fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Transport publiczny i podwyżki cen biletów

Prezes stowarzyszenia SISKOM
__Archiwum__
Rozmowa: Jan Jakiel, ekspert w dziedzinie komunikacji miejskiej
W całej Polsce drożeją bilety na komunikację miejską. Podwyżki były już m.in. we Wrocławiu, Krakowie, Białymstoku i Legnicy. Od tego tygodnia więcej za przejazdy płacą warszawiacy. Czy to skutek kryzysu?
Jan Jakiel: Bilety drożeją, bo wzrasta cena paliwa. Ten mechanizm najbardziej odczuwają mieszkańcy mniejszych miast, które w ostatnich latach rozwijały głównie komunikację autobusową. Poza tym komunikacja miejska w Polsce jest na ogół zaniedbana i miasta muszą wydawać dużo pieniędzy, żeby utrzymać liczebność taboru.
Jest mało nowych inwestycji.
Od 30 lat w kraju nie powstała ani jedna nowa zajezdnia tramwajowa. Pieniędzy rzeczywiście brakuje, ale podnoszenie cen biletów jest pójściem na łatwiznę, bo oszczędności można znaleźć gdzie indziej.
Gdzie?
Przede wszystkim komunikacja miejska powinna być uprzywilejowana w ruchu. Obliczyliśmy np., że w Warszawie wprowadzenie systemu, który sprawia, że nadjeżdżający tramwaj ma automatycznie zielone światło, mogłoby przynieść nawet 400 mln zł rocznie. Skrócenie czasu przejazdu oznacza bowiem, że co kilka minut odzyskujemy jeden skład i tę samą trasę może obsługiwać mniej tramwajów. To samo dotyczy autobusów.
Które miasta najlepiej sobie radzą z organizacją komunikacji miejskiej?
Najlepiej wypada Kraków, gdzie dziesięć lat temu przeprowadzono dobrze zaplanowaną reorganizację sieci komunikacyjnej. Dobrze egzekwuje się tam kary za zastawianie torów tramwajowych samochodami. Negatywnym przykładem jest Lublin, w którym transport publiczny kuleje, a rada miasta blokuje wprowadzenie opłat za parkowanie w centrum. Przez to brakuje pieniędzy na inwestycje.
Kilka europejskich miast zrezygnowało z pobierania opłat za korzystanie z komunikacji miejskiej. Czy takie rozwiązanie byłoby możliwe w Polsce?
Darmową komunikację wprowadziło Hasselt w Belgii. Teraz samochodami jeździ tam 10 proc. mieszkańców, czyli tylko ci, którzy naprawdę muszą. W dużych polskich miastach raczej nie dałoby się tego wprowadzić, bo nawet przy rozsądniejszej polityce transportowej nie starczyłoby na to pieniędzy, a transport publiczny jest na granicy wydolności.
—rozmawiał Adam Tycner
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA