Nagroda 'Rzeczpospolitej' im. Jerzego Giedroycia

Prof. Osadczuk laureatem nagrody „Rzeczpospolitej” im. Jerzego Giedroycia

Laudację wygłosił Jerzy Pomianowski
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Profesor Bohdan Osadczuk, jeden z najgorętszych rzeczników pojednania polsko-ukraińskiego, został wczoraj laureatem Nagrody im. Jerzego Giedroycia, przyznawanej przez redakcję „Rzeczpospolitej”. – Nie reprezentuję nikogo i niczego poza testamentem Giedroycia – mówił wzruszony, odbierając nagrodę. Gratulacje złożył mu prezydent Lech Kaczyński.
– To, co jest testamentem Giedroycia, i to, o czym pan pisał przez wiele lat, jest dzisiaj w Polsce realizowane. Dzisiaj jest to dla nas sprawa oczywista, ale 40 – 50 lat temu wcale nie było czymś oczywistym pisanie o wolnej Ukrainie czy mówienie o polskiej polityce wschodniej w PRL. Pan to robił i za to panu profesorowi i całemu środowisku paryskiej „Kultury” z całego serca dziękujemy – mówił prezydent do Osadczuka.
Lech Kaczyński przypomniał myśl Giedroycia, że pozycja Polski na Zachodzie zależy w ogromnym stopniu od tego, jaka jest nasza pozycja na Wschodzie. Dodał, że nasze relacje z państwami zza wschodniej granicy, w tym także z Rosją, są dziś lepsze niż dwa lata temu. – Nadal jesteśmy rzecznikiem Ukrainy w Europie. I życzę nam wszystkim, abyśmy wspólnie dożyli dnia, w którym Ukraina będzie członkiem NATO i Unii Europejskiej – zakończył. Prof. Osadczuk, odbierając nagrodę od Pawła Lisickiego, redaktora naczelnego „Rz”, powiedział: „nie reprezentuję nikogo i niczego poza testamentem Giedroycia”.W uroczystości, którą prowadził znany aktor Michał Żebrowski, uczestniczyło wielu byłych i obecnych polityków. – Jestem człowiekiem wychowanym na „Kulturze”, więc fakt, że nagrodę dostał właśnie prof. Osadczuk, jest dla mnie bardzo dużym wydarzeniem. Reprezentuje on szkołę myślenia i kultury politycznej, którą chciałoby się w Polsce odtworzyć – powiedział „Rzeczpospolitej” senator Zbigniew Romaszewski. A była senator Olga Krzyżanowska dodała, że prof. Osadczuk „jest jednym z tych wspaniałych ludzi, którzy idee Giedroycia przechowali przez lata”. – Niestety, mam wrażenie, że to pokolenie już odchodzi. Ktoś powinien przejąć tę pałeczkę. Mam nadzieję, że niedługo tę nagrodę otrzyma przedstawiciel młodszego pokolenia – mówiła.
Zygmunt Berdychowski, jeden z nominowanych do Nagrody im. Giedroycia, nie czuje się przegrany. – Dla mnie wielkim zaszczytem było już to, że znalazłem się w tym samym gronie co tak wielki człowiek jak Bohdan Osadczuk. Dla niego ta nagroda to uhonorowanie całej życiowej działalności – podsumowuje. Bohdan Osadczuk jest siódmym laureatem Nagrody „Rzeczpospolitej” im. Giedroycia przyznawanej osobom zasłużonym dla polskiej racji stanu, które w działalności publicznej kierują się m.in. troską o sprawy publiczne, umacnianiem Polski w demokratycznej wspólnocie europejskiej oraz kultywowaniem dobrych stosunków z państwami Europy Środkowej i Wschodniej. Urodzony w 1924 roku, w czasie II wojny wstąpił do AK.Brał udział w powstaniu warszawskim. – Dla mnie i mojego pokolenia AK i państwo podziemne były szkołą obywatelskiego myślenia. Lekcją odpowiedzialności i demokracji – mówił w czasach „Solidarności”, którą uznał za kolejne pokojowe powstanie narodowe. Po wojnie skończył studia historyczne. W 1950 roku został wykładowcą KUL. W 1956 założył warszawski Klub Inteligencji Katolickiej. W latach 80. działał w „Solidarności”, by po wprowadzeniu stanu wojennego zaangażować się w jej tajne struktury. Po 1989 roku był m.in. członkiem Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie. Napisał wiele syntez dziejów chrześcijaństwa w Polsce oraz prac poświęconych historii naszej części Europy. To on wprowadził do międzynarodowego obiegu naukowego pojęcie Europy Środkowo-Wschodniej. Twórca Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej. Odznaczony m.in.Orderem Orła Białego, Krzyżem Virtuti Militari, Krzyżem Walecznych. Otrzymał też polsko-litewską Nagrodę Obojga Narodów i polsko-ukraińską Nagrodę Pojednania. „Karta”, która powstała 4 stycznia 1982 roku, na początku była skromną podziemną gazetką, by po kilku miesiącach przekształcić się w niezależny almanach prezentujący postawy ludzi szukających wolności w świecie dyktatur. – Byli wśród nas teatrolodzy, polonistka, socjolog, inżynier, ale żadnego historyka – wspominał Zbigniew Gluza, inicjator pisma i jego redaktor naczelny. W 1987 roku z inicjatywy Gluzy i „Karty” we współpracy z kilkoma nielegalnymi organizacjami powstało Archiwum Wschodnie, które dokumentuje losy Polaków w ZSRR oraz opracowuje imienny Indeks Represjonowanych. – „Karta” opisuje przeszłość przez losy pojedynczych ludzi, rodzin, małych grup. To istotne novum w uprawianiu i prezentacji historii – chwalił prof. Andrzej Paczkowski. – „Karty” otwarcie się na sąsiadów doskonale pasuje do myśli i intencji Jerzego Giedroycia. Sam Zbigniew Gluza, który od 2002 roku przewodniczy także Radzie Archiwów Społecznych, poproszony, by w trzech słowach scharakteryzował ośrodek KARTA, odrzekł: – Wola, determinacja, nadzieja. Historyk z wykształcenia funkcję sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa pełni od 1 września 1992 roku. Na początku mawiał, że jest na etacie „sprzątaczki po Peerelu”, bo w tamtym czasie mierzył się z fałszywymi tablicami pamiątkowymi, niechcianymi pomnikami, które pozostały po upadłym ustroju. Co i rusz wybuchały tłamszone latami konflikty z mniejszościami narodowymi, głównie z ukraińską i niemiecką, na tle upamiętniania historii. Najtrudniejszym zadaniem było upamiętnienie polskich jeńców wojennych wymordowanych przez NKWD w Katyniu. Mimo niechęci władz Rosji w Katyniu, Miednoje i Charkowie wybudowano cmentarze wojenne. Do sukcesów Andrzeja Przewoźnika i Rady należy także rekonstrukcja Cmentarza Obrońców Lwowa, budowa pomnika w Ponarach pod Wilnem, cmentarza w Porycku na Wołyniu, odbudowa zbiorowej mogiły w Jedwabnem, upamiętnienie hitlerowskiego obozu zagłady w Bełżcu. Z inicjatywy Rady odnowione zostały m.in. cmentarze na szlaku żołnierzy gen. Andersa od Uzbekistanu i Kazachstanu po Indie i Afrykę Marek Karp, historyk, nagrodę dostał pośmiertnie. W latach 80. był związany z redakcjami: „Wiedza i Życia”, „Res Publica”, „Znak”. Już wtedy zajmował się głównie tematyką krajów wschodnich. Wielokrotnie wyjeżdżał na Litwę, by wspierając tamtejszy ruch niepodległościowy, zabiegać, by poparli je także Polacy mieszkający na Wileńszczyźnie. W 1990 roku wraz z grupą współpracowników przy Ministerstwie Współpracy Gospodarczej z Zagranicą powołał do życia Ośrodek Studiów Wschodnich, którego został dyrektorem. Celem ośrodka od początku było monitorowanie oraz analiza politycznej, ekonomicznej i społecznej sytuacji w państwach Europy Środkowej i Wschodniej, na Bałkanach oraz na Kaukazie i w Azji Centralnej. – Mało kto w Polsce zrobił tyle dla lepszego poznania Wschodu przez Polaków i Polaków przez Białorusinów, Litwinów, Ukraińców. Mało kto tak bardzo starał się praktycznie pomóc ujarzmionym narodom Związku Sowieckiego w wybiciu się na niepodległość – stwierdziła kapituła, przyznając Markowi Karpowi Nagrodę im. J. Giedroycia. Poetka i tłumaczka, urodziła się w Moskwie. – Należałam do pokolenia, które zachowało stosunkowo dobrą kondycję psychiczną, bo ideologia komunistyczna jeszcze do nas nie przyrosła, nie stała się naszą drugą skórą, której nie sposób zedrzeć. Z tej generacji część wybrała emigrację wewnętrzną, a część cynicznie robiła kariery – wspomina. Stała się legendą antysowieckiej opozycji i gorliwą obrończynią praw człowieka. Wydawała własny biuletyn „Kronika wydarzeń bieżących”, w którym dokumentowała naruszanie praw człowieka w ZSRR. W sierpniu 1968 roku, na placu Czerwonym w Moskwie, wzięła udział w demonstracji przeciwko agresji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację, za co trafiła do szpitala psychiatrycznego. W 1975 r., kiedy władza radziecka zmusiła ją do emigracji, osiedliła się w Paryżu. W 1992 r. została laureatką nagrody polskiego Pen Clubu za wybitne osiągnięcia w przekładach literatury polskiej. Tłumaczyła m.in. Herlinga-Grudzińskiego, Konwickiego, Hłaskę, Norwida, Baczyńskiego, Miłosza. W 2005 roku przyjęła polskie obywatelstwo. Zadebiutował przed wojną w socjalistycznym piśmie „Młodzi idą”. W 1939 roku jako aktywista Gwardii Robotniczej został zwerbowany do pracy w Donbasie (dzisiejsza Ukraina). W ZSRR uzyskał dyplom lekarza, ale mawiał potem, że „wziął ślub z medycyną, a dzieci miał z literaturą”. Publikował m.in. w „Nowych Widnokręgach”, organie Związku Patriotów Polskich. Do Polski wrócił jako żołnierz armii Berlinga. Wstąpił do PPR. Do 1966 roku był członkiem PZPR, z której wystąpił, protestując przeciwko wyrzuceniu z partii Leszka Kołakowskiego. Wyemigrował do Włoch, nawiązał współpracę z paryską „Kulturą”, i przetłumaczył kilka dzieł Aleksandra Sołżenicyna i prawie wszystkie Isaaka Babla. Giedroyc pisał o nim, że pokazuje, „jaka jest Rosja naprawdę i jak powinno kształtować się stosunki z nią i naszymi sąsiadami na Wschodzie”. – Kochać się z Rosjanami nie musimy, ale szanować: tak – przekonuje. Do Polski wrócił w 1992 r. Wydaje od 1999 r. miesięcznik „Nowaja Polsza” adresowany do rosyjskiej inteligencji. – To pismo, zajmuje się ochroną polskich racji, w tym racji stanu – mawia.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL