fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Hubert Salik o kryzysie w Grecji

Kryzys finansowy dopiero teraz zaczął zbierać prawdziwe żniwo. Wcześniej ofiarami padały płotki – teraz grube ryby. Grecja jest pierwszą z nich
Ateńskie kłopoty wynikają bowiem z tej samej logiki, która przyświecała łagodzeniu kryzysu finansowego. Nie likwidowano skutków, a jedynie objawy. A choroby nieleczone – jak wiadomo – zwykły powracać ze zdwojoną siłą.
Kłopoty Grecji wynikają z chęci życia ponad stan. Do bankructwa wiedzie bowiem zwykle (pomijając zdarzenia losowe) zaciąganie długów powyżej możliwości ich spłaty. Można też bagatelizować czynniki ryzyka i zadłużać się do granicy możliwości. Wzrost gospodarczy czy inflacja - jako zmienne – są właśnie takimi czynnikami.
Ludziom, którzy wpadają w takie pętle mało kto pomaga. Firmy po prostu bankrutują. Ostatnie lata pokazują jednak, że sprawiedliwość nie jest... sprawiedliwa. Wyjątkiem są bowiem państwa i banki. Powód – ich upadek może być bardziej dotkliwy dla społeczeństwa niż problemy finansowe obywateli i firm. Kapitalizm, jak wiadomo, jest bezduszny. Tyle, czy leczenie objawów rzeczywiście prowadzi do wyleczenia?
Metoda zasypywania dziur bilionami dolarów została przetestowana w latach 2008-10 na bankach. Banki i inne instytucje finansowe dostały darmowy lunch. Po tym, gdy już zjadły, sektor finansowy działa dalej tak, jak działał. Dowód? Spekulacyjne wzrosty cen żywności, to po prostu przykład, że zamiast pchać się w trudne instrumenty finansowe zabezpieczane długiem, zarządzający pieniędzmi z bogatych rynków (w końcu trzeba jakoś pomnażać gotówkę) szukają, gdzie indziej sposobów na szybki zarobek. Wybuch inflacji, z którym mamy do czynienia to zasługa nadpodaży pieniędzy kierowanej przez instytucje finansowe, które wyciągnęły mylne wnioski z kryzysu. Doszły do wniosku, że DARMOWE LUNCHE SIĘ ZDARZAJĄ.
Dobrze byłoby, gdyby ani Grecy, ani kolejne kraje, którym grożą podobne kłopoty nie doszły do podobnych wniosków. Bo Grecja nie jest niestety odosobniona. We wszystkich krajach obywatele chcą żyć lepiej niż żyją. W krajach rozwiniętych nie wyobrażają sobie nawet, że ich poziom życia może spaść. Jeśli więc życie ponad stan uznać za przyczynę, trudno znaleźć w Europie kraje, których rządy kierują się inną logiką. Nawet jeśli deklarują inne wartości, ich deficyty budżetowe, rosnące zadłużenie tym słowom przeczą.
Czy trzeba więc Grecji pomagać? Tak. Bo Polskę może kiedyś spotkać to samo. Trzeba jednak pamiętać, że lekcje są po to, by czegoś się z nich nauczyć.
Z wydarzeń ostatnich lat wynika, że wzrost gospodarczy tak, ale nie za wszelką cenę. Coraz częściej wzrost jest definiowany jako zdolność danego państwa do zwiększania długu w kolejnych latach (wraz z kosztami jego obsługi). To logika dłużnika, który wpada w morderczą pętlę. Czas by takie myślenie zrewidować.
Czasami warto bowiem zwolnić, zacisnąć pasa, by nie wyłożyć się kompletnie. Irlandia, Łotwa, Estonia – to pierwsze przykłady z brzegu. Tyle, że tam wyborów dokonywano już pod ścianą. Sztuka polega, by ścianę wyminąć, a nie uderzyć w nią na pełnej prędkości.
Dlatego właśnie Grecy muszą zacisnąć pasa. Jeśli nie będzie po ich stronie wyrzeczeń, nie ma sensu im pomagać. Bo tak jak zrobiły niedawno bankowcy, po prostu przejedzą darmowy lunch. A im bardziej świat zrekompensuje marzenia bankowców i społeczeństw chcących żyć ponad stan, tym większa szansa, że po darmowe lunche przyjdą kolejni. A wtedy bar trzeba będzie zamknąć.
 
 
 
 
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA