fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

"Batory Express": artyści uczczą polską prezydencję w Unii

Batory Express w Warszawie
Batory Express
1 lipca na ulice Warszawy wróci Nysa "Batory Express". Młodzi artyści przez cały maj jeździli po Polsce i Węgrzech. Zbierali zdjęcia i wspomnienia o przyjaźni między tymi dwoma krajami.
Objazdowa galeria zakończyła podróż 5 czerwca w Warszawie. Wcześniej „nyskę" w swoim mieście mogli spotkać m.in. mieszkańcy Trójmiasta, Poznania, Wrocławia, a także pięciu węgierskich miast. Album z dokumentacją podróży wręczony zostanie 1 lipca premierom Polski i Węgier na inaugurację polskiej prezydencji w Unii Europejskiej.
- Wraz z obchodzącym 10-lecie istnienia Centrum Węgierskim chcieliśmy przygotować jakąś inicjatywę na inaugurację polskiej prezydencji. Szukaliśmy formuły, która różniłaby się od tradycyjnych projektów - konferencji, czy wizyt oficjeli. Chcieliśmy też przekonać się jak wygląda dziś przyjaźń polsko-węgierska. Postanowiliśmy dać szansę ludziom, by mogli się wypowiedzieć na temat łączących nas dziś więzów -  opowiada współautorka projektu, Katarzyna Zolich.

Romanse nad Balatonem

W każdym z czternastu odwiedzanych miast członkowie objazdowej trupy zachęcali przechodniów do dzielenia się wspomnieniami związanymi z oboma krajami. Węgrzy przypominali sobie podróże do Polski, Polacy - wakacje na Węgrzech. Nazwą projekt nawiązuje do pociągu PKP "Batory", który przez wiele lat łączył Węgry z Polską. Jak się okazało, przejazdy tym pociągiem i wyjazdy nad Balaton za czasów PRL wciąż są żywe w pamięci wielu osób.
- Ludzie ze starszego pokolenia, którzy dorośli jeszcze w czasach PRL, opowiadają wiele o gościnności Węgrów i serdeczności, z jaką się spotykali podczas wizyt. Starsze panie wspominały też często z wypiekami na twarzy przystojnych Węgrów, ale prosiły, aby nie nagrywać ich relacji, bo nie chciały, żeby wnuki dowiedziały się o romansach sprzed lat. Wiele wspomnień dotyczyło też przemycania towarów z jednego kraju do drugiego - dzieli się swoimi obserwacjami Katarzyna Zolich - Ci, którzy wyjeżdżali z Polski już w latach 90. darzą Węgry pewnym sentymentem, ale raczej traktują je jak zwykły kraj europejski; najczęściej operują stereotypami - mówią że Węgry są daleko i że używa się tam strasznego języka, którego nie da się zrozumieć.
Katarzyna Zolich była zdziwiona, jak chętnie ludzie opowiadają o swoich przeżyciach.
- W ogóle nie trzeba było nikogo nakłaniać do wspomnień. Wręcz przeciwnie - wydawało się, że ludzie czekali na taką okazję. Pewien Węgier przyszedł do nas i opowiedział, że pracował kiedyś w kopalni z Polakami przy podkładaniu ładunków wybuchowych w tunelach. Pewnego razu zdarzył się wypadek i podłożony przez niego materiał wybuchowy zranił śmiertelnie jednego z polskich pracowników. Od tego wydarzenia minęło 20 lat, a człowiek ten do tej pory czekał na okazję, aby komuś o tym opowiedzieć. Spotkaliśmy też w Sopocie kobietę, która studiowała przed laty na Węgrzech, ale od tamtej pory nie miała sposobności mówić po węgiersku. Spędziła z nami cały dzień, szczęśliwa, że może sobie przypomnieć ten język, i pod koniec pobytu w naszej "nysce" mówiła po węgiersku niemal płynnie.

Zdjęcie pomogło się odnaleźć

Oprócz spisywania wspomnień artyści z Batory Express zbierali także od spotykanych po drodze osób pamiątki. Otrzymali kilkaset zdjęć, zeszyty z wypisywanymi rozmówkami polsko-węgierskimi, bilety ze spotkań piłkarskich między oboma państwami. Węgrzy przynosili też plakietki "Solidarności". W „nysce" odbyło się także kilka minikoncertów węgierskich i polskich muzyków.
Za przynoszonymi przez ludzi fotografiami kryło się wiele niezwykłych historii. Pewien mężczyzna przyniósł zdjęcia ze swojej wycieczki do Budapesztu z lat 70. Sfotografował się pod każdym napotkanym wówczas komunistycznym pomnikiem. Był ciekaw, które z nich stoją do dziś i co się z nimi dzieje. Gdy dowiedział się, że wszystkie pomniki z tamtego okresu zostały zgromadzone w specjalnym parku komunizmu, wyraził żal, że na podobny pomysł nie wpadł nikt w Polsce. Przy objazdowej galerii wywiązała się spontanicznie długa dyskusja na temat sposobów zachowania pamięci o komunistycznych czasach w obu krajach.
Najbardziej niezwykła jest jednak historia zdjęcia otrzymanego przez zespół Expressu Batory w Budapeszcie. Mężczyzna, który je przyniósł, powiedział, ze przedstawia ono jego byłą dziewczynę, która mieszka w Poznaniu, a z którą wspólnie studiowali za granicą. Opowiedział też historię ich miłości. Kiedy "nyska" zajechała do Poznania, odwiedziła ją dziewczyna, która opowiedziała niemal identyczną historię o swoim chłopaku. Gdy zobaczyła otrzymaną przez artystów w Budapeszcie fotografię, uciekła w popłochu. Po pewnym czasie wróciła i poprosiła o adres swojego byłego chłopaka. Napisała do niego list, nawiązali z powrotem kontakt.

Autostopem z artystami

Z powodu ciągłych awarii, „nyska" większą część drogi pokonała na lawecie. Nie zraziło to jednak ani organizatorów, ani włączających się do akcji przechodniów. Niektóre napotkane na trasie osoby postanawiały związać się z "Expressem" na dłużej. Jeden mężczyzna przejechał trasę z Budapesztu do Warszawy. Drugi wsiadł spontanicznie w Miszkolcu, bo stwierdził, że to idealna okazja, aby zobaczyć Polskę. Kolejne osoby dołączały się już w Polsce, traktując podróż jako ciekawe doświadczenie.
– Okazało się, że te dołączające się osoby dały bardzo dużo świeżości całemu przedsięwzięciu. Kiedy my nie mieliśmy już sił, by organizować kolejne akcje uliczne, oni zarażali przechodniów swoim entuzjazmem – wspomina Zolich.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA