fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Asad dolewa oliwy do ognia

Baszar al Assad
AFP
Trzecie orędzie prezydenta do narodu od czasu wybuchu fali protestów miało być przełomem. Okazało się niewypałem
Podczas godzinnego przemówienia na uniwersytecie w Damaszku Baszar Asad nie obiecał praktycznie żadnych nowych ustępstw, które mogłyby zadowolić demonstrantów. Wspomniał jedynie o możliwości wprowadzenia zmian do konstytucji. Ostrzegł jednocześnie, że w Syrii nie uda się przeprowadzić reform, jeśli nie ustaną demonstracje.
Tak jak w poprzednich wystąpieniach o wzniecanie niepokojów oskarżył „sabotażystów” wspieranych przez zagranicę. Mówił też o zagrożeniu ze strony religijnych ekstremistów. – To ideologia, z którą nie mieliśmy do czynienia od kilku dekad. A teraz sieje chaos pod pretekstem wolności – przekonywał. Tak jak większość ludzi reżimu Asad jest przedstawicielem mniejszości alawickiej, a więk- szość mieszkańców Syrii to sunnici. W latach 80. sunnickie Bractwo Muzułmańskie wszczęło rebelię, którą reżim brutalnie stłumił.
– To przemówienie wymaga psychologa, a nie analityka. Asad nie rozumie, że dla Syryjczyków na dialog jest już za późno i za jedyne wyjście uznają zmianę reżimu, który sam wywołuje religijne podziały – powiedział jordański politolog Mohamed al Masri, cytowany przez agencję Reuters. Wystąpienie skrytykowali działacze opozycji. – Bardzo rozczarowujące przemówienie. Reżim nie rozumie, że ludzie protestują, bo chcą wolności i godności – ocenił syryjski opozycjonista Walid al Bunni.
– Nie zaproponował nic nowego. Mówi o reformach, a jego reżim dalej zabija – stwierdził syryjski pisarz Hakam al Baba.
Podczas trwających od marca protestów siły bezpieczeństwa zabiły ponad  1300 osób. Do starć dochodziło w miastach Hama, Homs, Latakia, Deir al Zor, Madaja, Albu Kamal oraz w kilku dzielnicach Damaszku. – „Nie” dla dialogu z mordercami! – krzyczały tłumy na przedmieściach syryjskiej stolicy.
Tysiące osób, obawiając się fali represji, uciekły za granicę, głównie do Turcji. Prezydent Syrii wzywał ich do powrotu. – Niektórzy im wmawiają, że państwo się na nich zemści. To nieprawda. Armia stoi na straży bezpieczeństwa – mówił. Tureckie władze zapowiedziały, że przyjmą kolejnych uchodźców. Ale, jak twierdzą świadkowie, wojsko dowodzone przez brata prezydenta zablokowało dostęp do granicy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA