fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Stara i droga „Rodzina” nie zachęca

Fotorzepa, Danuta Matloch Danuta Matloch
Zapowiedź drastycznego obniżenia limitów cen lokali w „Rodzinie na swoim” do szybkiej transakcji zmobilizowała tylko niewielu klientów. Dzisiejsze stawki są wciąż za wysokie
Zmiany w programie dopłat do kredytów mogą wejść w życie już latem br., a najpóźniej – jesienią. Sejm zgodził się na obniżenie limitów cen lokali kwalifikujących się do dopłat. Np. w Warszawie państwo dokłada się dziś do mieszkań – zarówno nowych, jak i używanych – których mkw. kosztuje do 9,8 tys. zł. Za preferencyjny kredyt można więc kupić nawet apartament w śródmieściu stolicy. Po zmianach limit cen na warszawskim rynku pierwotnym ma wynosić 7 tys. zł, a na wtórnym – 5,6 tys. zł. W Krakowie obniży się z 6,6 tys. zł za mkw. do 4,7 tys. zł w przypadku nowych mieszkań i 3,7 tys. zł przy zakupie lokali z drugiej ręki.

Bez paniki

Mariusz Czerwiński, dyrektor zarządzający w spółce Universal Property, zajmującej się pośrednictwem w obrocie nieruchomościami, uważa, że ze względu na niestabilne kursy walut klienci częściej decydują się na kredyty w złotych. – Przekłada się to na duże zainteresowanie zakupem nieruchomości w RNS – mówi Mariusz Czerwiński. – Wielu naszych klientów chce sfinalizować transakcje przed planowanymi zmianami limitów cen mieszkań – ocenia.
Beata Olejnik-Widawska z Maxon Nieruchomości dodaje, że na rynku wtórnym wprawdzie widać zwiększający się ruch, ale zainteresowanie lokalami mieszczącymi się w RNS jakoś specjalnie nie wzrasta.
Katarzyna Liebersbach-Szarek z krakowskiej agencji Nieruchomości Łobzowskie zauważa, że jeśli ktoś sprzedaje mieszkanie w cenie nieco wyższej od limitów w RNS, to kiedy po długim czasie znajdzie kupującego, zwykle stawkę obniża. – Ale nie do wszystkich sprzedających dociera fakt, że nowy limit w RNS będzie tak niski, a większość klientów posiłkuje się kredytem – mówi Katarzyna Liebersbach-Szarek, która nie zauważyła paniki przed zmianami w RNS. – Wręcz przeciwnie: pośrednicy notują lekki zastój. Kupujący zwracają uwagę na dobrą cenę mieszkania, a dobra cena w Krakowie to na pewno nie 6,6 tys. zł za mkw. (to dzisiejszy limit w RNS – red.), ale zdecydowanie mniej – podkreśla Katarzyna Liebersbach-Szarek. Według niej albo nie wszyscy wiedzą o zmianach w RNS, albo rynek nie reaguje, bo ceny i tak są za wysokie dla kupujących.
Ożywienia nie zauważa także pośredniczka Joanna Lebiedź z firmy Joanna Lebiedź Holding. – Rynek wciąż jest w głębokiej zapaści, więc „rzutów na taśmę" przed zmianami w RNS być nie powinno – ocenia pośredniczka. Także ona wspomina o przeszacowanych cenach. – Właściciele sprzedawanych mieszkań mają świetną pamięć wsteczną. W ich świadomości nieruchomość jest dziś warta tyle, ile w 2007 r. Zatem nie ma mowy o korekcie ceny. Żadna ingerencja z zewnątrz nie ma na to wpływu – uważa pośredniczka.

Tracą na wartości

Pośrednicy są zgodni, że nowe limity w RNS dla rynku wtórnego są bardzo niskie. Według Beaty Olejnik-Widawskiej limit na warszawskim rynku wtórnym ustalony na poziomie 5,6 tys. zł za mkw. jest mało realny.
– Nie wierzę, żeby cena mkw. mieszkania w Krakowie miała w najbliższym roku spaść do 3,7 tys. zł – dodaje Katarzyna Liebersbach-Szarek. – Być może obniżenie limitu ma na celu obniżenie cen i ożywienie sektora nieruchomości. Z tego punktu widzenia do dobry pomysł, bo ceny mieszkań są nieproporcjonalnie wysokie w relacji do zarobków, a od nich przecież zależy kredyt – ocenia pośredniczka.
Według niej potrzeba jednak czasu, by właściciele przeszacowanych nieruchomości zrozumieli, że na rynku trwa zastój. Sęk w tym, że wiele mieszkań kupowanych na kredyt, straciło na wartości. – Obciążenia z tytułu kredytu są dziś wyższe niż obecna wartość nieruchomości. Problemem będą też właściciele, którzy nie brali kredytów, ale kupowali mieszkania po przeszacowanych cenach. Trudno im wytłumaczyć, że na rynku jest już taniej – tłumaczy Katarzyna Liebersbach-Szarek.

Opinia

Leszek Michniak, agencja WGN Nieruchomości:
– Paniki wśród klientów biur WGN na razie nie widać, chociaż od początku roku wyraźnie zwiększył się popyt na mieszkania, które spełniają wymogi RNS. O zmianach w tym programie mówi się od wielu miesięcy, więc ci kupujący, których program dotyczy, również od wielu miesięcy mobilizują siły do zakupu lokalu. Z pewnością dla niektórych zakup mógł być „rzutem na taśmę".
Największy popyt jest nadal na tańsze mieszkania, a jeśli na drogie, to oferujące prawdziwy komfort i warte swojej ceny. W większości dużych miast występuje cały czas nadpodaż mieszkań, zwłaszcza tych drogich. Sprzedający, przede wszystkim ci, którym zależy na szybkiej sprzedaży, są skłonni do obniżek cen. Widać ich urealnianie, tzn. lekki spadek cen ofertowych mieszkań wystawianych do sprzedaży.
Po wejściu w życie zmian w RNS, z rynku zostanie wyeliminowana część kupujących, ale przecież nie wszyscy. Teraz także nie wszyscy mogą korzystać z programu. Rynek więc na pewno nie zamrze. Pozytywnym zjawiskiem zmian w programie dopłat dla kupujących może być lekki spadek cen, którego można się spodziewać zarówno w nowo budowanych osiedlach, jak i na rynku wtórnym. Sprzedający będą zmuszeni dostosować ofertę do nowych warunków. Powinny też spaść ceny mieszkań niesprzedanych ze starych, drogich zasobów deweloperskich.
Zyskają też małe miasta i miasteczka satelity w dużych aglomeracjach, gdzie mieszkania i teraz są tańsze. Można przypuszczać, że właśnie te małe miasta zyskają nowych mieszkańców i będą się rozwijać.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA