fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Trzeba ryzykować, by to funkcjonowało

Czesław Lang, dyrektor Tour de Pologne i Janusz Majcher, burmistrz Zakopanego
Fotorzepa, Bartłomiej Jurecki Jurecki Bartłomiej Jurecki
Wywiad z Czesławem Langiem – byłym kolarzem (wicemistrzem olimpijskim z Moskwy z 1980 r. w wyścigu szosowym); dyrektorem firmy Lang Team, która m.in. organizuje kolarski Tour de Pologne – największą, cykliczną imprezę sportową w Polsce
- Co to jest Lang Team?
- LangTeam to biuro organizacji imprez sportowych, spółka z o.o., istnieje już prawie 20 lat. Organizujemy nie tylko Tour de Pologne, ale też inne imprezy sportowe, m.in. Skandia Maraton Lang Team oraz wyścigi na rowerach górskich Plus Grand Prix MTB. Oprócz tego od 18 lat jesteśmy przedstawicielstwem firmy Lampre – producenta blachy powlekanej plastikiem, wykorzystywanej m.in. w sprzęcie AGD. W Kutnie, w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej budujemy fabrykę i myślę, że pod koniec tego roku zacznie się produkcja. Mamy też gospodarstwo rolne – hodujemy owce pomorskie, a także produkujemy orkisz.
- Jaką część w prowadzonej przez pana działalności gospodarczej zajmuje organizowanie imprez kolarskich, a zwłaszcza TdP?
- Organizacja imprez kolarskich to moja pasja. Gdy 19 lat temu zaczynaliśmy robić TdP była to impreza nieznana; trzeba było bardzo dużo inwestować w organizację, w promocję, a także w to, by przywrócić popularność kolarstwa. Miałem restaurację, prowadziłem salon rowerowy, miałem też przedstawicielstwa firm sportowych. W pewnym momencie zobaczyłem, że nie można robić zbyt dużo na raz i akurat podpisałem dobrą umowę o współpracy z grupą Lampre. Zacząłem budować ten rynek i to już była dla mnie jakaś stabilizacja. Pomyślałem przy tym, że można zorganizować imprezę sportową, która będzie się rządziła takimi prawami, jak Tour de France, czy Giro d'Italia.
- Czy pański przypadek nie jest wyjątkiem potwierdzającym regułę, że w Polsce sport wciąż w małym stopniu traktuje się jako sposób na zarabianie pieniędzy? Dziś wyścig Dookoła Polski należy do najbardziej prestiżowych imprez kolarskich świata...
- A proszę spojrzeć na geografię tych wyścigów: Beneluks, Francja, Hiszpania, Włochy, Szwajcaria, Australia i... Polska. I to już wszystko. W tym roku nie ma Niemiec; może wrócą; doszła Kanada, a chcą też dołączyć kraje azjatyckie – Chiny może nawet w tym roku. Wielkie imprezy kolarskie to biznes dla jednej i drugiej strony. My to organizujemy, ale w trakcie promujemy firmy, które z nami współpracują. Mam np. satysfakcję, że Fiat jest z nami od samego początku. Zmieniali się prezesi, dyrektorzy marketingu, ale uznali, że to jest dla nich taka reklama, że to się opłaca. Skandia, z którą podpisaliśmy umowę na kolejne 4 lata, uznała, że kolarstwo pasuje do ich strategii, ich wizerunku: to sport rodzinny, masowy, łatwy do uprawiania; na Skandia Maraton przyjeżdżają 4-latkowie, ale i ludzie ponad 80-letni. Od kilkunastu lat jest z nami Plus; układa się współpraca z  BGŻ-em i Tauronem.
- Czy w wypadku Fiata i Skandii te decyzje zapadały na poziomie ścisłego kierownictwa tych spółek, czy tu, na poziomie krajowym?
- Na pewno Turyn też musiał to zatwierdzić, ale później, gdy się okazało, że pieniądze zostały korzystnie wydane, to współpraca układa się do dziś. Obecnie, gdy kończy się TdP, mamy zamówione szczegółowe badania opisujące ekspozycję w mediach i wartość medialną poszczególnych sponsorów, a także miast etapowych.
- Czy mieszkańcy tych miast współfinansują sobie te atrakcje? Ile w ogóle kosztuje TdP?
- Tak; samorządy dokładają się. Całość etapu to duży koszt; w wyścigu jedzie 1200 osób, które trzeba zakwaterować, wyżywić itd.; do tego dochodzą nagrody. Wkład samorządu to ok. 15-20 procent kosztów etapu. W zamian dane miasto ma dużą promocję, a także daje swoim mieszkańcom dobre widowisko. W ub. roku około 2,5 mln ludzi obejrzało wyścig na żywo. Utkwił mi w pamięci etap z Sosnowca do Katowic; na całej długości ludzie stali po obu stronach jezdni. Kiedyś samorządy bardzo niechętnie z nami współpracowały, dziś tworzy się kolejka do organizacji etapu TdP.
Koszt całej imprezy pozostaje na zbliżonym poziomie od 3 lat – ok. 13 milionów złotych, czyli nieco ponad 3 mln euro. To nie tylko gotówka, ale też wszelkie bartery i działania promocyjne. Zdecydowana większość środków pochodzi od sponsorów; jeśli chodzi o podmioty publiczne – oprócz samorządów organizację wyścigu wspiera Polska Organizacja Turystyczna. Dla porównania władze Turcji na wyścig dookoła tego kraju wydają ok. 5-6 mln euro, głównie żeby przy okazji promować Turcję.
- Czy wyścig Dookoła Polski zarabia na siebie. Jeśli tak, od kiedy?
Na to, by TdP zaczął przynosić zyski trzeba było czekać ok. 12-13 lat. Najbardziej byłem przygnębiony 3 lata temu, gdy – już będąc w kalendarzu Pro Tour – z powodu kryzysu z 5 głównych sponsorów trzej się wycofali. Musieliśmy zaciągnąć kredyt w banku licząc, że rok później sytuacja się nie powtórzy. Trzeba ryzykować, żeby to wszystko funkcjonowało; tak już jest w biznesie. Dziś wyścig zarabia na siebie, ale wciąż jest jedną, wielką inwestycją. Od ubiegłego roku promujemy TdP w Eurosporcie. To dużo kosztuje, naprawdę dużo, ale to się zwraca.  Najlepszy przykład: pierwszy tegoroczny etap, z metą w Warszawie – około dwóch godzin przekazu z samej stolicy, transmisja w Eurosporcie w 60 państwach, w 20 wersjach językowych. W tym roku dostarczamy grafiki najważniejszych obiektów w danym mieście tak, by każdy komentator miał szczegółowy opis wszystkich miejsc. I tak pokażemy m.in. Warszawę, Katowice, Zakopane i Kraków w tych wszystkich państwach. Od 6 lat TdP jest realizowany tak jak Tour de France. Udało się nawiązać stałą współpracę z Telewizją Polską, która korzysta z usług firmy realizującej Wielką Pętlę. Przekonaliśmy ich, że to jest element ich misji.
- Ile z dzisiejszej perspektywy stracili ci, którzy kiedyś mieli propozycję sponsorowania TdP, ale odrzucili ją?
- Rentowność wyścigu wzrosła z jakichś 5-10 proc. pod koniec poprzedniej dekady do ok. 15-20 proc. Bardzo istotne jest to, że od 6 lat jesteśmy w kolarskiej lidze mistrzów (cykl World Tour – red.) i nasza ranga stale rośnie. Wierzę, że tak będzie dalej i dlatego – jeśli mamy jakąś nadwyżkę – wkładamy środki w podnoszenie poziomu TdP, a także w jeszcze większą promocję, bo wyścig Dookoła Polski to jeszcze taka duża inwestycja.
- Kiedy przestanie nią być?
- Myślę, że jeśli uda nam się utrzymać obecny poziom rozwoju to jest to kwestia 3 lat. Jeśli jeszcze do tego dojdzie – a to bardzo ważny element – wynik sportowy polskiego kolarza, to wtedy zrobi się taka impreza, że już nie będziemy szukali sponsorów, a będziemy ich sobie dobierać. W TdP jeździli wszyscy, którzy w tym roku walczyli o zwycięstwo w Tour de France. Dziś jest kolejka zawodników i ekip, które chcą przyjechać. W tym roku po raz pierwszy mamy w peletonie przedstawicieli wszystkich, sześciu kontynentów. Niektórzy z tych blisko 200 kolarzy ciągną za sobą dziennikarzy, jak choćby były mistrz świata Tom Boonen. Tym samym rośnie liczba przekazów i my możemy to fantastycznie wykorzystać. Wspólnie mamy produkt – sport, dzięki któremu możemy pokazywać Polskę na świecie, promować nasz kraj.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA