fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Dręczycielka lekarza przed sądem

Fotorzepa, Michał Walczak Michał Walczak
Rusza proces Marty P., która przez pięć lat nękała lekarza telefonami i szkalowała go w Internecie
– Odkąd ta kobieta jest w areszcie, mój koszmar się skończył. Mam nadzieję, że nigdy nie wróci – mówi „Rz" dr Adam Sidorowicz, chirurg specjalista medycyny estetycznej z Warszawy, ofiara Marty P., która dzwoniła i esemesowała do niego non stop, pisała w Internecie, że „zabija pacjentów na OIOM", a nawet przysłała mu do gabinetu prostytutkę. Dramatyczną historię „Rz" opisała w listopadzie 2010 r.
Dziś przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Woli rusza proces 31-letniej Marty P. Prokuratura miesiąc temu sporządziła akt oskarżenia.
Gdy kobiecie stawiano zarzuty, przestępstwa stalkingu, czyli uporczywego nękania, w kodeksie karnym jeszcze nie było. Dlatego została oskarżona o kilka innych przestępstw. Odpowie za groźby karalne wobec lekarza, rozpowszechnianie w Internecie pornografii, za znieważenie i zniesławienie doktora.
Zaczęło się w 2005 r. od zwykłej wizyty u lekarza. – Marta P. miała drobny problem chirurgiczny. Wizyta trwała dziesięć minut – opowiadał „Rz" dr Sidorowicz.
Po tygodniu pacjentka przyniosła kwiaty i drobny prezent. Potem zaczęła dzwonić, radząc się w sprawach medycznych.  Następnie przysyłać erotyczne esemesy i e-maile z dołączonymi serduszkami. „W moim zaułku serca siedzi miłość i uwielbienie do ciebie..." – pisała.
„Gdy nie reagował na wyznawane uczucie – czytamy w akcie oskarżenia – Marta P. stała się natarczywa".
Do szpitala przysłała mu kubek z napisem „I love you", zarzucała lekarza tysiącami esemesów i e-maili o wulgarnej treści. W Internecie zaczęły się pojawiać fałszywe profile lekarza.
P. przedstawiała go jako geja szukającego nowych znajomości. Na portalach pod pseudonimami pisała o lekarzu: „zdehumanizowane bydlę, które upaja się zadawaniem bólu kobietom". Do dyrekcji szpitala wpływały anonimy, że jest łapówkarzem.
Marta P. pisała w e-mailu, by lekarz szykował czarny worek w rozmiarze dla dwulatka
W serwisach P. umieszczała zdjęcia osób okaleczonych z  dopiskiem: „to efekt działań warszawskiego lekarza".
W latach 2008 – 2009 pojawiły się groźby. – W jednym z e-maili P. pisała, żebym szykował czarny worek w rozmiarze dla dwulatka. W tym wieku był wtedy mój syn – mówił dr Sidorowicz.
Dopiero wiosną 2010 r., gdy groźby zaczęły wyglądać realnie, sprawą zajęła się prokuratura. Do aresztu kobieta trafiła jesienią.
Nie znaleziono kart do telefonów, z których Marta P. wysyłała esemesy. Ale biegły informatyk ustalił, że z jej komputera wykonywano połączenia z numerami telefonów Sidorowicza i stronami internetowymi, na których zamieszczano treści znieważające i pornograficzne. Telefon, z którego lekarz dostawał esemesy, łączył się z numerami rodziców Marty P.
– Zgromadzony materiał dowodowy tworzy jedną wersję zdarzeń, która układa się w logiczny łańcuch i nie pozostawia wątpliwości, że to Marta P. jest sprawczynią zarzucanych jej czynów – mówi „Rz" mec. Rafał Rogalski, pełnomocnik lekarza.
Biegli psychiatrzy ocenili, że kobieta jest poczytalna, ale ma zaburzoną osobowość.
„Osobowość histeryczna z cechami dyssocjalnymi" – twierdzą. Uważają, że P. życzeniowo zinterpretowała zachowanie lekarza. Zakochała się w nim „w sposób infantylny, z powodu zatarcia granicy między fantazjowaniem a rzeczywistością". Gdy nie odwzajemnił jej uczuć, uruchomiła długofalowe i wyrafinowane działania odwetowe.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA