rolę w przekonaniu Sowietów, że nie mają szans dogonić militarnie Stanów Zjednoczonych. Zmieniły psychikę naszych wrogów i dokładnie to samo próbujemy dziś osiągnąć za pomocą systemu zwanego tarczą antyrakietową. Chcemy im powiedzieć: owszem, możecie z nami prowadzić wyścig zbrojeń, ale nie macie szans go wygrać. Jedną z bardziej ujmujących cech polityki Reagana w tej dziedzinie był fakt, że po wyprodukowaniu systemu antyrakietowego chciał podzielić się tą technologią z Rosjanami. Przynajmniej tak deklarował. Może gdyby Amerykanie zdobyli się dziś na podobną deklarację, budowa tarczy antyrakietowej nie spotykałaby się z taką krytyką? Nie wydaje mi się, żeby ta ujmująca - jak pan to określił - cecha polityki Reagana miała być zrealizowana. Ronald Reagan był skomplikowanym człowiekiem. Przeszedł do historii jako prezydent, który wygrał zimną wojnę, ale miał również specyficzne podejście do spraw nuklearnych. Głęboko i szczerze wierzył w rozbrojenie nuklearne i w możliwość prawdziwego partnerstwa między Rosją i USA. Upłynęło jednak wiele lat. Moim zdaniem Stany Zjednoczone nie powinny dzielić się swoimi technologiami z Rosją reprezentowaną przez Władimira Putina. Ale Putin przedstawia sensowne argumenty. Przecież to nie Rosja buduje system rakietowy u granic USA, tylko Amerykanie u granic Rosji. Może Rosjanie mają prawo czuć się pomijani i lekceważeni? Rosjanie nie budują co prawda baz wokół USA, ale aktywnie wspomagają kraje stanowiące zagrożenie dla Zachodu. Jeśli naprawdę zależy im na nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, to dlaczego nie naciskają na Iran? Dlaczego nie wspierają rezolucji ONZ domagających się wstrzymania programu nuklearnego prowadzonego przez to państwo? Dlaczego sprzedają broń krajom, których jedynym wspólnym mianownikiem jest antyamerykanizm? Rosjanie ciągle uważają Stany Zjednoczone za główne zagrożenie, czego przykładem była wypowiedź Putina w Monachium. Dziś, 20 lat po zakończeniu zimnej wojny, Rosja mogłaby być pełnym sojusznikiem Zachodu w każdej dziedzinie. Gdyby tylko chciała. Ale nigdy nie chciała, bo nigdy nie była do tego przekonana. Jakie korzyści odniosłaby Polska, gdyby zgodziła się na zainstalowanie na swoim terytorium elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej? Oznaczałoby to, że wasz kraj wspólnie z innymi państwami europejskimi jest gotów stawić czoło zagrożeniom i nie traktuje spraw bezpieczeństwa w kategoriach czysto narodowych. Po drugie, byłby to sygnał, że Europejczycy są gotowi podjąć wspólne ze Stanami Zjednoczonymi ryzyko. Nawiasem mówiąc, kuriozalne są argumenty mówiące: nie instalujmy u nas tarczy, bo staniemy się obiektem ataku terrorystów. W domyśle: niech inni ją zainstalują, to terroryści uderzą w nich. Rakiem, który drąży Zachód, jest chęć wymigania się od odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo. To jest wyraz jakiejś naszej małości, braku charakteru. Po trzecie, zgoda na uczestnictwo w systemie obrony antyrakietowej byłaby wyraźnym sygnałem, że członkostwo w NATO jest równe dla wszystkich. Dziś wygląda nawet tak, że to nowi członkowie z byłych państw komunistycznych biorą więcej odpowiedzialności za sprawy bezpieczeństwa niż starzy. Podział na Zachód i Wschód kontynentu przestaje mieć znaczenie w ramach sojuszu północnoatlantyckiego. Zainstalowanie tarczy w Polsce wywołałoby jednak ostre zadrażnienia w stosunkach z Rosją. Jak pana zdaniem Rosja na to odpowie? Powoływanie się na gniew Rosji to najgorszy z możliwych argumentów. Rosja akceptuje status quo w Europie tylko dlatego, że nie ma możliwości go zmienić. Jeśli znajdzie choćby cień szansy, to podejmie taką próbę. To jest kraj, który ciągle nie pogodził się z utratą imperium i który będzie dążył do odbudowania swoich wpływów. To są realne zagrożenia ze strony Rosji i są one ważniejsze niż wszelkie debaty natury wojskowej. Czy w dającej się przewidzieć przyszłości ten obraz Rosji może się poprawić? Obawiam się, że nie. Przemówienie Putina w Monachium pokazało, że jesteśmy skazani na coś w rodzaju dialogu głuchych. Rosja nie może zrobić nic w sensie militarnym, żeby zagrozić Zachodowi. Ale my nie możemy zrobić nic w sensie politycznym, aby zmienić Rosję. Rosyjska elita polityczna wciąż uważa, że rozpad ZSRR nie był wyzwoleniem kraju spod jarzma komunizmu, tylko - by zacytować prezydenta Putina - "katastrofą". Związek Radziecki pozostaje ucieleśnieniem wielkości Rosji. Rosjanie wierzą w dane im przez Boga prawo do posiadania kolonii, stref wpływów itd. Nie podzielają naszej wizji świata ani naszych wartości moralnych i są z tego dumni. Rosja jest krajem europejskim wyłącznie w sensie geograficznym. W niemal każdym innym - nim nie jest. Pan jest zwolennikiem instalowania tarczy w Polsce. Jak przekonałby pan niechętnych temu pomysłowi? Można zadać im pytanie: a jaka jest alternatywa? Czy uważają, że Zachód powinien poddawać się szantażowi ze strony takich ludzi jak prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad? Czy na poważnie uważamy, że pokojowa przyszłość Zachodu jest nam dana raz na zawsze? Czy jeszcze raz chcemy udzielić Moskwie prawa weta w sprawie naszego bezpieczeństwa? Zdaję sobie sprawę, że pytania można zadać inaczej, a odpowiedzi nie zawsze będą jednoznaczne. Jednak w sprawach obronności nie ma jednoznacznych wyborów. Czasami wybór jest między dwoma średnimi - albo nawet złymi - rozwiązaniami. W Polsce mamy obecnie tendencję do prowadzenia twardych negocjacji z Amerykanami. Czy to dobra taktyka? Byłbym ostrożny z tą twardością. Zdaję sobie sprawę, że szczególnie po rezygnacji ministra Sikorskiego takie głosy w Polsce dominują. I nic złego w tym nie ma, że Polska, jeden z największych krajów NATO, chce negocjować twardo. Powinniście jednak unikać twardości na pokaz. Powinniście ustalić, co chcecie osiągnąć, i dążyć do celu, a nie prężyć muskuły i wymachiwać szabelką. Tego rodzaju cyrk polityczny nie zbuduje wiarygodności Polski. Politycy powinni mieć na tyle odwagi, by powiedzieć Polakom: tak, będziemy negocjować twardo, ale ostatecznie rozmieszczenie elementów tej tarczy leży w interesie bezpieczeństwa Polski. Ale ten cyrk, jak go pan nazywa, podoba się wielu ludziom. Tak, tylko że wielkość polityka polega na tym, że potrafi wsłuchać się w oczekiwania opinii publicznej, ale nie idzie bezkrytycznie za jej głosem. Rosjanie nie budują co prawda baz wokół USA, ale wspomagają kraje stanowiące zagrożenie dla Zachodu. Jeśli naprawdę zależy im na nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, to dlaczego nie naciskają na Iran?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL