fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Felieton Roberta Mazurka o pedofilach

Uff, nie wiem, czy zdążyłem, bo choć piszę te słowa jeszcze za panowania Węgrów, to ukażą się, gdy Europą rządzić będą Donald Tusk, Bronisław Komorowski i jego żona Prezydencja. Więc od dziś buzia w ciup: Naród z Partią, Partia z Narodem! A kto inaczej, ten zdrajca i wszetecznik.
Po prostu, jak nam powiedziano, nie godzi się krytykować rządu, gdy na swych barkach dźwiga trud nie tylko 40 milionów Polaków, ale i kilkuset milionów Greków, Niemców i Lapończyków, a jego władztwo rozpościera się od Tallina po Gibraltar i od Salonik po Grenlandię. Najbardziej z tej wykładni cieszyć się powinien Jarosław Kaczyński, bo gdyby jakimś cudem wygrał wybory (ale bez obaw, nawet on tego nie chce), to i jego okres ochronny by objął.
Zanim jednak do wyborów dojdzie, wskazówek co do tego, jakiego języka wolno w czasie tej kampanii używać, a jakiego nie, udzieliła prokuratura. Jak wiemy, pisanie na murach "j...ć rząd" czy sugerowanie premierowi, że brak mu jodu i cierpi na matołectwo, jest przestępstwem poważnym, ściganym z urzędu i karanym więzieniem, choć niestety tylko w zawieszeniu. Ale nie jest tak, że u nas od razu Białoruś, reżim i totalitaryzm.
Na przykład można polityków nazywać pedofilami. No, spokojnie, nie wszystkich od razu. Na razie Kaczyńskiego można, ale od kogoś trzeba zacząć. Na wszelki wypadek warto co prawda dodać słówko "politycznymi", co wymowy nie zmienia, bo wszystko, co polityk robi, jest polityczne, no nie? W każdym razie warszawska prokuratura uznała, że słynne słowa Tomasza Nałęcza nie obrażały ani Kaczyńskiego, ani młodzieżówki PiS. "Brak jest interesu społecznego objęciem ścigania tego czynu przez prokuraturę" – oznajmiła błyskotliwą polszczyzną rzeczniczka prokuratury Monika Lewandowska.
I tu z panią prokurator zgodzić się trzeba. Zaiste, nie ma prokuratura interesu, by ścigać tych, którzy źle mówią o Kaczyńskim, oj, nie ma. A co do meritum, to ja też, całkiem serio, uznaję, że ściganie prof. Nałęcza za barwny – ale i tak dużo mniej niż przed wojną – język byłoby absurdem.
Zastanawiam się tylko, o której wstałby następnego dnia śmiałek nazywający na przykład premiera Tuska fetującego Władysława Bartoszewskiego "politycznym gerontofilem"? I czy to poranne budzenie nie odbyłoby się na koszt podatnika.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA